Ebi Smolarek: Chcę być jednym z liderów kadry

Nigdy nie straciłem wiary w swoje umiejętności. Pogłoski o tym, że już nie chce mi się grać w piłkę, to bzdury - mówi ?Gazecie? Euzebiusz Smolarek, który prawdopodobnie 6 stycznia zadebiutuje w greckiej Kavali.
Od końca sierpnia 28-letni napastnik pozostawał bez klubu po tym, jak rozwiązał kontrakt z hiszpańskim Racingiem Santander. Ostatni cały mecz w lidze zagrał w... maju 2008 roku! W sezonie 2008/09 był wypożyczony do angielskiego Boltonu, ale nie wywalczył miejsca w składzie. W tym roku więcej grał w reprezentacji Polski niż klubie. Był najskuteczniejszym zawodnikiem nieudanych eliminacji MŚ 2010.

Robert Błoński: Dlaczego tak długo szukałeś nowej drużyny?

Euzebiusz Smolarek: Myślałem, że wszystko potoczy się inaczej. Za długo to trwało, ale skończyło się dla mnie szczęśliwie. Czekałem na konkretną propozycję z klubu, który ma ambicje. Nie chciałem wybierać pochopnie, pojechać obojętnie dokąd i znowu zostać rezerwowym. Na ławce już się nasiedziałem, teraz czas wreszcie grać. Z Kavalą długo negocjowałem i wiem, że tam będą mnie traktować inaczej niż w Santander czy Boltonie. Będą mi ufać i na mnie stawiać.

Z iloma klubami oprócz Kavali negocjowałeś?

- Zapytań było sporo. Konkretnych rozmów najwyżej kilka.

Naprawdę miałeś propozycję z Polonii Bytom? Prezes tego klubu opowiada, że byłeś gotowy podpisać kontrakt, jeśli zarabiałbyś 40 tysięcy euro miesięcznie. To prawda?

- Nie. Dziwi mnie, że takie informacje w ogóle pojawiły się w prasie. Konkretnych rozmów o pieniądzach z Polonią nie było. Z prezesem nie rozmawiałem osobiście. Może jakiś menedżer w moim imieniu się wypowiedział?

Rozważałeś grę w polskiej lidze?

- Nigdy nie mów nigdy. Ale czekałem na propozycję z lepszej ligi. I doczekałem się.

Pojawiły się plotki, że nie możesz znaleźć klubu, bo żądasz za dużo pieniędzy.

- Dobrze to ująłeś, plotki. Pieniądze nie były najważniejsze. Zależało mi, żeby trafić do dobrego klubu, w którym będę grał. Kavala spełnia te kryteria, latem awansowała do I ligi, a teraz jest na szóstym miejscu w Grecji. Chcę jej pomóc w awansie do pucharów. Prezes zapewnił, że dokupi jeszcze kilku zawodników. Zaczął od napastnika.

Jak doszło do rozmów z Kavalą?

- Sami mnie znaleźli i odezwali do mnie. Sporo pomaga mi tata [Włodzimierz, 60-krotny reprezentant Polski - rb]. Nie szukał mi klubu, ale sporo z nim rozmawiam i konsultuję swoje wybory. Nie mam umowy z jednym menedżerem, najwięcej spraw załatwiam jednak sam. Ale mam wokół siebie kilku prawników, którzy mi pomagają.

Co robiłeś przez trzy miesiące bezrobocia?

- Trzy razy w tygodniu trenowałem w amatorskim klubie w Holandii. Na treningi nie przychodzili dziennikarze, miałem więc spokój. Wynająłem też prywatnego trenera, który dbał o moje przygotowanie fizyczne. Sporo biegałem. Z testów medycznych, które co jakiś czas sobie robiłem, wynikało że jestem w formie. Kiedy Kavala chciała, żebym przyjechał na testy fizyczne, wiedziałem, że sobie poradzę. Wszystkie sprawdziany medyczne wypadły dobrze, kondycję mam. W ogóle trzymam się nieźle (śmiech).

Brakowało mi tylko grania i czucia piłki. Nadrabiam więc zaległości. Przez tydzień ćwiczyłem z Kavalą, ostatnio dostałem cztery dni wolnego i załatwiałem swoje sprawy w Holandii. W sobotę wróciłem do Grecji i szóstego stycznia prawdopodobnie zadebiutuję w nowym klubie.

Jakie wrażenia z pierwszych treningów?

- Fajne. Dobrze chłopaki w piłkę grają. Potrzebuję czasu na zrozumienie, ale zdążymy. Trener jest ze mnie zadowolony. Najważniejsze, że klub ma cel - chce o grać o wysokie lokaty.

Jak cię ustawia trener?

- W ataku. Przede wszystkim mam strzelać gole dla Kavali. Będę grał z dziewiątką.

Kiedy uciekały kolejne dni i tygodnie, nie denerwowałeś się, że możesz nie mieć dobrej oferty?

- Ja nie byłem zdenerwowany. Raczej wszyscy wokół mnie się niecierpliwili. Wiedziałem, co robię. Łatwo mi na tym bezrobociu nie było, ale treningów nie zaniedbywałem.

Umknęło ci kilka ostatnich meczów kadry...

- Wszystkie obejrzałem. Nie myśl sobie, że nie jestem z reprezentacją na bieżąco, wiem, co się w niej dzieje. Kadra zawsze była dla mnie najważniejsza. Żałowałem, że nie byłem powoływany, ale rozumiem selekcjonerów. Jak można brać do kadry piłkarza bez klubu? Teraz już tego problemu nie ma. Chcę wrócić do kadry i, jak wcześniej, być jej ważnym ogniwem, zawodnikiem od strzelania ważnych bramek. Zapraszam trenera Smudę do Kavali, niech zobaczy, w jakiej jestem formie.

Pytaliśmy Franciszka Smudę o ciebie. Powiedział: "Potrzebuję kozaków na boisku, a nie mądrali poza nim".

- Słusznie. To mi odpowiada, bo już wiele razy pokazywałem, że nie boję się wziąć odpowiedzialności za zespół i zdobywać decydujących goli. Nie boję się wyzwań, też jestem ambitny. Jak trener Smuda. Dużo nie gadam, jestem małomówny podczas zgrupowań. Wszystko, co miałem do powiedzenia, pokazywałem w meczach. Byłem najskuteczniejszym graczem reprezentacji w dwóch ostatnich eliminacjach. U Smudy też chcę być ważną postacią. Moją ambicją jest dobry występ na Euro 2012. Wierzę w siebie i zamierzam pokazać to na boisku.

Ale w Hiszpanii i Anglii się nie spełniłeś.

- Są w życiu kwestie, które się nie udają. Mimo że w Racingu byłem rezerwowym, to jednak w kadrze nikogo nie zawiodłem. Z Santander musiałem odejść, źle się tam czułem i to było widać na boisku, kiedy zakładałem koszulkę Racingu. W stroju reprezentacji strzelałem gola za golem. Bolton nie był mi potrzebny, ale musiałem zmienić klub, bo w Santander wszystko się skończyło po pierwszym sezonie. W Anglii było mi ciężko, bo zostałem tylko wypożyczony. Wiedzieli, że będę u nich tylko rok, dlatego na mnie nie stawiali. Ciężkie były dla mnie ostatnie miesiące, ale bez przesady - wiary w siebie nie straciłem, pewności również. Ludzie pamiętali o Smolarku. Kto myślał, że już mi się nie chce grać w piłkę, mylił się. Nie mogłem się już doczekać nowej drużyny. Mam dopiero 28 lat i śmieszyły mnie głosy, że straciłem motywację.

Czy to prawda, że niedługo zostaniesz ojcem?

- Może tak, może nie (śmiech). Gazety pisały o tym już rok temu i nic się nie wydarzyło. Jak coś się zmieni, powiem ci.

Ireneusz Jeleń: » Latem odejdę na dwieście procent