Vancouver 2010. Justyna Kowalczyk tempa nie zwolni

- Jeśli Justyny nie dopadnie jakieś choróbsko, nie tylko nie straci formy z pierwszej połowy sezonu, ale na igrzyskach będzie biegać jeszcze lepiej niż w grudniu i styczniu. Nie wiem tylko, co zrobią konkurentki - mówi Sport.pl trener Aleksander Wierietielny. Polska faworytka do olimpijskich medali i jej trener są już w kanadyjskiej miejscowości Canmore, gdzie spędzą dwa tygodnie przed przyjazdem do olimpijskiej wioski w Whistler Park.
Justyna Kowalczyk jest w świetnej formie. Po 11 z 21 startów w Pucharze Świata ma aż 1415 punktów. O 268 więcej niż Słowenka Petra Majdić.

- Nie spodziewałem się tak dobrego startu, ale... nie będę z tego powodu narzekał. Dobrze nam idzie, to dobrze, ale pamiętajmy, że wiele najgroźniejszych rywalek odpuszcza starty, koncentrując się wyłącznie na igrzyskach - mówi Wierietielny.

Kowalczyk nie biegała tej zimy w PŚ tylko raz. W grudniu nie pojechała na uliczny sprint do Düesseldorfu. Nie cierpi tej konkurencji od lat. I nie zamierza w kolejnych. Majdić - najgroźniejsza rywalka Polki - też odpuściła tylko raz. W ostatni weekend nie pojechała do rosyjskiego Rybińska, gdzie Kowalczyk powiększyła nad nią przewagę (Polka była w Rosji trzecia i pierwsza).

- Szwedki, Norweżki i Finki mają inną metodę przygotowań do igrzysk, ale zapewniam, że nie śpią - mówi Wierietielny. - Kiedy my byliśmy w weekend w Rybińsku, one rywalizowały w mistrzostwach Finlandii, Norwegii i Szwecji - opowiada trener Kowalczyk.

Na początku sezonu świetnie biegała Norweżka Marit Bjoergen. Wygrała dwa biegi, ale nie wzięła udziału w Tour de Ski. Z tej morderczej imprezy (osiem biegów w dziesięć dni) wycofywały się po kolei albo nie startowały w ogóle: Finka Virpi Kuitunen, Szwedka Charlotte Kalla czy Estonka Kristina Smigun.

Na PŚ do Rybińska, oprócz Skandynawek, nie przyjechały także Włoszki z czwartą w klasyfikacji generalnej PŚ Arianną Follis na czele. - Nie sądzę, by rywalki coś kombinowały, realizują swój plan przygotowań. My mamy inny, sprawdzony. Do formy dochodzimy startami - mówi Wierietielny. - Ale chwila prawdy się zbliża.

Ostatnia chwila prawdy była ponad tydzień temu. W estońskiej miejscowości Otepeaeae Kowalczyk była siódma w sprincie i wygrała bieg na 10 km klasykiem. Trener powiedział później, że na 10 km "bawiła się na trasie". Biegła jako ostatnia i kontrolowała przewagę nad rywalkami. Na mecie miała cztery sekundy, a mogła mieć i dziesięć. - W klasyku jest bardzo mocna. Zobaczymy, co będzie "łyżwą" - mówi Wierietielny.

Kolejne starty czekają Polkę 5-6 lutego w Canmore (10 km techniką dowolną i sprinty klasykiem - od tych konkurencji rozpoczną się igrzyska). Po zawodach zostanie tam kilka dni, żeby trenować i dopiero cztery dni przed początkiem igrzysk zjawi się w wiosce olimpijskiej.

- Aklimatyzację zawsze znosi świetnie. Oby była zdrowa - mówi Wierietielny. - Z przygotowaniami nie kombinujemy, nic nie zmieniamy. Rok temu maksymalną formę osiągnęła po Tour de Ski, czyli w lutym - zdobyła dwa złote medale MŚ w Libercu, w marcu dołożyła do tego Puchar Świata. Była zmęczona, ale mówiła, że mogłaby biegać do końca kwietnia. Justyna po prostu jest znakomicie przygotowana do sezonu. Powtarzamy to od miesięcy: po to tak ciężko trenowała latem, żeby teraz wysoka forma była do końca sezonu. Albo i dłużej.

Polka wystartuje na igrzyskach w specjalnie przygotowanym dla niej biało-czerwonym kombinezonie (do tej pory biegała w czarnym). Pierwszy olimpijski start czeka Polkę w poniedziałek 15 lutego - na 10 km techniką dowolną.

Justyna Kowalczyk » wygrała w ekstremalnych warunkach