Sport.pl

Justyna Kowalczyk na mecie Tour de Ski: Hura! Hura! Nareszcie koniec tej męki!

Nie pamiętam, co się ze mną działo na ostatnich dwustu metrach, ani tego jak minęłam metę - mówiła zwycięzczyni Tour de Ski Justyna Kowalczyk.
Zobacz finisz w wykonaniu Kowalczyk na zczuba.tv »

W niedzielę Polka zdeklasowała rywalki, wygrała morderczy podbieg pod słynną górę Alpe Cermis, wygrała cały cykl Tour de Ski oraz znów została liderką Pucharu Świata (wyniki »).

Robert Błoński: To był niesamowity wyścig w pani wykonaniu.

Justyna Kowalczyk: Było piekielnie ciężko, Słowenka Petra Majdić niesamowicie walczyła. Jest taka ambitna, tak chce wygrywać, że śnieg by zjadła, a nie odpuści. Biegła wspaniale. Kilka razy wydawało mi się, że już ją mam, że jestem blisko, ale jednak Słowenka cały czas miała 10-15 sekund przewagi. Dziękuję jej za tę walkę, za fantastyczny bieg i w ogóle za całe Tour de Ski.

Jaki miała pani plan na ten bieg?

- Dogonić Petrę, ale się nie dawało. Mogłam ją dogonić wcześniej, już po 500 metrach podbiegu, ale nie było sensu się szarpać, bo potem słono bym za to zapłaciła. Doszłam ją, a potem nie wyprzedzałam, bo miałam informacje, że kolejne zawodniczki są daleko. Szłam więc tempem Słowenki, a na końcu to mnie zostało więcej "paliwa". Tyle, że ostatnich 200 metrów i tego, jak mijałam linię mety po prostu nie pamiętam. Byłam na granicy wytrzymałości.

Zaatakowała pani w miejscu, którym planowała?

- Za wcześnie. Myślałam, że zostało już tylko stromo pod górę, a tu był jeszcze jeden slalom. Zamiast 600 m przed metą, pojechałam 800 m przed. Rok temu miałam czas dużo lepszy od Petry i ona doskonale wiedziała, że jeśli nie stanie się ze mną coś wyjątkowego, to ją pokonam.

Co sobie pani pomyślała rano, przed biegiem?

- Hura, hura - nareszcie koniec tej męki.

Co dalej?

- Jak najszybciej chcę odpocząć, dużo spać, dużo jeść i dużo się napić i jeszcze dużo uśmiechać. Za tydzień, jeśli pogoda pozwoli, chcę wystartować z Otepeaeae, bo to moja ulubiona trasa na świecie. Nie wiem, czy pojadę na kolejne starty do Rybińska, choć tam po raz pierwszy w sezonie będzie bieg łączony, który jest na igrzyskach. Mam nadzieję, że z każdym następnym dniem moja forma będzie lepsza.

Jakie znaczenie ma wygrana w TdS?

- Ogromne. Po igrzyskach olimpijskich i mistrzostwach świata to najważniejszy i najbardziej prestiżowy start w sezonie. Tak samo ważny jak triumf w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Ale ja już go wygrałam i naprawdę nie wiem, czy za rok tu wystartuję.

Nie ma pani obaw, że forma przyszła za wcześnie?

- I co mam teraz zrobić? Ja obaw nie mam, trener może je mieć. Od tego właśnie jest, żeby się przejmował i troszczył. Ale ja sama wiem, że mam jeszcze sporo do poprawienia. Szczególnie krokiem łyżwowym.

Tour de Ski - Justyna najlepsza!


Ostatni etap był próbą charakteru »