Biesiada wybrany prezesem PZPS!

Człowiek, który doprowadził Polski Związek Piłki Siatkowej do zapaści, znów jest jego prezesem. Delegaci na nadzwyczajny zjazd wybrali Janusza Biesiadę w trzeciej turze stosunkiem głosów 34:32. - Jezu, wybrali go, no nie mogę! - łkała do słuchawki wzruszona blondynka, która trzymała się blisko zwycięzcy.


- Kto wie, gdyby nie Ciemięga, wszystko mogło się zdarzyć - mówiono w kuluarach. Zwolennik Biesiady Radosław Ciemięga z Piły, spóźnił się na zjazd i w ostatniej chwili załapał się na głosowanie w warszawskim hotelu Grand.

Po pierwszej turze Biesiada miał 31 głosów, konkurująca z nim Małgorzata Zielińska - 29, a Wiktor Krebok - 6. Do wymaganej większości zabrakło Biesiadzie trzech punktów (było 66 delegatów).

- No co, zakładamy się, że wygra Zielińska? - proponował znajomym Krebok przekonany o lojalności swoich zwolenników, którzy mieli oddać głos na jedyną kobietę wśród kandydatów. Ale przecenił lojalność popierających Zielińską. W drugiej turze był remis 33:33. Co teraz?

- Głosujemy do usranej śmierci - zapowiedział ustępujący prezes Tadeusz Sąsara.

Wystarczyła kolejna tura. Znów ktoś zmienił zdanie. 34:32 dla Biesiady. - No, to ja już pójdę. W tym towarzystwie nie będę siedział - wyjaśnił wściekły Krebok.

Tako rzecze Biesiada

Wcześniej delegaci nie wykazali specjalnego zainteresowania informacjami o nieprawidłowościach w związku, które przedstawił Sąsara. Cierpliwie słuchali za to Biesiady, który przemawiał blisko dwie godziny. Zamiast odpowiedzieć na zarzuty, o których m.in. pisaliśmy w "Gazecie", a którymi zainteresowało się Centralne Biuro Śledcze, opowiadał o swoich sukcesach, o nagonce prasowej i atakował ludzi, którzy odważyli się go skrytykować. Oberwało się i Zygmuntowi Chajzerowi ("niby jako rzecznik prasowy pracuje za darmo, ale miał jeździć na mecze Ligi Światowej") i "Gazecie". Biesiada obrzucił też błotem byłych współpracowników, którzy od niego odeszli, ale o wszystkich jego działaniach mieli doskonale wiedzieć ("człowieku, nie bądź śmieszny, wiedziałeś o wszystkim" - mówił do Artura Popko, swojego byłego kolegi, szefa Polskiej Ligi Siatkówki). Hubert Wagner nie nadawał się zdaniem Biesiady na sekretarza generalnego PZPS, natomiast sam zatrudnił go jako doradcę trenera kadry, ponieważ Wagnerowi brakowało środków do życia.

Czy coś zrobił źle? - Wiele rzeczy zrobiłem źle, wielu osobom zaufałem w sposób nadmierny. A liczba imprez, jakie organizowaliśmy, przerosła naszego księgowego Krzysztofa Kosowskiego, który dołożył do tego niechlujstwo. No i doszło do nieprawidłowości - tłumaczył Biesiada. Ale "to zarząd zatwierdzał organizację wielu imprez", "trener Bosek handlował zawodnikami" (Bosek zasugerował wczoraj, że poda Biesiadę do sądu), reprezentacja przegrywała, a on, no cóż...

O sfałszowanych wynikach audytu, o sprawie w prokuraturze, o zainteresowaniu CBŚ nie wspomniał słowem.

Szepty Giersza

Delegaci nie zadawali niewygodnych pytań. Nie interesowały ich też wyjaśnienia ministra sportu, który zaprezentował wyniki kontroli urzędu w związku. Adam Giersz przez kwadrans wyliczał przepisy, które złamał związek za czasów Biesiady (m.in. ustawę o zamówieniach publicznych), wymieniał kwoty dotacji nie wykorzystanych zgodnie z przeznaczeniem (dlatego PZPS musi oddać UKFiS ponad 300 tys zł.). Poza tym wyjaśnił, że kuriozalna umowa o zarządzaniu związkiem z 1998 r, o której pisaliśmy, a która dawała Biesiadzie prawo do kierowania PZPS bez względu na pełnioną funkcję, jest niezgodna z prawem o stowarzyszeniach. Biesiada pobierać miał na jej podstawie dziesięciokrotność średniej krajowej pensji brutto. Zarabiał więcej, bo sam ustalał jej wysokość, nie czekając na dane GUS . Na jego konto wpłynęło łącznie 304 tys. zł, a powinno 263 tys.

Zarzutów było dużo. Jednak Giersz uznał, że zapaści winni są po trosze wszyscy - i prezes, i zarząd, i komisja rewizyjna. Prawie szeptem zapewnił, że nie chce naciskać na związek i apelował o intergrację siatkarskiego środowiska oraz znalezienie dróg wyjścia z kryzysu. Przy okazji pomylił Międzynarodową Federację Siatkówki z... federacją tenisa stołowego, z którym przez lata był związany.

Nieliczne głosy krytyczne wobec Biesiady - jak np. prezesa Galaxii Andrzeja Gołaszewskiego - ginęły w szumie tworzonym przez zwolenników nowego-starego prezesa. - Pan Biesiada wydał kiedyś 26 tys. zł na cele kulinarne, na dwie osoby. Ja tyle nie wyłożyłem, nawet wybierając się do lokalu z dziewczynami - oburzał się Gołaszewski.

Biesiada mocno na niego nakrzyczał.

Za to sala ryczała ze śmiechu, gdy na mównicy pojawił się Stanisław Litwin. - Ja nie mam gruczołu władzy - zapewnił były wiceprezes PZPS i szef małopolskiego związku. - Na trzech palcach przedstawię nasze potrzeby - są to umiejętności, motywacja i wyniki. Mogę współpracować z każdym [Litwin przekazał swoje głosy Biesiadzie - red.].

Opowiadał o swojej rodzinie wyjeżdżonym volkswagenie bora, domu kupionym w 1990 r., zeznaniach podatkowych, karierze młociarza. Zaprezentował też kolorowe plansze jak żywo przypominające piramidy dietetyków - na dole warzywa, na górze tłuszcze. Litwin miał na dole pracę z młodzieżą, a na szczycie - sukces. Wspominał o misji.

Jak wypadła najgroźniejsza rywalka Biesiady Małgorzata Zielińska? Prezencję miała odpowiednią, ale stać ją było tylko na ogólniki.

Nie wiadomo, co po wyborze nowego prezesa zrobi sponsor. Wczoraj ludzie z Polkomtela nabrali wody w usta.

Co było wcześniej?

W styczniu po wykryciu strat w kasie PZPS ówczesny prezes Janusz Biesiada podał się do dymisji. Jednak prezydent Międzynarodowej Federacji Piłki Siatkowej (FIVB) Ruben Acosta zażądał przywrócenia Biesiady na stanowisko, grożąc wykluczeniem polskiej reprezentacji z Ligi Światowej. Nowy prezes Tadeusz Sąsara zgodził się, by Biesiada został współprezesem oraz - niezależnie od wyników kwietniowych wyborów - odpowiedzialnym za LŚ.

FIVB nie podobał się również pomysł, by pozwać Biesiadę do sądu i tam wyjaśnić, co się stało z brakującymi pieniędzmi. PZPS zdecydował się więc jedynie na postawienie Biesiady przed sąd polubowny związku. Minęło jednak kilka tygodni i Biesiada nie przyjął wezwania. - Statut PZPS nie przewiduje czegoś takiego jak sąd polubowny - wyjaśnił. Ostatni cios dla PZPS to decyzja głównego sponsora polskiej siatkówki - firmy Polkomtel, która ogłosiła, że nie da pieniędzy na występ reprezentacji w Lidze Światowej. FIVB zasugerował jednak, że mimo braku pieniędzy na wpisowe Polacy prawdopodobnie wystąpią w tych rozgrywkach. Niedawno kłopotami związku zajęła się prokuratura.