Droga do Vancouver 2010. Łuszczek: Te spory to błahostki

- To są błahostki. Ważne, żeby zdrowie było i forma rosła. Ja jeździłem na zawody maluchem i nie narzekałem - mówi o sporach pomiędzy Justyną Kowalczyk i PZN Józef Łuszczek, mistrz świata z 1978 roku w biegach narciarskich.
Na 53 dni przed igrzyskami w Vancouver powinniśmy się cieszyć z dobrych wyników Justyny, czy drżeć, że forma przyszła zbyt wcześnie?

- Jasne, że cieszyć. Widać, że wykonała wielką pracę, jest bardzo silna. Ale to nie jest jeszcze forma olimpijska. Nie musimy więc się martwić, bo widzę, że jeszcze ma rezerwy. Musi biegać bardziej na luzie, bo na razie robi to na siłę. Niech sobie spokojnie startuje, kolejnymi zawodami wyszlifuje formę.

Ten spokój trochę burzą awantury między nią a Polskim Związkiem Narciarskim: o nie dość ciepłe kurtki i wadliwy samochód, który przy niskich temperaturach nie chce odpalić.

- To są błahostki. Ważne, żeby zdrowie było i forma rosła. Ja jeździłem na zawody maluchem i nie narzekałem.

Byli tacy, którzy twierdzili, że Justyna nie powinna startować w sprintach na igrzyskach, bo jest w nich słaba.

- To nielogiczne. Tam, gdzie jest szansa na medal, trzeba startować. Oczywiście Justynie zdarzają się jeszcze błędy, takie jak w sobotę, ale to dobrze. Będzie wiedziała, jak do nich nie dopuścić na igrzyskach.

Będzie złoto w Vancouver?

- Bardzo go Justynie życzę. Choć to jest sport i niczego nie można być pewnym, to w biegach narciarskich loteria jest mała. Jak się nie ma w rękach, nogach, płucach i sercu, to nie pomoże nic. Mówiłem jej przed mistrzostwami świata: "Justyna, czekam 31 lat. Siwe włosy już mi się pokazują, no ileż można czekać?". I zdobyła dwa złota. Teraz liczę na kolejny prezent. Jak zdobędzie złoto, to pójdę pieszo 400 km z Warszawy do Zakopanego. Miałem to już zrobić, gdyby wygrała w Turynie, ale tam był brąz i mi się upiekło. Teraz pewnie się nie upiecze.

Justyna w wielkiej formie przed igrzyskami w Vancouver!
Czy PZN oszczędza - na Justynie Kowalczyk? >