Sport.pl

Piłka ręczna. Szmal: Nasza dyscyplina w Polsce umiera

Polscy piłkarze ręczni we wtorek zaczynają walkę na austriackim Euro 2010. Celem jest oczywiście medal, bo nasi szczypiorniści zdobywają je ostatnio regularnie. Ale martwią się, co będzie, gdy zakończą kariery. - W Polsce nasza dyscyplina ginie - mówi Sławomir Szmal
Niedawno wróciliście z Austrii, a w niedzielę znów tam wyjeżdżacie. Na Interwetten Cup czuć już było atmosferę mistrzostw?

- Tak, prawie za każdym razem, gdy wychodziłem na boisko. Pod względem przygotowań wszystko jest jak trzeba. Na pewno będzie sporo kibiców, w tym również z Polski. To nas dodatkowo motywuje.

Kibiców wam przybywa. Wiesz, że mecze, które graliście rok temu na mistrzostwach świata, miały największą oglądalność spośród wszystkich transmisji sportowych w 2009 roku?

- To nas bardzo cieszy, choć na boisku zupełnie nie myślimy, ilu ludzi nas ogląda, ile kamer rejestruje nasze ruchy. Ale to cenna informacja, także dla naszego związku, który powinien wyciągnąć wnioski i popularyzować dyscyplinę.

Otwarcie krytykujecie Związek Piłki Ręcznej w Polsce. Co według ciebie, kapitana kadry, federacja powinna zrobić w pierwszej kolejności?

- Głównie chodzi nam o popularyzację piłki ręcznej wśród dzieci i młodzieży. Fajnie, że pracują nad tym w Płocku, gdzie kiedyś grałem, i w Kielcach. Ale inne miasta nie idą za dobrymi przykładami. My wciąż prosimy Związek, by opracował program, który zachęcałby dzieciaki do grania w piłkę ręczną. Bo z tego, co obserwujemy, dyscyplina ginie. Wiadomo, że stworzenie takiego programu kosztuje, ale trzeba zainwestować. Nie może być tak, że wszędzie brakuje wyszkolonych trenerów, że jak się już w piłkę ręczną gdzieś gra, to na betonowym boisku i pod okiem nauczyciela wf-u, który często nie zna zasad. Ja sam też grałem na betonie, ale miałem szczęście, że w mojej miejscowości była również hala, gdzie na poważnie zacząłem trenować.

Tak naprawdę hal nie brakuje, ale w piłkę ręczną się w nich nie gra. Dominują siatkówka i koszykówka.

- Siatkówka jest w Polsce numerem jeden i my z nią nie możemy walczyć. Ale musimy iść jej śladem. Siatkówka ma wspaniały marketing, w pewnym momencie w związku wymieniono sporo osób i wszystko fajnie zaczęło funkcjonować. Jest porządny sponsor, jest młodzież, która ciągle wzmacnia kadrę, co widać było choćby na mistrzostwach Europy, na których błysnął wielkim talentem Bartosz Kurek. U nas takich nowych talentów nie widać, a przecież za jakiś czas trzeba będzie nas zastąpić.

Wspomniałeś o sukcesie siatkarzy. Wy też jesteście w stanie zdobyć złoto?

- Nie myślę o tym. Na razie zależy mi, żeby zagrać trzy dobre mecze w grupie. Ten turniej będzie bardzo trudny.

W waszej dyscyplinie chyba nie ma trudniejszego, bo na Euro nie przyjeżdżają egzotyczne drużyny, obecne na MŚ i igrzyskach?

- Któregoś dnia, podczas Interwetten Cup, stanąłem przed plakatem, na którym były rozpisane wszystkie grupy mistrzostw i pomyślałem: "do której chciałbyś trafić?" I w każdej byli sami faworyci. Właściwie tylko dwie drużyny nieco odbiegają od czołówki, Austria i Ukraina. A co do reszty, to gdyby przyszło nam zagrać z każdym z tych trzynastu zespołów, wcale nie dałbym sobie uciąć ręki, że wygralibyśmy większość meczów.

Na dzień dobry zmierzycie się z Niemcami. Będzie wojna?

- Zrobimy wszystko, żeby wygrać, bo w turniej trzeba wejść mocno. Poza tym wielu z nas gra w Bundeslidze, więc chcemy po turnieju dumnie wracać do naszych klubowych szatni.

Niemcy też szczególnie mobilizują się na ten mecz?

- Z tego, co widzę, to oni podchodzą z respektem do wszystkich drużyn w naszej grupie [uzupełniają ją Szwecja i Słowenia]. W weekend przegrali u siebie dwa mecze z Islandią [28:32 i 29:33], więc są ostrożni.

Właśnie, Islandia - chciałbyś z nią zagrać i zrewanżować się za porażkę w ćwierćfinale igrzysk w Pekinie?

- Nie myślę o żadnych rewanżach, choć na pewno tamten mecz zostanie w naszych wspomnieniach. Kiedy rozmawiałem z Islandczykami, opowiadali, że na igrzyskach czuli, że nikt ich nie traktuje poważnie. Pewnie dlatego tak daleko zaszli. Dla nas to nauczka, ale życie się na tym nie kończy. Mam nadzieję, że na kolejnych igrzyskach nie zmarnujemy szansy na medal.

A jeśli wywalczycie medal w Austrii, będziesz pił alkohol? Jak to jest z tą twoją słynną wypowiedzią sprzed roku, po meczu z Danią o brąz MŚ? Słyszałem, że tak naprawdę jesteś abstynentem.

- Abstynentem nie, ale za alkoholem nie przepadam. Na pewno nie zobaczysz mnie siedzącego gdzieś z kielichem. Czasem wypiję piwko, zwykle gdy jest się z czego cieszyć. A wtedy, po meczu z Duńczykami, byłem bardzo rozemocjonowany. Mówiąc, że będę pił alkohol, miałem na myśli szampana i jakieś piwko z chłopakami. Zapomniałem, że w Polsce jak ktoś mówi, że będzie pił, to każdy myśli, że od razu do nieprzytomności. Jestem profesjonalnym sportowcem, a według mnie ktoś taki nie może pojechać po bandzie.

"Każdy mecz jest jak finał" - mówi Bogdan Wenta »


Więcej o: