Bohaterowie i antybohaterowie Ligi Mistrzów

To była najciekawsza jesień w najważniejszych rozgrywkach klubowych od lat, trzymająca w napięciu po ostatnią kolejkę, nawet jeśli do wstrząsających sensacji ostatecznie nie doszło - pisze na swoim blogu Rafał Stec.
BOHATEROWIE ZBIOROWI. Po pierwsze, Bordeaux. Mistrzów Francji aż chce się oglądać, a im chciało się wygrywać do samego końca, nawet po zagwarantowaniu sobie zwycięstwa w grupie. W osobie Laurenta Blanc wschodzi nowa trenerska gwiazda? Po drugie, Fiorentina. Bezsprzecznie najprzyjemniejszy w konsumpcji reprezentant włoskiej Serie A, swej tożsamości nie traci nawet przy braku tłumu kluczowych graczy. Też wygrał grupę i na kogo by nie trafił w 1/8 finału (Bayern, CSKA Moskwa, Porto, Stuttgart, Olympiakos), stanie przed ogromną szansą na ćwierćfinał. W obecnej formule LM jeszcze nie zdarzyło się, by drużyny tak niedoświadczone w elicie, w bieżącej dekadzie bez przeszłości choćby ćwierćfinałowej, uzbierały jesienią najwięcej punktów. (Najskromniejszy dorobek wśród tych, którzy nie odpadli, wypracowały Inter i Milan).

BOHATEROWI POJEDYNCZY. Cristiano Ronaldo, czyli snajper wyborowy. Trzy mecze w podstawowym składzie Realu Madryt, każdy ozdobiony dwiema bramkami. Portugalczyk trafia co 45 minut! I stał się bezwględnie najbardziej niebezpiecznym specjalistą od bicia rzutów wolnych na świecie. Pjanic, Jovetic, Gourcuff, Pato, Necid, Dzagojew, czyli inwazja najmłodszego pokolenia ofensywnych piłkarzy - odważnych, bezkompromisowych, pchających się do głównych ról. Gdybym wymienił jeszcze kilku, przekonalibyście się, jak szeroką ławą idą dzieciaki z krain pokomunistycznych, z silnych naciskiem na Bałkany.

BOHATEROWIE MALUTCY. Unirea Urziceni. Gdyby debiutanci pod twardym dowództwem Dana Petrescu awansowali, przeszliby do historii jako klubik z najmniejszego miasteczka, który przetrwał do wiosny w LM. Ale i tak byli najmniejszym miasteczkiem w tych rozgrywkach. W Urziceni mieszka 17 tys. ludzi.

BOHATEROWIE JESZCZE MNIEJSI, ALE NASI. Michał Żewłakow awansował z Olympiakosem i pozostaje ostatnim polskim piłkarzem z pola akceptowanym jeszcze - ba, cenionym - w okolicach europejskiej elity. Gol jego brata Marcina Żewłakowa to, podobnie jak ubiegłoroczny gol Marka Saganowskiego, statystyczny fakcik bez znaczenia, dostrzegalny głównie w Polsce. Tak czy owak zaskakujące, że po Europie rozbijają się właśnie oni, a nie Brożkowie, wielokrotnie przecież mianowani na najzdolniejszych bliźniaków w dziejach naszego futbolu.

ANTYBOHATEROWIE ZBIOROWI. Po pierwsze, Juventus. Pokonał tylko najsłabsze w rozgrywkach Maccabi Hajfa, przegrał z pewnym awansu Bordeaux, dał się obić Bayernowi, mniej goli od turyńczyków strzeliły tylko wspomniane Maccabi, Besiktas i Atletico Madryt. Po drugie, Atletico. Nie pokonali nawet Cypryjczyków, stracili aż 12 goli, dla reprezentanta ligi hiszpańskiej gruby obciach. Po trzecie, Liverpool. I piłkarze, i Rafa Benitez podniszczyli reputację najwybitniejszych specjalistów od wyzwań pucharowych. Dotąd to oni zadawali decydujące ciosy wraz z ostatnim tchnieniem, tym razem w aż trzech kluczowych meczach zadawali je przeciwnicy - w 91. minucie (Lyon), w 90. minucie (Lyon w rewanżu) i w 92. minucie (Fiorentina)... Dzięki niepowodzeniom wyżej wymienionych mamy bezprecedensową edycji LM w obecnej formule - żadna z tercetu najmocniejszych lig nie wystawi wiosną kompletu klubów.

ANTYBOHATEROWIE POJEDYNCZY. Ciro Ferrara. Trener debiutant nie nadał drużynie stylu, nie umiał reagować w trakcie gry, patronował - to już werdykt - występowi Juventusu w LM tak beznadziejnemu, że nie mającemu precedensu. O niejakim Diego, który miał cudować jak Platini, szkoda nawet pisać.

ANTYBOHATEROWIE MALUTCY. Maccabi Hajfa, czyli statystycznie najgorszy zespół, jakiego LM widziała. Zero punktów, zero goli.

PECHOWCY. Gianluigi Buffon - wyrastał ponad kolegów z drużyny, którzy bez niego między słupkami mogliby przegrać nawet z Maccabi. Rubin Kazań i Dynamo Kijów - trafili do najsilniej obsadzonej grupy, jedynej zestawionej wyłącznie z mistrzów swoich krajów, a z każdej innej mieliby ogromne szanse awansować.

NIEOBECNI. Najwięksi faworyci, czyli Barcelona, Manchester United, Chelsea. Nieobecni oczywiście w sensie przenośnym. Awansowali i tyle, szału nie było, choć zwycięstwo mistrzów Anglii nad mistrzem Niemiec mimo obecności zaledwie jednego obrońcy w składzie będę pamiętał długo. Dla najlepszych z najlepszych LM w wydaniu jesiennym zmienia się z wolna w odbębnianie pańszczyzny, które przysparza co najwyżej jednego kłopotu - czasem zakłóca rywalizację o mistrzostwo kraju.

Następna runda zostanie podzielona na cztery tury (pierwsze mecze 16/17 i 23/24 lutego, rewanże 9/10 i 16/17 marca). Losowanie w następny piątek. A teraz może byście napisali, którzy bohaterowie i antybohaterowie wam przywalili po oczach?

O bohterach i antybohaterach Ligi Mistrzów » czytaj na blogu Rafała Steca