Zagadka: Chora, zmęczona i biega? Justyna Kowalczyk.

- Leczymy ją domowymi, sprawdzonymi metodami. Justyna robi, co może, żeby wyzdrowieć. Ale na trening poszła - mówi Aleksander Wierietielny, trener najlepszej na świecie biegaczki
Przez cały poniedziałek triumfatorka Tour de Ski, najbardziej prestiżowej - po igrzyskach olimpijskich i mistrzostwach świata - imprezy sezonu w biegach narciarskich, podróżowała z Monachium przez Pragę i Tallin do estońskiej miejscowości Otepää, gdzie w weekend na najbardziej ulubionej trasie świata czekają ją kolejne starty w Pucharze Świata.

- Pogoda w Europie nie sprzyja punktualności lotów, więc zamiast po południu Justyna dotarła na miejsce późnym wieczorem - opowiada Wierietielny. - Wycieńczona jak diabli i przemarznięta do szpiku kości. No i lekko podziębiona. Ale gorączki na razie nie ma, postaramy się uniknąć antybiotyku. Leczymy ją domowymi, sprawdzonymi metodami. Robi, co może, żeby wyzdrowieć. Ale we wtorek na trening poszła.

Trening w Otepää po morderczym TdS, gdzie Kowalczyk, ścigając się z rywalkami, w dziesięć dni przebiegła na nartach ponad 60 km, nie był wyczerpujący. Aczkolwiek 20 km, które Polka przebiegła na nartach po trasie sobotniego biegu na 10 km techniką klasyczną, wzbudza respekt i szacunek.

- Spokojnym tempem zrobiła cztery pięciokilometrowe pętle, trasę, na której pobiegną w sobotę na zawodach. W porównaniu z ubiegłymi latami jest ona zmodyfikowana. Wydłużono jeden z trzech podbiegów. Są trzy zjazdy i sporo prostych. Piękna trasa, fantastycznie przygotowana - opowiada Wierietielny.

Trening odbył się przy trzaskającym mrozie - na trasie było -16 st. C, momentami nawet -18 st. - W okolicach Otepää temperatura spada i do minus 24 stopni, ale da się tu żyć - uśmiecha się trener dwukrotnej mistrzyni świata. - Nie ma zagrożenia, jeśli chodzi o sobotni start, natomiast nie wiadomo, co z niedzielnymi sprintami. Jeśli mróz będzie za duży, mogą zostać odwołane.

Byłaby to strata, bo Kowalczyk mówi, że Otepää to jej najbardziej ulubiona trasa na świecie. Tam po raz pierwszy stanęła na podium PŚ (7 stycznia 2006 r. w biegu na 10 km), również tam wygrała pierwsze w życiu zawody PŚ (27 stycznia 2001 r.). Teraz, mimo zmęczenia, też będzie faworytką, bo zawodniczki pobiegną stylem klasycznym, w którym Polka nie ma sobie równych, no i też czują w nogach Tour de Ski.

Kowalczyk jest liderką PŚ z 1089 punktami, druga Petra Majdić ma ich 1022, a trzecia Aino-Kaisa Saarinen - 789. Jeszcze nigdy po Tour de Ski liderka PŚ nie miała więcej niż 1000 punktów! Kowalczyk i Majdić, które dominują w tym sezonie, przełamały kolejne bariery. Rok temu Kuitunen miała po TdS 979 punktów, dwa lata temu Szwedka Charlotte Kalla - 795, a trzy lata temu Kuitunen - 822.

- Mnie to w ogóle nie interesuje. Puchar Świata nie ma w tym momencie żadnego znaczenia, nie patrzę ani na klasyfikację, ani na statystyki, ani na punkty, ani na różnice między jedną a drugą. Mam ważniejsze sprawy na głowie, czyli przyszłość. Nas interesują igrzyska w Vancouver, to nasza impreza sezonu - mówi stanowczo Wierietielny.

I dodaje: - Tym, którzy martwią się, że forma Justyny za wcześnie przyszła, odpowiadam: gdyby była w dyspozycji z mistrzostw świata w Libercu albo tej z marca 2009 r., kiedy dogoniła Majdić i zdobyła Puchar Świata, to na Tour de Ski wygrałaby prawie wszystkie biegi. Nie miałaby choćby tej wywrotki w biegu na 10 km, kiedy dzień przed końcem straciła pozycję lidera. Tak więc olimpijska forma, która pozwoli jej fruwać na trasach, a nie tylko się po nich czołgać, jeszcze nie przyszła. Ale przyjdzie.

To jeszcze nie jest szczyt formy - mówi trener »