Przed Vancouver 2010. Justyna Kowalczyk czeka na formę

- Justysia nie uciekła rywalkom. Jeszcze. Nie jest w wysokiej formie. Na razie - mówi trener Aleksander Wierietielny. W połowie Tour de Ski Justyna Kowalczyk jest druga, ale teraz cztery biegi na dystansach. Polska liderka PŚ jest faworytką imprezy.
W pierwszych trzech startach w 4. TdS Polka za każdym razem była na podium - trzecia w prologu, pierwsza na 10 km techniką klasyczną i druga w sprincie. - Licząc zwycięstwo i drugie miejsce w grudniowych startach w PŚ w słoweńskiej Rogli była na podium pięć razy z rzędu. Sami byliśmy zdziwieni tymi sukcesami, dlatego przed poniedziałkowym sprintem ulicznym w Pradze żartowaliśmy, że trzeba odpuścić - mówi z uśmiechem Wierietielny.

I Kowalczyk rzeczywiście "odpuściła". Odpadła w ćwierćfinale ulicznego sprintu techniką dowolną. Biegła w nim m.in. z trzema Włoszkami - od razu po starcie jedna z nich zablokowała Polkę, a koleżanki uciekły. Bieg wygrała Arianna Follis. - Justysia chciała jak najlepiej, ale nie jest tak zwinna i sprytna jak inne sprinterki. Włoszki zrobiły z nią, co chciały. Kiedyś my to samo zrobimy im - mówi Wierietielny.

Kowalczyk straciła pierwsze miejsce w TdS - jest druga, ma 24,9 sek straty do Finki Aino-Kaisy Saarinen i tylko parę sekund przewagi nad Słowenką Petrą Majdić oraz Follis. Do przebiegnięcia zostało 40 km.

- Jest nieźle, podobało mi się jak mądrze Justysia rozgrywała pierwsze biegi. Nie szarpała się, nie traciła niepotrzebnie sił. Szczególnie w biegu na 10 km. Chodziło w nim nie o czas, a o zwycięstwo. Mądrze, skromnie i spokojnie dobiegła do mety - mówi Wierietielny. - Niczego jednak nie jesteśmy pewni, choć Justyna pozostaje jedną z faworytek. Ale Saarinen jest mocna i zadziorna, a Norweżka Steira, która traci do nas niecałą minutę, też nie odpuści. Szczególnie mocna będzie na niedzielnym podbiegu. To trasa dla niej.

We wtorek o czwartej rano polska ekipa wyjechała z Pragi, by wczesnym popołudniem być na trasie środowego biegu techniką dowolną. Kowalczyk przebiegła całą, 16-kilometrową trasę z Cortiny do Toblach. - Sama mapka nam nie wystarczy, chodzi o orientację co i gdzie można zrobić. Jaki jest śnieg, jakie podbiegi, jakie zjazdy - tłumaczy Wierietielny. Zawodniczki będą startować w kolejności zajmowanych miejsc. Pierwsza ruszy na trasę Saarinen, 24,9 sekund po niej Kowalczyk. Po następnych pięciu sekundach Majdić itd. Początek biegu o 15.30.

Z TdS wycofało się już wiele zawodniczek, przede wszystkim sprinterki, które nie mają już czego szukać w tej imprezie. Niespodzianką był jednak wyjazd ubiegłorocznej triumfatorki TdS - Finki Virpi Kuitunen, która w tym sezonie spisuje się na narciarskich trasach słabo. Była zdobywczyni Kryształowej Kuli za PŚ (dwa razy z rzędu) wyjechała do Skandynawii, by tam szukać olimpijskiej formy. - Każdy ma swoją taktykę i metodę przygotowań do igrzysk, które za niespełna 40 dni rozpoczną się w Vancouver - mówi Wierietielny. - W tym roku FIS nie zabiera punktów PŚ, jeśli ktoś opuści Tour przed ostatnim etapem. Można się wycofać w dowolnym momencie, ale zachowuje się punkty zdobyte do klasyfikacji PŚ. Dla nas Tour de Ski to idealny trening przed igrzyskami.

Wierietielny zarzeka się, że Kowalczyk jeszcze nie jest w najwyższej formie. Że jeszcze nie odjechała rywalkom. - To nie czas ani na optymalną dyspozycję, ani na odbieganie innym - mówi spokojnie trener. - Bardzo byśmy chcieli, żeby to wszystko przyszło w lutym i do tego dążymy. Podobne nadzieje mają wszystkie rywalki. Tyle, że my nie musimy już kombinować. Idziemy do celu wyznaczoną drogą i na razie wszystko dobrze się układa. Jaki będzie tego efekt końcowy, opowiem panu w kwietniu. Teraz Justysia za bardzo jest zmęczona po biegu na mecie, by można było powiedzieć, że jest w wysokiej formy. Jeszcze jej po niej nie widać.

Tour de Ski. Najgorsze za Justyną Kowalczyk »