Premier League. Liverpool walczy o przetrwanie

Trener Rafa Benitez nie zostanie zwolniony, choć Liverpool odpadł już z Ligi Mistrzów, a w Premier League zajmuje dopiero siódme miejsce. Jeśli jego klubowi nie uda się zająć miejsca w pierwszej czwórce, może na dłużej wypaść z europejskiej czołówki.
Po niedzielnej porażce z Arsenalem 1:2 wicemistrzowie Anglii tracą już 13 pkt do prowadzącej Chelsea. O pierwszym mistrzostwie od 20 lat nikt już nie myśli, nawet Fernando Torres przyznał niedawno, że kibice na tytuł będą jeszcze musieli poczekać.

Liverpool nie odbije sobie niepowodzenia w Lidze Mistrzów, bo w fazie grupowej potrafił pokonać tylko Debreczyn i wiosną zagra w Lidze Europejskiej. Benitez już zapowiedział, że te rozgrywki nie będą dla niego najważniejsze. Jedyne trofeum, na które Liverpool ma jeszcze realne szanse, to Puchar Anglii. - Modlę się, aby udało nam się uratować sezon - mówi Jamie Carragher. Jeden z symboli klubu zwraca się do sił nadprzyrodzonych, bo Liverpool pierwszy raz od pięciu lat może nie awansować do LM. Do czwartego miejsca gwarantującego udział w prestiżowych i lukratywnych rozgrywkach traci już 5 pkt. W dodatku wdzierające się do krainy sławą i euro płynącej Aston Villa, Tottenham i Manchester City wydają się mocniejsze niż wcześniej. - Zajmiemy miejsce w czwórce. Mamy wystarczająco dobrych piłkarzy - uspokaja fanów Benitez.

Hiszpan wciąż czuje się bardzo pewnie, choć gdyby podobny upadek zaliczał czołowy zespół Hiszpanii czy Włoch, trenera już dawno by wyrzucono, i to z hukiem. Jednak w Liverpoolu szkoleniowca wymienia się rzadziej niż krzesełka na The Kop

- na tej słynnej trybunie kibice siadają wciąż na wysłużonych, drewnianych. A przez ostatnie 50 lat na Anfield pracowało ledwie dziewięciu trenerów. Zwolniono tylko Gerarda Houlliera.

Beniteza popierają też skonfliktowani z amerykańskimi właścicielami Liverpoolu kibice. Wyrzucenie Hiszpana jeszcze pogorszyłoby wśród nich wizerunek Jankesów.

Wreszcie, bezpieczeństwo zapewnia Benitezowi podpisany w marcu pięcioletni kontrakt. W razie zwolnienia Liverpool musiałby mu zapłacić 20 mln funtów odszkodowania. Na to zadłużonego na 250 mln funtów klubu nie stać.

Gorzej, że nie stać też Liverpoolu na transfery. Benitez twierdzi, że właśnie przez problemy finansowe zespół wpadł w kryzys. Co prawda za Glena Johnsona klub nie musiał płacić 17 mln funtów, bo bankrutujące Portsmouth wciąż zalegało za transfery Petera Croucha i Jermaine Pennanta. Jednak za wartego 18 mln Alberto Aquilaniego Roma dostała na razie ledwie 5 mln. Benitez ruszy na zakupy dopiero, gdy kogoś sprzeda. A w składzie "The Reds", poza Torresem i Gerrardem, ze świecą szukać piłkarzy, o których zabijałyby się najlepsze kluby.

- Czy w takich warunkach możemy się rozwijać i budować lepszy zespół? Myślę, że tak. Pytanie tylko, ile nam to zajmie - mówi Benitez.

Jeśli nie uda mu się awansować do LM, czeka go jeszcze trudniejsze zadanie, bo w lidze pojawi się nowy rywal, wzmocniony pieniędzmi z LM.

5 - tyle razy w ostatnich sześciu meczach na Anfield Road Liverpool pierwszy zdobywał gola, a potem tracił dwa. W trzech spotkaniach przegrał 1:2, w dwóch zremisował 2:2.

czytaj Manchester United » nie zostanie sprzedany Chińczykom