Sport.pl

Aleksander Wierietielny: Koniec! Za rok Justyna Kowalczyk nie startuje w Tour de Ski

Na mecie Tour de Ski Aleksander Wierietielny, trener Justyny Kowalczyk, złożył zaskakującą deklarację: za rok Polka nie weźmie udziału w tych najbardziej prestiżowych, po igrzyskach i MŚ, zawodach narciarskich.
Zobacz finisz w wykonaniu Kowalczyk na zczuba.tv »

W niedzielę Polka zdeklasowała rywalki, wygrała morderczy podbieg pod słynną górę Alpe Cermis, wygrała cały cykl Tour de Ski oraz znów została liderką Pucharu Świata (Relacja i wyniki »).

Robert Błoński: Wielkie zwycięstwo Justyny!

Aleksander Wierietielny: Dobrze biegła i się udało. Co więcej mam powiedzieć? Odrobiła sobotni bieg, w którym się przewróciła i straciła do Majdić pół minuty. Miała dojść Słowenkę na trasie i pod koniec zaatakować. Nie warto było czekać finiszu, bo Majdić to sprinterka. I Justyna jej odjechała, mimo że Petra jest bardzo mocna w tym sezonie.

Po medalach mistrzostw świata i Pucharze Świata pana zawodniczka wygrała najbardziej prestiżową imprezę w biegach, czyli Tour de Ski.

- I to już koniec. Za rok tu nie startujemy, odpuszczamy Tour de Ski. Dość mamy tej mordęgi. Umówiliśmy się, że jak wygra, to więcej tu nie przyjeżdżamy (w tym momencie trener mruga okiem). Z przekory to powiedziałem. Ale naprawdę nie wiem, co będzie za rok.

Patrząc, jak wyglądała Justyna na mecie, taki bieg nie ma sensu.

- Nie ma. Ten podbieg nie podoba się ani zawodnikom, ani trenerom. Nie wiem też, czy kibice to lubią. Bo to nie jest bieg narciarski, tylko czołganie.

Co się stało podczas sobotniego biegu na 10 km techniką klasyczną, który Justyna skończyła na 23. miejscu?

- Upadła. Nikt jej w tym nie "pomógł" i zamiast być w czubie, przybiegła w trzeciej dziesiątce. To, że spadła w klasyfikacji na drugie miejsce, nawet nam odpowiadało. Justyna nie chciała startować jako pierwsza, ale chcieliśmy, żeby Majdić miała 10-15 sekund przewagi, a nie pół minuty. To było sporo. Wiedziałem jednak, że Justysia jest mocna i jeśli nie pojawią się jakieś nieprzewidziane problemy ze zdrowiem, powalczy na podbiegu i poradzi sobie.

Gdzie pan oglądał walkę na podbiegu?

- Jak zawsze tutaj, 400 metrów przed metą. Przez krótkofalówkę miałem informacje od naszych serwismenów. Wiedziałem, jak jedzie, jaką ma stratę, jak wygląda. Wiedziałem też, że narty jadą bardzo dobrze, skoro na tych płaskich sześciu pierwszych kilometrach odrobiła parę sekund do Majdić. Kiedy dojechały do podbiegu, Justysia miała zacząć spokojnie, nie rzucać się pod górę. Pomału, krok za krokiem dogoniła Słowenkę, chwilę odpoczęła za jej plecami i ruszyła do mety.

Poprzednie triumfatorki TdS Kalla i Kuitunen w dalszej części sezonów biegały słabiej. Za miesiąc igrzyska. Nie ma pan obaw?

- Zobaczymy, co będzie dalej. Za tydzień mamy startować w Otepeaeae, ale teraz są tam ogromne mrozy i nie wiem, czy starty dojdą do skutku. Jeśli nie, odpoczniemy. Ale wolimy startować. Teraz najważniejsze, by po tym wysiłku Justyny nie dopadło jakieś choróbsko. Już się skarży, że gardło drapie, że źle spała i coś jej dolega. Oby się nie rozchorowała.

Jak cenny jest ten triumf - da się porównać z medalem olimpijskim czy MŚ?

- Nie da się. Medale to medale. A Tour de Ski było dla nas najlepszym treningiem przed startami w Vancouver. Dziesięć dni morderczej pracy zakończyło się wielkim sukcesem.

Tour de Ski - Justyna najlepsza!


Najświeższe informacje związane z IO w Vancouver w specjalnym serwisie Sport.pl »