Przed Final Four Ligi Mistrzów. Sebastian Świderski: Widzę trzech faworytów

Trentino jest mocne, ale czy najmocniejsze na świecie? Również Dynamo Moskwa ma swoich asów. I nie zapominajmy o Skrze. W końcu to drużyna wielu mistrzów Europy - mówi grający od siedmiu lat we Włoszech Sebastian Świderski
W sobotę i niedzielę w Łodzi Final Four Ligi Mistrzów. Skra Bełchatów zmierzy się w półfinale z Dynamem Moskwa, Trentino z Bled Volley. O kłopotach włoskiego zespołu oraz o szansach Polaków opowiada przyjmujący Lube Banca Macerata.

Przemysław Iwańczyk: Skra jest faworytem turnieju finałowego?

Sebastian Świderski: Bardzo wysoko oceniam ich szansę, ale nie chcę szacować procentowo. Widzę trzech faworytów Final Four - bełchatowianie, Trentino i Dynamo Moskwa, ale to Skra ma w zanadrzu atut, jakim będą kibice i własna hala. Kilkanaście tysięcy gardeł po swojej stronie - bezcenne. Teoretycznie, ale tylko teoretycznie, najsłabszy z tego grona jest Bled Volley, ale nie zapominajmy, że w drodze do finału Słoweńcy wyeliminowali m.in. moją drużynę. Liczę, że mistrzowie Polski zagrają w ścisłym finale.

Drabinka, którą wcześniej ustalono, nie jest korzystna dla Polaków.

- Nie ma co gdybać, zresztą nie mogło być inaczej, bo regulamin zakłada, że drużyny z tego samego kraju nie spotykają się w decydującym spotkaniu. To dlatego rywalem Trentino jest Bled, bo przecież na ich miejscu mógł być mój zespół. Skoro o tym mówimy, bełchatowianie mogli mieć przecież jeszcze gorzej, trafiając w półfinale na Trentino, a ten zespół oceniam wyżej niż Dynamo.

Szansą dla Skry mogą być kontuzje trapiące siatkarzy z Włoch.

- Wypadł im rozgrywający Raphael, ale Łukasz Żygadło gra w Trentino kolejny sezon i jest bardziej zgrany z drużyną niż Brazylijczyk. Łukasz nie dostawał zbyt wielu szans, ale ilekroć się pojawiał, zawsze dobrze wypadał. Kontuzje niekoniecznie muszą rozbić zespół, mogą go także dodatkowo zmobilizować. Polaków jadących na mistrzostwa Europy też przetrzebiły kontuzje, ale nikt o tym nie myślał, tylko skupiał się na wyznaczonych zadaniach.

Trentino to tak mocny zespół, że każdy zmiennik nie obniża wartości drużyny. Mają trzech superatakujących - Kazijskiego, Juantorenę i Vissotto, z których każdy w każdej chwili może stać się liderem. Nawet kiedy dwóch z nich się zatnie, coś im nie idzie, ten trzeci jest w stanie ich zastąpić, samemu ciągnąć grę. Co charakterystyczne, to drużyna, która jak mało kto prze do przodu, nie kalkuluje, popełniając przy tym niewiele błędów.

Są najlepsi na świecie?

- Skoro zdobyli klubowe mistrzostwo świata, to tak. Tyle że było to kilka miesięcy temu, kiedy pozostałe drużyny się docierały, wkomponowywały nowych graczy. Teraz mamy końcówkę sezonu i to jest moment na właściwą oceną. Trentino jest mocne, ale czy najmocniejsze? Do bezpośrednich meczów niektórych drużyn nigdy nie doszło, a to byłaby duża podpowiedź.

Mówimy o Trentino, ale również Dynamo ma swoich asów. Wołkowa czy Brazylijczyka Dante, który przyszedł w trakcie sezonu, wnosząc do rosyjskiej ekipy wielką wartość, zmieniając całkowicie ich oblicze.

Proszę też, byśmy nie zapominali o Skrze. W końcu to drużyna wielu mistrzów Europy. Dopiero teraz dowiedziałem się, że może nie zagrać Michał Bąkiewicz, ale Final Four Ligi Mistrzów to specyficzna impreza, w której nie liczą się tylko umiejętności. To dwudniowy turniej, na który musi przypaść dobra dyspozycja wszystkich graczy. I ta sportowa, i ta psychiczna. Wszystko może się zdarzyć, zwycięstwo Skry także.