Polski Związek Piłki Niezmiennej, czyli zjazd, który niczym się nie skończył

Wewnątrzzwiązkowej opozycji nie udało się przejąć władzy w PZPN. Buntownicy odgrażają się, że zaskarżą zjazd do sądu, spróbują też doprowadzić do nadzwyczajnego zjazdu wyborczego. Potrzebują
Kulisy zjadu PZPN. Lato o opozycji: paru będzie szczekać...
Największym skandalem zjazdu było głosowanie nad statusem Henryka Klocka, zawieszonego od stycznia członka zarządu, któremu przed rokiem prokuratura we Wrocławiu postawiła zarzuty korupcyjne. W niedzielę delegaci mieli głosować nad odwołaniem byłego prezesa Pomorskiego ZPN z najwyższych władz. I... nie odwołali go, bo aż 40 z 97 głosujących było przeciw (potrzebna była większość 2/3). Widać działaczy ujęło wystąpienie Klocka, który skarżył się, że jego kariera jest złamana, a przecież wyroku w jego sprawie jeszcze nie ma.

Kłopot polega jednak na tym, że rekomendujący wniosek przewodniczący komisji rewizyjnej Janusz Hańderek ostrzegł delegatów, że ani on, ani prezes PZPN Grzegorz Lato (a tylko oni mają takie prawo) więcej o odwołanie Klocka nie zaapelują, bo ich misja się kończy. Oznacza to, że nawet jeśli sąd skaże Klocka za korupcję, nadal będzie on członkiem zarządu PZPN (tyle że zawieszonym).

To miała być ostatnia niedziela Grzegorza Laty i jego ekipy. Zamach na związkową wierchuszkę przygotowała grupa działaczy, którą kierowali Kazimierz Greń i Andrzej Padewski. Pierwszy to były... szef kampanii wyborczej Laty, zbuntowany - jak twierdzi - niewywiązywaniem się prezesa z obietnic, drugi kieruje Dolnośląskim ZPN, od początku ostro przeciwstawiającym się rządom Laty. Obaj od kilku tygodni jeździli po Polsce, przekonując delegatów na niedzielny - w założeniu zwykły sprawozdawczy - zjazd, by poprzez nieudzielenie absolutorium władzom doprowadzić do ich dymisji.

Niemal do ostatnich godzin przed zjazdem obie frakcje wydzierały sobie nawzajem niemal każdego delegata, mamiąc ich obietnicami łupów.

- Ten zjazd będzie PZPN drogo kosztował - ironizował jeden z członków zarządu. - Niezależnie od tego, kto wygra, znów trzeba będzie wydać kilka milionów na pokrycie zobowiązań.

Wiadomo było, że wiele o możliwościach rywali pokaże już pierwsze głosowanie - kto ma zostać przewodniczącym obrad. Najpierw jednak, po bezpłciowym wystąpieniu prezesa Laty, głos zabrał minister sportu Adam Giersz. Jego wystąpienie było bardzo ostre, nawet jeśli wziąć poprawkę na to, że zaraz po wstąpieniu na urząd zapowiedział koniec z wysłaniem kuratora do PZPN. W niedzielę w hotelu Sheraton grzmiał: - To nie był rok przełomu. Przełomu, na który czekaliśmy.

Giersz miał zastrzeżenia do podziału związkowych pieniędzy, potwierdzając to, co pisaliśmy od miesięcy - że przeznaczanie 30 proc. budżetu na administrację i koszty własne jest po prostu chore. - Priorytet powinno mieć szkolenie młodzieży, a w PZPN musi zapanować ład korporacyjny - mówił. Minister przestrzegł też uczestników zjazdu przed zmianami polegającymi na zastępowaniu jednych nazwisk innymi. - Związek wymaga odnowy strukturalnej, a nie personalnej - przekonywał.

Wyraził także nadzieję, że delegaci nie będą już majstrować przy statucie związku - a były takie obawy, ponieważ władze PZPN wymyśliły sobie niedawno, że skreślą punkt o obowiązkowym corocznym uzyskiwaniu absolutorium. Ocenę swojej pracy dopuszczać mieli dopiero po Euro 2012. Na szczęście piątkowy zarząd związku postanowił, że nie postawi na zjeździe takiego wniosku.

Ale delegaci chyba jednak nie do końca pilnie słuchali słów Adama Giersza, bo już pierwsze głosowanie było właśnie rywalizacją osób, które uosabiały zwalczające się ekipy. Jak się zresztą później okazało - była to najważniejsza chwila zjazdu. Frakcja Laty zaproponowała na prowadzącego zjazd szefa Mazowieckiego ZPN Zdzisława Łazarczyka, buntownicy - innego delegata ze stolicy, członka zarządu Legii Warszawa Jarosława Ostrowskiego. Wynik pierwszego głosowania - 48:48. Wynik powtórki - 48:48.

W przerwie przed drugą dogrywką delegaci dzwonili ponoć do siebie z jednego końca sali na drugi. - Jeśli nie możesz być przeciw, chociaż się wstrzymaj - brzmiały dramatyczne apele.

Trzecie głosowanie wygrał Łazarczyk 55:49 i w tym momencie stało się jasne, że zarząd Laty jest uratowany.
Działacz PZPN: Zaskarżymy zjazd do sądu! Oszukano przy liczeniu głosów!


- Głosowanie było sfałszowane - próbował jeszcze dramatyzować Bogdan Duraj z Pomorskiego ZPN, jeden z najaktywniejszych przedstawicieli rokoszan. To on ujawnił później, że jego ekipa zaskarży zjazd do sądu. - W obradach brali udział czterej kandydaci Zachodniopomorskiego ZPN, którym sąd odmówił niedawno legalności uzyskania mandatów na ubiegłoroczny zjazd. A także skazany za przestępstwa gospodarcze delegat świętokrzyski - argumentował.

- To jest cyrk - dodawał Padewski.

Wybór Łazarczyka na przewodniczącego obrad spowodował nie tylko umiejętne sterowanie przez niego obradami (najbardziej niewygodne wnioski... w ogóle nie były głosowane), ale i dał psychicznego kopa ekipie Laty. Działacze popierający prezesa przekonali się, że dotychczasowy układ jest nie do ruszenia, co - jak w "Misiu" - jeszcze bardziej zwarło ich szeregi. Poczuli się pewnie i od tej pory solidarnie się popierali w głosowaniach.

Odwrotnie grupa marząca o przewrocie - kiedy "zamachowcy" przegrali głosowanie dopuszczające już w niedzielę możliwość odwołania członków zarządu, którzy nie uzyskają absolutorium, wyraźnie spasowali. Owszem, wciąż kontestowali obrady zgłaszając formalne kontrwnioski, ale był to już ich łabędzi śpiew.

Do końca obrad frakcja Laty wygrywała już wszystkie głosowania. A na zwieńczenie owocnych obrad, już późnym wieczorem, członkowie zarządu jeden po drugim uzyskiwali absolutorium. Poza prezesem Odry Wodzisław Ireneuszem Serwotką, który przegrał głosowanie 30:36.

- To nic nie znaczy, to tylko sygnał, że jego praca wymaga poprawy - od razu pocieszał Serwotkę sekretarz generalny PZPN Zdzisław Kręcina.

Kłopoty miał też Janusz Matusiak, który przeszedł większością zaledwie dwóch głosów, a o którym wcześniej szef Ekstraklasy SA Andrzej Rusko powiedział, że swoją funkcję - wiceprezes PZPN ds. piłkarstwa profesjonalnego - pełni wyłącznie na papierze.

Odwrotnie Jacek Masiota, jedyny członek zarządu, który nigdy nie bał się krytykować decyzji związkowych władz, jeśli były fatalne. Masiota dostał 75 głosów za i ani jednego przeciw.

- Mam nadzieję, że ten zjazd da do myślenia ekipie Laty. Że zmusi ich do pracy, bo do tej pory nic nie zrobili - mówił Tomasz Jagodziński, ubiegłoroczny rywal prezesa PZPN w wyborach, dziś jeden z opozycjonistów.

A Duraj konsekwentnie zapowiadał protesty: - Poza zaskarżeniem tego zjazdu do sądu mamy jeszcze jedno wyjście. Jeśli zbierzemy 2000 podpisów klubów, będzie się musiał odbyć nadzwyczajny zjazd wyborczy.

"Szczur! Wracaj do Mielca!" Ostre starcie Lato - Greń »