Tor Formuły 1 w Łodzi? Władze miasta dobrej myśli

W Łodzi ma powstać tor Formuły 1. Miasto wydało już w tej sprawie pozytywną decyzję o warunkach zabudowy. - Jest na to szansa - przekonuje w łódzkiej "Gazecie Wyborczej" Włodzimierz Tomaszewski, wiceprezydent Łodzi. Od wybudowania toru do organizacji Grand Prix wiedzie jednak daleka i kosztowna droga - komentuje dziennikarz Gazety Wyborczej i Sport.pl, Łukasz Cegliński.
Tor miałby powstać na terenie byłego poligonu wojskowego. Urzędnicy zapewniają, że kompleks sportowy, w skład którego wejdą ponadto całoroczny stok narciarski, basen i lodowisko, ma szansę powstać do 2013 roku.

- Wielokrotnie spotykałem się z inwestorem, widziałem nawet makiety - opowiada Tomaszewski », który twierdzi, że w budowie pomogą zagraniczni inwestorzy.

- Tor będzie miał około trzech, czterech kilometrów - informuje Marek Lisiak, architekt miasta. - Najważniejsze, żeby spełniał wszystkie wymogi federacji organizującej wyścigi.

Komentuje Łukasz Cegliński ze Sport.pl

Nie po raz pierwszy słyszymy o inicjatywie tego typu, od kiedy Robert Kubica przebojem wdarł się do Formuły 1. Każde duże polskie miasto chciałoby mieć obiekt, na który przyjeżdżaliby najlepsi kierowcy świata, ale moim zdaniem jest to mało realne.

Polska ma ogromny atut w postaci zainteresowania Kubicą - wyścigi w Budapeszcie, na które jeździ nawet po 40 tysięcy fanów z biało-czerwonymi flagami pokazują, że obiekt na ewentualnym GP Polski wypełniłby się w 100 proc. To mogłoby skłonić Berniego Ecclestone'a - właściciela praw komercyjnych do F1 - do wciągnięcia Polski na listę organizatorów. Podczas GP Turcji czy GP Chin trybuny świecą pustkami i kto wie, czy w najbliższych latach te wyścigi nie znikną z kalendarza.

Lista miast z całego świata, która chciałaby gościć Grand Prix, jest jednak szalenie długa. Co rusz wspomina się o Rzymie, Moskwie, Paryżu, "niezagospodarowane" od kilku sezonów są USA, do zapchanego do granic możliwości kalendarza dołączają w ostatnich latach tory budowane w Azji, a co najmniej kilka innych państw z doświadczeniami organizacji wyścigów F1 chciałaby ich powrotu.

Na dodatek o przyznawaniu organizacji GP decydują nie walory turystyczne czy miejscowy bohater wyścigów, ale ogromne pieniądze. Najpierw trzeba je mieć na zbudowanie toru, a potem na wykupienie licencji od Ecclestone'a, który na wszystkim musi solidnie zarobić. To są opłaty w wysokości kilkunastu milionów euro, a może i wyższe.

Nie jestem przekonany czy władze Łodzi zdają sobie z tego sprawę.

Więcej o pomyśle w "Gazecie Wyborczej Łódź" »