Justyna Kowalczyk półprzytomna po Tour de Ski. Ale wygrała!

Ledwo minęła linię mety na Alpe Cermis, runęła na ziemię bez życia. Nic do niej nie docierało. Nawet to, że wygrała Tour de Ski! Justyna Kowalczyk potwierdziła, że jest najlepszą biegaczką narciarską świata - relacjonuje z Val di Fiemme specjalny wysłannik Sport.pl Robert Błoński.
Zobacz finisz w wykonaniu Kowalczyk na zczuba.tv »

Półprzytomna, skrajnie wyczerpana, po morderczym ponadtrzykilometrowym podbiegu leżała na śniegu przez kilkadziesiąt sekund. W tym czasie grupka polskich kibiców ze łzami radości i wzruszenia w oczach odśpiewała bohaterce "Sto lat". Wzruszenia, bo każde jej zwycięstwo okupione jest potwornym wysiłkiem.

To, czego dokonuje Justyna Kowalczyk na narciarskich trasach, jest nie do opisania. Zdominowała swoją dyscyplinę, postawą na trasach odbiera konkurentkom resztki nadziei na coś więcej niż drugie miejsce. Pozwala wygrywać pojedyncze starty, popełnia błędy, ale w decydujących chwilach i najważniejszych momentach nie ma na nią mocnych. Ma już dwa złote medale MŚ, triumf w Pucharze Świata, jest jego liderką w obecnym sezonie, teraz doszedł sukces w TdS. Celuje w olimpijskie złoto na igrzyskach w Vancouver.

Tour de Ski - Justyna najlepsza!


Do finałowego, ósmego etapu TdS przystępowała jako wiceliderka cyklu. Pierwsze miejsce straciła w sobotę, bo przewróciła się kilometr przed metą biegu na 10 km techniką klasyczną ze startu wspólnego. Zajęła w nim dopiero 23. miejsce, miała pół minuty straty do Słowenki Petry Majdić. - Kto wie, czy gdyby nie ten upadek, wygrałabym cały Tour - zastanawiała się potem Kowalczyk. Sobotni upadek był efektem indywidualnego błędu. Justyna nawet w niedzielę nie umiała powiedzieć, dlaczego leżała. Ale za to na trasie pokazała, jak wspaniale umie po upadku się podnieść.

Reguły finałowego etapu były jasne jak słońce, które po biegu kobiet na moment wychyliło się zza ołowianych chmur nad Alpe Cermis, gdzie na wysokości prawie 1300 m n.p.m. ustawiona była meta. Kto przypełznie na nią pierwszy, wygra TdS, które dla biegaczy jest tym czym Tour de France dla kolarzy albo Turniej Czterech Skoczni dla skoczków.

Jako pierwsza na trasę ruszyła liderka Majdić. Następne zawodniczki startowały według kolejności zajmowanych miejsc. Kowalczyk ruszyła druga, 31,4 s za Słowenką. Kolejne 25 sekund za Polką startowała Włoszka Arianna Follis. Szybko okazało się, że nie ma szans, by dogonić Kowalczyk, bardziej broniła się, by nie dopadła jej Finka Aino-Kaisa Saarinen.

Pierwsze 5,6 tys. m było przygrywką do decydującego starcia. Majdić i Kowalczyk przebiegły dystans spokojnie, Słowenka straciła nawet kilka sekund, ale morderczy podbieg rozpoczęła niemal z taką samą przewagą, jaką miała na starcie. Polka była za nią o kilkadziesiąt metrów. Doskonale widziała jaskrawy, pastelowy kostium wysokiej Majdić. I z każdym krokiem była bliżej mierzącej 178 cm Słowenki.

Wydawało się, że za chwilę ją dogoni i minie, że ma ją na wyciągnięcie narciarskiego kijka, którym rytmicznie odpychała się od śniegu. Pracowały ręce, pracowały nogi, ale najbardziej musiała pracować głowa. Kowalczyk krok za krokiem doganiała Słowenkę, nie rzuciła się w pościg jak szalona, tylko mądrze rozłożyła siły. Wiedziała, że jest mocniejsza. I miała świadomość, że Słowenka też o tym wie. Ale Majdić stawiała niespodziewany opór. Justyna powiedziała później o swojej serdecznej koleżance, że jest tak zawzięta i zdeterminowana, że by wygrać, "śnieg by zjadła". W niedzielę i to by nie pomogło.

1600 m przed metą Kowalczyk była już tak blisko rywalki, że mogła ją dotknąć. Follis traciła do nich ponad minutę. - Ciao, ciao, bambina - mruknął pod nosem włoski dziennikarz.

Polka i Słowenka pracowały rytmicznie, miarowo, z ogromnym wysiłkiem i bólem. Kowalczyk, momentami, znikała za plecami potężnej rywalki. Ale nie dała jej odjechać na krok. Jechały narta w nartę. Dziennikarze byli zmęczeni od samej kilkuminutowej jazdy na Alpe Cermis kolejką linową. Biegaczki musiały wspinać się na nartach o własnych siłach.

Do mety zostawało niewiele ponad kilometr, a zawodniczki miały do pokonania dwa wzniesienia o kącie nachylenia 28 stopni. Ostatnie kilkaset metrów miało już tylko jedną bohaterkę - w czarnym kostiumie, z zawadiacko podwiniętymi rękawkami. Justyna zakasała je na starcie i wzięła się do roboty.

Wykonała ją perfekcyjnie. Wygrała jak wielka mistrzyni, samotnie z prawie 20-sekundową przewagą nad Majdić. - Kiedy pytają mnie o motywację, mówię, że do wysiłku napędzają mnie sukcesy. W każdym sezonie osiągam więcej niż w poprzednim - mówiła w jednym z wywiadów.

Wyniki biegu na 9 km na dochodzenie:

1. Justyna Kowalczyk (Polska) 36.45,8
2. Petra Majdic (Słowenia) strata 19,6
3. Arianna Follis (Włochy) 1.12,1
4. Aino-Kaisa Saarinen (Finlandia) 1.34,7
5. Kristin Stoermer Steira (Norwegia) 2.08.0
6. Riita-Liisa Roponen (Finlandia) 2.27,0

Wyniki końcowe Tour de Ski:

1. Kowalczyk 2:38.25,7
2. Majdic strata 19,6
3. Follis 1.12,1
4. Saarinen 1.34,7
5. Steira 2.08.0
6. Roponen 2.27,0

Nasza gwiazda zmęczona jak nigdy - "Hura! Hura! Koniec tej męki!" »