Przed Vancouver 2010. Justyna Kowalczyk klasycznie najlepsza

Tak dobrego początku sezonu Justyna Kowalczyk jeszcze nie miała, a jej trener twierdzi, że z każdym kolejnym startem powinno być lepiej
W niedzielę Polka wygrała w słoweńskiej Rogli po raz ósmy w karierze, ale dopiero w tym sezonie potrafiła pokonać rywalki i w listopadzie (sprint w Kuusamo), i grudniu (15 km w Rogli). Poprzednie sześć zwycięstw odnosiła dopiero w styczniu, lutym lub marcu. Z pięciu miejsc na podium (26 razy ogółem) w listopadzie i grudniu aż trzy udało się jej zająć w tym sezonie.

Kowalczyk każdy kolejny sezon ma lepszy od poprzedniego. W ostatnim wywalczyła dwa tytuły mistrzyni świata i jeden brązowy medal oraz dwie Kryształowe Kule: za klasyfikację generalną PŚ i za biegi na dystansach. - Gdzieś jest granica mojej wytrzymałości, ale mam nadzieję, że do ściany jeszcze nie doszłam - mówiła przed tą zimą.

Pierwsze starty miała nierówne. Pokazała, że jest piekielnie mocna w stylu klasycznym. Żadna z rywalek nie wywalczyła klasykiem tylu punktów co Polka. Z czterech startów wygrała dwa, raz była druga, raz siódma - bo się przewróciła. Jest perfekcyjnie przygotowana, do tego świetną robotę wykonują serwismeni Are Mets i Pepe Koidu z Estonii, których wspomaga Mateusz Nuciak.

Gorzej szło bieganie techniką dowolną. Była dziesiąta, dziewiąta i 26. Trener Aleksander Wierietielny zrzuca winę na nieodpowiednie przygotowanie nart, ale to tylko wymówka. Wcześniej szkoleniowiec wielokrotnie mówił, że znacznie trudniej posmarować narty na bieg klasykiem (inny rodzaj smaru pod but, inny na pozostałą powierzchnię narty) niż na bieg "łyżwą" (cała narta musi być wypolerowana, żeby jak najlepiej jechała po śniegu).

- "Łyżwę" rzeczywiście czuję słabiej, grzecznie więc czekam, aż ona się rozbiega - tak mówimy w naszym żargonie. Po tym, co robiliśmy w trakcie przygotowań, nie mam jeszcze prawa być w świetnej dyspozycji, to po mnie widać. Moje ciało nie wygląda jak ciało Justyny Kowalczyk, która goni na nartach najlepiej na świecie - mówiła przed startami w Rogli. Ale od razu dodała: - Cieszy mnie ten klasyk. Całe lato go poprawiałam i udało się. To dodaje mi komfortu. Na igrzyskach trzeba będzie się na czymś skupić.

W Słowenii była druga i pierwsza, ale trener Wierietielny podsumował jej występ zdaniem: "To nie jest szczyt formy, z każdym startem powinno być jeszcze lepiej". Olimpijski rok zapowiada się więc pasjonująco.

Józef Łuszczek czeka na złoto Justyny

"Bardzo Justynie życzę złotego medalu w Vancouver. Choć to jest sport i niczego nie można być pewnym, to w biegach narciarskich loteria jest mała. Jak się nie ma w rękach, nogach, płucach i sercu, to nie pomoże nic. Mówiłem jej przed mistrzostwami świata [w Libercu]: » Justyna, czekam 31 lat. Siwe włosy już mi się pokazują, no ileż można czekać? «. I zdobyła dwa złota (...). Jak teraz zdobędzie złoto w Vancouver, to pójdę pieszo 400 km z Warszawy do Zakopanego. Miałem to zrobić, gdyby wygrała w Turynie, ale tam był brąz i mi się upiekło. Teraz pewnie się nie upiecze".

Józef Łuszczek, mistrz świata i brązowy medalista MŚ w biegach narciarskich w Lahti w 1978 r.

źródło: Metro

Te spory to błahostki - mówi Józef Łuszczak »