Z dużej chmury wielka Skra

Wszyscy czekali na sobotni mecz Resovii ze Skrą, aby przekonać się, czy rzeczywiście mamy w lidze poważnego rywala dla hegemona z Bełchatowa. Niestety, okazało się, że grupa pościgowa z Resovią i Jastrzębskim na czele musi jeszcze trochę poczekać na wyrównanie szans w starciach z drużyną Konrada Piechockiego - pisze Marian Kmita, szef redakcji sportowej Polsatu.
Wynik 3:0 dla Skry zawiódł wielu kibiców, którzy ostrzyli sobie apetyty na wielkie siatkarskie widowisko. Przysłowie: "Z wielkiej chmury mały deszcz" świetnie tu pasuje. Teoretycznie.

Mnie ten mecz nie zwiódł w żadnym elemencie. Każdy trzeźwy analityk dobrze wiedział zarówno wcześniej, jak i teraz, że sportowy potencjał obu klubów to jeszcze dwa inne światy. Z całym szacunkiem dla organizacyjnych wysiłków działaczy Resovii, o ile na rozegraniu i libero walory są podobne, tak siła ognia w ataku obu drużyn jest nieporównywalna. Daniel Castellani pewnie zaciera ręce, bo Mariusz Wlazły to przy siatce znów prawdziwy tajfun. Mam tylko nadzieję, że zdrowie panu Mariuszowi dopisze i z pożytkiem dla Polski nie zatrzymają go w tym roku nawet najlepsi gracze Ligi Światowej i włoskich MŚ. O klasie jego klubowych kolegów napisano już sporo, więc nie ma sensu zatrzymywać się w tym miejscu na dłużej. Po prostu klubowe wicemistrzostwo świata z Kataru to nie przypadek.

Wracając do meczu w hali na Podpromiu, mimo sportowej jednostronności było to fantastyczne widowisko. Fantastyczne, bo jego oprawa to nieustannie klasa światowa. Jestem pełen uznania dla wszystkich - od właściciela Resovii począwszy, a na porządkowych skończywszy. Za wielką miłość i niebywałą konsekwencję w budowaniu wielkiej siatkówki w tym mieście. Serce rośnie, gdy widzi się nadkomplet publiczności, kolorowe, żywe trybuny, słowem widowisko "światło i dźwięk" z najwyższej półki. Imponuje mi też spokój i cierpliwość działaczy do trenera i jego zespołu, którzy, co naturalne, przeżywają swoje lepsze i gorsze chwile. Widać, że ten biznes buduje się na lata z rozmysłem i pomysłem, co ważne, przy użyciu przede wszystkim prywatnych pieniędzy. Co za tym idzie, klubowi pana Adama Górala raczej nie grozi żadna finansowa rewolucja. A jak ważna w warunkach młodego, polskiego kapitalizmu jest stabilizacja, przekonało się już wielu inwestujących w krajowy sport. Zatem po meczu w Rzeszowie chwała i zwycięzcom, i zwyciężonym, bo jedni i drudzy niosą optymizm i wiarę w jeszcze lepsze czasy dla polskiej siatkówki.