Puchar Narodów Afryki . Strzały w PNA, rykoszet w mundial

Zabicie piłkarzy Togo przez partyzantów z prowincji Cabinda ugodziło nie tylko Angolę podnoszącą się po trzydziestoletniej wojnie, ale trafiło też rykoszetem RPA, gdzie po raz pierwszy w Afryce rozegrane zostaną futbolowe mistrzostwa świata
Piłkarskie mistrzostwa kontynentu w Angoli i świata w RPA miały sprawić, że 2010 przejdzie do historii jako rok Afryki i odmieni jej wizerunek kontynentu skazanego na wieczne porażki i upadek. Piątkowa tragedia w Cabindzie, gdzie separatyści ostrzelali autokar z piłkarzami Togo, zabijając dwóch reprezentantów i ciężko raniąc kolejnego, utwierdzą tylko ten krzywdzący stereotyp Afryki.

- Angola i Południowa Afryka to oddzielne kraje, nawet ze sobą nie graniczymy - denerwuje się Irvin Khoza z komitetu organizacyjnego turnieju w RPA. - Problem polega na tym, że na Zachodzie patrzy się na Afrykę jak na jeden kraj, a nie kontynent jak Europa, składający się z kilkudziesięciu państw.

- Kiedy piłkarskie mistrzostwa rozgrywano w Niemczech, a w Kosowie tlił się jeszcze konflikt, nikt jakoś nie pytał, czy w Niemczech będzie wystarczająco bezpiecznie, by grać mecze - przypomina Danny Jordaan, główny organizator południowoafrykańskiego turnieju. - A kiedy w Londynie doszło do terrorystycznego zamachu, nie mówiono, że zagrożona została olimpiada w 2012 r.

Obnoszący się z oburzeniem przedstawiciele RPA doskonale wiedzą, jak wielką szkodę wyrządziła im piątkowa strzelanina w Cabindzie. Odkąd przyznano im prawo organizacji piłkarskich mistrzostw, nieustannie rosła armia sceptyków gotowych iść o zakład, że afrykański turniej okaże się katastrofą. Wytykano brak stadionów, hoteli, doświadczenia oraz szalejącą przestępczość (według oficjalnych statystyk z rąk przestępców ginie codziennie 50 osób).

Zapominano, a raczej nie chciano pamiętać, że RPA organizowała już wielkie sportowe imprezy (m.in. mistrzostwa świata w rugby, mistrzostwa Afryki w piłce nożnej, piłkarski Puchar Konfederacji) i podczas żadnej z nich nie tylko nie zawiodła ani się nie skompromitowała, ale zakończyły się one sukcesami.

Przywódcy RPA zapewniają, że poradzą sobie i z piłkarskimi mistrzostwami świata. Stadiony i hotele są już gotowe, a 60 tys. policjantów ma zapewnić, by włos z głowy nie spadł żadnemu z pół miliona oczekiwanych kibiców.

Choć RPA nie może narzekać na brak kłopotów, to uliczne zamieszki i krwawe walki skończyły się w 1994 r. wraz z upadkiem apartheidu - rasowej segregacji wyniesionej do rangi państwowego ustroju. Dziś Południowa Afryka może służyć nie tylko na kontynencie za wzór pokojowego rozstrzygania politycznych sporów i rywalizacji o władzę.

Służbom bezpieczeństwa RPA daleko co prawda do doskonałości, jednak są one znacznie lepsze niż angolańskie. W Angoli też nie doszłoby do tragedii, gdyby władze z Luandy wykazały się większym wyczuciem i nie wyznaczyły do rozgrywania meczów Cabindy - roponośnej prowincji, która od ponad 30 lat usiłuje oderwać się od reszty kraju i ogłosić niepodległość. Do podobnych dramatów doszłoby zapewne, gdyby Indie postanowiły rozgrywać mistrzostwa w krykieta w Kaszmirze lub Rosja turniej hokejowy w Czeczenii.

Separatyści z Cabindy twierdzą zresztą, że ostrzegali organizatorów angolańskich mistrzostw, iż nie pozwolą, by mecze rozgrywać w zbuntowanej prowincji. - Dwa miesiące temu napisaliśmy szefowi Afrykańskiej Konfederacji Piłkarskiej Issie Hayatou, że w Cabindzie toczy się wojna i nie powinno się u nas organizować spotkań - oświadczył w niedzielę Rodrigues Mingas, jeden z szefów separatystów z Cabindy. - Wszystkich ostrzegliśmy, wszyscy o tym wiedzieli i nikt nic nie zrobił. Władze Angoli, w odpowiedzi na pretensje rządu z Togo, przypominają, że kategorycznie odradzały drużynom, by podróżowały po Cabindzie autobusami.

RPA nie zagraża polityczna przemoc. Największym niebezpieczeństwem dla pierwszych w Afryce piłkarskich mistrzostw świata mogą okazać się pospolici przestępcy, a także zachodni sceptycy, głównie dziennikarze, wręcz zakładający, że turniej w RPA zakończy się piękną katastrofą. Zjeżdżając do Johannesburga na mistrzostwa, będą wypatrywać nadciągającej apokalipsy i we wszystkim dostrzegać jej zapowiedzi. Każdy okradziony czy pobity zagraniczny kibic, każda awantura z miejscowymi wyda się lepszym materiałem na gazetowe i telewizyjne czołówki niż bramki strzelane przez Lionela Messiego, Didiera Drogbę czy Wayne'a Rooneya.

Specjalny serwis Sport.pl - Puchar Narodów Afryki  »