Szef kuchni poleca, czyli świąteczne menu Anny Podolec

Pierwszy świąteczny prezent Anna Podolec otrzymała już w ubiegłym tygodniu. W ostatnim przed świętami meczu ligowym wreszcie znalazła się w meczowej dwunastce i wspierała koleżanki już nie z trybun, ale wchodząc na boisko i czynnie biorąc udział w meczu.
Prezent ten sprawił radość nie tylko samej zawodniczce, ale i kibicom, którzy z niecierpliwością oczekiwali jej powrotu na boisko. - Już nie mogłam się tego doczekać, siedzenie na trybunach po prostu mnie dobijało - przyznaje Ania. - Wchodziłam tylko na blok, za naszą rozgrywającą i nawet zdobyłam jeden punkcik, chociaż statystycy tego nie odnotowali pozbawiając mnie tej przyjemności - śmieje się. Humor jej zresztą dopisuje, mimo iż tegoroczne Boże Narodzenie spędza z dala od najbliższych. - 27 grudnia gramy mecz z Bergamo, nie mamy więc zbyt wiele wolnego. Święta spędzam z narzeczonym, a do Gosi Kożuch przyjechali tata i siostra, więc kolację wigilijną zjedliśmy wspólnie.

W związku z tym, że przyszło Ani pozostać na święta we Włoszech na kilka dni zamieniła się w prawdziwego szefa kuchni. - Mój narzeczony przywiózł z Polski produkty, które ciężko kupić tu, na miejscu, i wspólnie przygotowaliśmy świąteczne menu. Nie zabraknie u mnie barszczu czerwonego z uszkami, pierogów z kapustą i grzybami, ruskich pierogów, kapusty z grochem, obowiązkowo musi być też ryba - wylicza Ania. - Ale najważniejsze, że jest opłatek. I jest też malutka choinka, którą razem ustroiliśmy - mówi, choć po chwili przyznaje, że we Włoszech nie czuć tak bardzo świątecznej atmosfery, mimo że kilka dni temu spadł śnieg. - Generalnie w całych Włoszech ogłoszono niemal stan klęski żywiołowej z tego powodu - opowiada ze śmiechem. - Pozamykano szkoły, ludzie nie mają jak dojechać do pracy, bo spadło trochę śniegu. Śmieją się tylko, że przy minus dziesięciu stopniach nam, Polakom, to na pewno jest ciepło, bo do takiej pogody musimy być przecież przyzwyczajeni - dodaje.

To nie pierwsze święta, jakie przyszło jej spędzić z dala od najbliższych. - Właściwie od trzech lat nie byłam już w domu na święta - przyznaje Ania, która ubiegłoroczne Boże Narodzenie również spędziła we Włoszech, a dwa lata temu obchodziła je w Rosji. - Tam prawosławni święta obchodzą przecież dopiero w styczniu, 24 grudnia miałam więc dwa treningi jak w normalny dzień i nie było nawet czasu, żeby poczuć ten klimat - opowiada. - Nie byłam sama, wtedy również przyjechał do mnie mój narzeczony i obchodziliśmy Boże Narodzenie we dwójkę. Trochę brakuje mi tych prawdziwie rodzinnych świąt, przebywania z najbliższymi - dodaje wspominając święta, jakie pamięta z dzieciństwa. - Kiedy jeszcze chodziłam do szkoły zawsze mieliśmy wolne w tym okresie, spędzałam więc dużo czasu z rodziną. Siedzieliśmy wspólnie przy choince, rozmawialiśmy, rozwiązywaliśmy krzyżówki, czy graliśmy w coś - opowiada. - Najbardziej nie lubiłam porządków. Mama zawsze musiała mnie do tego gonić (śmiech), ale za to chętnie pomagałam w kuchni.

Ulubionym przedświątecznym zajęciem Ani jest jednak pakowanie prezentów. - Zamykam się zawsze w pokoju, żeby nikt nie podglądał, a później po kryjomu przemycam je pod choinkę. Wymarzony prezent ma w tym roku tylko jeden: - Chciałabym tylko, żeby od Nowego Roku mój bark był już jak nowy - mówi Ania. - Żeby wszystko wróciło do normy. Jestem spragniona siatkówki, grania i to jest moje jedyna prośba do Mikołaja. 

Więcej w serwisie Reprezentacja.net  »