Sport.pl

Legia Warszawa - Azoty Unia Tarnów 125:97

Kwarty: 34:21, 31:26, 28:21, 32:29

Gracz meczu: Tomasz Celej

Jedyny zawodnik Azotów, który potrafił nawiązać walkę

Legia: Kazlauskas 26, Williams 21 (4), Majchrzak 11 (1), Sinielnikow 10, Wilson 6 oraz Żurawski 17, Kwiatkowski 14 (2), Cielebąk 10, Karwanien 6 (2), Żuk 4;

Azoty: Marculewicz 15, Seweryn 12 (1), Bazelewski (1) 10, Lyday 13, Uspenski 4 oraz Celej 28 (5), Lepinaitis 5, Stiga 4, Duda 4, Moore 2.

W niedzielnym pojedynku koszykarze Legii ponownie pokonali granicę stu punktów. Tym razem w konfrontacji z tarnowskimi Azotami warszawianie zdobyli 125 punktów tracąc 97.

- Wynik częściej spotykany na parkietach NBA niż w hali przy Obrońców Tobruku - emocjonował się spiker zawodów.

Mecz rozpoczął się również niecodziennie. Zbigniew Marculewicz w pierwszych czterech sekund dwa razy faulował koszykarzy Legii. Warszawiacy prowadzili cały mecz. Pierwsza kwarta wygrana 13 punktami 34:21 sygnalizował, że po raz kolejny są w znakomitej dyspozycji strzeleckiej. Zmęczony zespół Azotów po sobotnie minimalnej porażce dwoma punktami w Inowrocławiu z Notecią sprawił wrażenie, że swoje pokłady energii już wykorzystał i do stolicy przyjechał po jak najniższy wyrok.

Legia świetnie grała szczególnie z kontrataku. Wyprowadzenie piłki po udanej zbiórce czy każde rozpoczęcie nowej akcji odbywało się błyskawicznie. Koszykarze Azotów byli bezradni. W trzeciej kwarcie przewaga wzrosła do 28 punktów po wspaniałej akcji Arnasa Kazlauskasa z Tomaszem Cielebąkiem. Podanie tego pierwszego przez pół boiska ten drugi zakończył, łapiąc piłkę w powietrzu i pakując do kosza.

Ostatnia kwarta bardziej przypominała mecz przyjaźni niż mecz o ligowe punkty potrzebne obu zespołom do utrzymania się w ekstraklasie. Co chwila efektowne akcje kończone wsadami, gra bez obrony.

Warszawiacy mają cztery zwycięstwa więcej