PlusLiga. Sensacja! AZS Częstochowa rozbił Skrę Bełchatów

Meganiespodzianka, sensacja - tylko tak można określić to, co wydarzyło się w czwartek późnym wieczorem w hali Polonia. AZS rozbił w puch wielkiego mistrza z Bełchatowa 3:0 (25:18, 25:18, 25:20)! - To był nasz niesamowity występ - skwitował kapitan akademików Piotr Łuka.
Wielu kibiców nie dawało częstochowskim siatkarzom nawet cienia szansy w starciu ze Skrą. I to nawet biorąc pod uwagę, że dzień wcześniej bełchatowianie walczyli w Lidze Mistrzów. Goście mieli wygrać w hali Polonia nawet drugim składem. Ostatecznie wyszli na boisko bez Stephana Antigi i Miguela Falasci, ale za to z wracającym do formy Mariuszem Wlazłym i Maciejem Dobrowolskim, co trudno określić jako osłabienie. Wlazły był zresztą wyróżniającym się zawodnikiem gości.

Akademicy od początku meczu dawali sobie i swoim kibicom mnóstwo satysfakcji. Grali spokojnie i pewnie, ale zarazem bardzo agresywnie. Tę agresję widać było w zagrywce i ataku - dwóch elementach, którymi bili swoich wielkich rywali na głowę. Byli również zdecydowanie lepsi w przyjęciu, a gdy z czasem dołożyli do tego znakomity blok, pojawiające się na tablicy wyniki, choć dla wielu szokujące, były jak najbardziej uzasadnione.

Skra przegrywa przez złe transfery i zbyt wąski skład!
W pierwszym secie najbardziej rzucała się w oczy skuteczna gra AZS-u w kontrataku. Blok rywali sprytnie obijali Piotr Łuka i Wojciech Gradowski, którym Fabian Drzyzga idealnie dogrywał piłki nawet w najtrudniejszych sytuacjach. Niemal bezbłędnie grali również Bartosz Janeczek, Piotr Nowakowski i Łukasz Wiśniewski. AZS wygrał w świetnym stylu, prowadząc w pewnym momencie 23:12, i można było sobie jedynie zadać pytanie, jak długo utrzyma ten znakomity poziom.

W drugim secie było równie dobrze, a może jeszcze lepiej, bo podrażnieni i poirytowani niepowodzeniem rywale za wszelką cenę próbowali się odgryźć. Niewiele wskórali. Znów nie radzili sobie w przyjęciu i raz za razem odbijali od szczelnego bloku. Końcówkę przegrali z kretesem. Podobnie było w najbardziej wyrównanej trzeciej partii. Wtedy rozstrzygające okazały się znakomite zagrywki Wojciecha Gradowskiego, który rozegrał jeden z najlepszych meczów w karierze. Na najlepszego zawodnika wybrano młodego rozgrywającego Fabiana Drzyzgę, ale równie dobrze mógł nim zostać każdy inny z biało-zielonych.

- Nikt się nie spodziewał, że Skra polegnie u nas w takich rozmiarach - mówił zachrypnięty, ale szczęśliwy Wojciech Gradowski. - Bełchatów to klasowy zespół. Dziś miał słabszy dzień, a nam wszystko wychodziło i to wykorzystaliśmy. To było niesamowite.

- Skra ostatnio ma końską dawkę meczów, ale pokonać ją 3:0 to w polskiej lidze bardzo cenne zwycięstwo - dodał kapitan AZS-u Piotr Łuka. - My też czujemy w kościach ligę. Dziś zagraliśmy zespołową siatkówkę. Każdy zostawił sto procent zdrowia na boisku. Za to chcę pochwalić chłopaków.

Roześmiany od ucha do ucha był po meczu Grzegorz Wagner. - To co sobie założyliśmy w szatni to realizowaliśmy - skomentował trener akademików Wagner. - Cieszymy się z wyniku, punktów, a przede wszystkim z gry. To chyba nasz najlepszy mecz w tym sezonie. Nawet na pewno najlepszy. Może ten wynik przyśpieszy rehabilitację Dawida, bo zespół znów zagrał dla niego

- Częstochowa zagrała lepiej od nas w każdym elemencie: ataku, zagrywce, przyjęciu i bloku - tłumaczył przyczyny porażki atakujący Skry Mariusz Wlazły. - My nie potrafiliśmy się im przeciwstawić.

- Niestety, ale po cichu spodziewałem się takiego obrotu sprawy - dodał trener mistrzów Polski Jacek Nawrocki. - Zagraliśmy słabsze spotkanie, zagraliśmy po prostu źle. Nie była to siatkówka, do której przyzwyczailiśmy kibiców. Nie będę się tłumaczył maratonami, jakie ostatnio mamy. AZS zaprezentował się świetnie i zasłużenie wygrał.

Domex: Drzyzga, Łuka, Wiśniewski, Janeczek, Gradowski, Nowakowski, Zatorski (libero).

Skra: Dobrowolski, Bąkiewicz, Możdżonek, Wlazły, Kurek, Pliński, Gacek (libero) - Falasca, Antiga.

W lidze mistrzów Skra blokuje aż miło »


Więcej o: