Agnieszka Radwańska trenuje na 90 proc.

- Z ręką jest już prawie idealnie, w przyszłym tygodniu zacznę grać bez opatrunku - mówi Sport.pl Agnieszka Radwańska, która w Krakowie przygotowuje się do sezonu.
Radwańska trenowała we wtorek po południu półtorej godziny w hali na ul. Rakowickiej. Przed wejściem na kort wisi tam ogromny napis: "Ośrodek Rekreacyjno-Sportowy 2. Korpusu Zmechanizowanego", a na gości w korytarzach spoglądają wizerunki czołgów i żołnierzy. Jedynym sportowym akcentem jest zdjęcie uśmiechniętego pod wąsem generała Mieczysława Bieńka z rakietą tenisową w dłoni. - Eee tam, to żadna nowość, że tu ćwiczymy. Wojsko od lat nam pomaga. Poza tym, mamy treningi na hali AWF i raz w tygodniu pod balonem - uśmiecha się trener Robert Radwański, który przed laty był instruktorem wychowania fizycznego u gen. Bieńka w czerwonych beretach. Radwański z poważną miną dodaje, że na treningu, poza wojskiem, otacza ich też historia, bo hala na Rakowickiej pamięta czasy austro-węgierskie sprzed I wojny światowej. Za komuny kręcono tam też jedną ze scen "Stawki większej niż życie".

Zamiast kapitana Klosa historię hali dopisuje teraz biegająca po niej 10. rakieta świata, która przed treningiem starannie oklejała prawą dłoń taśmą z opatrunkiem. Radwańska w listopadzie przeszła zabieg chirurgiczny ścięgna przy palcu serdecznym i wciąż odczuwa jego skutki. - Z dnia na dzień z ręką jest lepiej. Od zeszłego tygodnia trenuję już dwa razy dziennie, a w przyszłym spróbuję grać bez opatrunku. Ręka właściwie już nie boli - opowiada "Gazecie" Radwańska, która do Australii leci 4 stycznia na turniej do Sydney. - Trening to nie mecz. Dopiero w Australii okaże się, czy nie będę odczuwać bólu w warunkach bojowych. Nigdy nie miałam tak długiej przerwy, więc trudno powiedzieć, co się stanie. Pamiętajmy, że tam będzie plus 40 stopni - podkreśla Radwańska, która codziennie w Krakowie chodzi też na rehabilitację - masaże, laserowe naświetlania i terapię kriogeniczną, a w weekendy razem z młodszą siostrą Urszulą studiuje zaocznie turystykę na AWF-ie.

- Duże znacznie ma psychika. Jeśli Agnieszka będzie miała zakodowane w głowie, że mocniejsze uderzenia czy gra na większych obrotach spowodują ból i będzie wstrzymywać rękę, to możemy mieć problem. M.in. dlatego obciążenia podnosiliśmy stopniowo. Zaczynaliśmy od pół godziny dziennie, a teraz trenujemy już minimum trzy godziny z rakietą plus dwie godziny treningu ogólnorozwojowego - podkreśla Radwański.

Agnieszka i ojciec bardzo zdenerwowali się, gdy kilka dni temu okazało się, że belgijski sąd zawiesił karę dopingową Yaninie Wickmayer (WTA 16), która trzykrotnie zapomniała podać kontrolerom miejsca swojego pobytu. Polki w lutym w Bydgoszczy zagrają z Belgią w Pucharze Federacji, a obecność Wickmayer obok Kim Clijsters bardzo wzmocni ich ekipę. - To bardzo dziwna sprawa. Nie rozumiem, dlaczego zawieszono jej karę - mówi Radwańska. - Agnieszka jakoś nigdy nie zapomniała podać miejsca pobytu i nie grymasiła, gdy znienacka nawiedzali ją kontrolerzy. Wickmayer złamała przepisy i nie rozumiemy, dlaczego miałaby nie ponieść kary - stwierdził Radwański.