Przed Vancouver 2010. Austriacy dominują, bo kombinują?

Drużyna Alexandra Pointnera odjechała reszcie świata niczym bolid Formuły 1 furmance. W światku skoków narciarskich zawrzało - wszyscy doszukują się tajemnicy sukcesu w za dużych kombinezonach.
- Wystarczy, że przy ostrych regulaminach dotyczących sprzętu znajdą sposób, żeby szwy utworzyły szerszą o kilka choćby centymetrów powierzchnię, i to da różnicę nawet dziesięciu metrów. Po prostu dalej lecą - mówi trener polskich skoczków Łukasz Kruczek.

To, co wyprawiają na skoczniach Austriacy, przechodzi w tym sezonie wyobrażenie. W pierwszej szóstce Pucharu Świata jest ich pięciu. Z dziewięciu indywidualnych konkursów wygrali pięć. W klasyfikacji drużynowej mają 2509 punktów. Niemcy uzyskali 975, Norwegowie 942, a Finowie 853. Liderami Turnieju Czterech Skoczni są: Andreas Kofler, Gregor Schlierenzauer i Wolfgang Loitzl. Thomas Morgenstern jest szósty.

- Sprzętowo uciekli konkurencji - mówi z przekonaniem Kruczek. - Ich kombinezony sprawiają wrażenie większych. To widać. Można osiągnąć lepszą formę, lepiej się przygotować do sezonu. Ale skala ich sukcesu, ta nieprawdopodobna dominacja, jest zbyt duża. My też skaczemy w ubraniach na granicy przepisów, ale wystarczy trochę inne ułożenie szwów wewnątrz kombinezonu i konkurencja nie ma szans.

Austriacy znani są ze sprzętowych innowacji. Po sromotnie przegranych igrzyskach w Salt Lake City w 2002 w następnym sezonie wymyślili paski w nogawkach. Przed skokiem naciągały one kombinezon tak, że w powietrzu skoczek miał niemal idealnie opływowy kształt. Mieścili się w ramach przepisów, ale kiedy po wylądowaniu paski puszczały, kombinezon przypominał strój rapera - krok był na wysokości kolan.

Jednak zdominowali rywalizację tylko do mistrzostw świata w Predazzo w lutym 2003. Pięciu różnych zawodników wygrywało konkursy PŚ, a bywały i takie zawody w których sześciu-siedmiu Austriaków było w czołowej dziesiątce. - Świat ich w końcu dopadł. W Predazzo nie zdobyli żadnego medalu indywidualnie. Konkurs drużynowy skończyli na piątym miejscu. Teraz też ktoś odkryje tajemnicę ich dominacji. To kwestia czasu. Już są filmowani, robi im się zdjęcia na każdym kroku - opowiada Kruczek.

Raczej wyklucza, że ten trop to ślepa uliczka. - W grudniu zdominowali Puchar Kontynentalny [druga liga w skokach]. Wygrali cztery pierwsze konkursy, w dziesiątce było ich pięciu-sześciu. To był poligon doświadczalny. Na Turnieju Czterech Skoczni znowu dominują - mówi trener polskiej kadry. Czy to możliwe, by wykiwali FIS, który narzuca skoczkom rygorystyczny regulamin dotyczący sprzętu? - W Formule 1 też niby zaostrzono przepisy do granic możliwości, a wszystkich okpił team GP Brown. Wymyślił podwójny dyfuzor i nie mając nawet najwyższego budżetu, uciekł światu i wygrał wszystko, co mógł. Ale więcej tego nie powtórzy.

Hannu Lepistoe: » Problem leży w kombinezonach