Szokująca autobiografia. Andre Agassi, życie jak bestseller

Nie narkotyki, ale nienawiść do tenisa - to najbardziej szokuje w autobiografii Andre Agassiego. Czy jest szczery? Dlaczego ją napisał?
Hiszpania wygrała Puchar Davisa »

"To prawdopodobnie najbardziej antysportowa książka, jaka powstała" - napisał "New York Times". Agassi twierdzi w niej, że od dziecka nienawidził grać w tenisa. Jego ojciec Mike zmuszał go do treningów. Andre odbijał dziennie po 2,5 tys. piłek wyrzucanych przez maszynę, która stała na korcie za domem w Las Vegas. Znienawidzony automat nazywał "smokiem". Śnił mu się potem po nocach.

"Ojciec nigdy nie spytał, czy chcę grać w tenisa. Szkoła? Idź, odbij jeszcze trochę piłek" - wspomina zwycięzca ośmiu turniejów Wielkiego Szlema. Opisuje tatę jako typowego szalonego rodzica tenisowego, który swoje ambicje przelewał na dziecko. I nigdy się nie zmienił. "Tego czwartego seta przegrałeś zupełnie bez sensu" - karcił Mike dorosłego syna po jego zwycięstwie w Wimbledonie.

"Moje dzieciństwo to więzienie, moja młodość to sala tortur" - tak opisuje szkołę Nicka Bolletteriego. "Jest jak w koszarach, ciągła presja, mordercza rywalizacja, brak nadzoru ze strony dorosłych, powoli zamienialiśmy się w zwierzęta" - wspomina najsłynniejszą akademię tenisową świata.

Narkotyki, najbardziej ograny w mediach skandalizujący wątek, pasują do całości idealnie. W 1997 r., gdy rozpadało się nieudane małżeństwo z aktorką Brooke Shields, a kariera pikowała po serii kontuzji, sfrustrowany Agassi sięgnął po metamfetaminę. Brał ponad rok. Przyłapany przez ATP oszukał, że zażył ją przypadkiem i udało mu się uniknąć dyskwalifikacji.

Czasem trudniej się podłożyć, niż wygrać

Dużo bardziej od narkotyków szokuje w książce stosunek do innych tenisistów. Pete Sampras to sknera, który daje jednodolarowe napiwki. Na korcie jest robotem, brak mu wyobraźni. "Zazdroszczę Pete'owi tego, że jest taki nudny, bez wyrazu" - pisze Agassi. Dostaje się też Courierowi, Beckerowi, Musterowi, Changowi. Agassi ich nie lubił, do każdego czuł jakieś urazy. "Ciągle za wszystko dziękuje Bogu. Strasznie mnie tym wkurza. Jak ktoś taki mógł wygrać Szlema przede mną" - naigrywa się z Changa.

Agassi twierdzi, że w 1996 r. dał wygrać Changowi w półfinale Australian Open, bo nie chciał w finale grać z Beckerem, którego nienawidził. "Czasem trudniej się podłożyć, niż wygrać mecz na serio" - pisze.

Oszukiwał nie tylko na korcie. Jego wizerunek też był mistyfikacją. Od dżinsowych spodenek, przez kolczyki, po fryzurę - wszystko było kreowaną starannie przez sponsorów reklamą. Jego lwia grzywa w rzeczywistości była sztuczna. Agassi niemal od początku musiał nosić tupecik, bo szybko wyłysiał z przodu głowy. "Przed finałem French Open w 1990 r. modliłem się nie tyle o zwycięstwo, ale żeby nie odkleiły mi się włosy" - wspomina 39-letni dziś Amerykanin. Po jednym z meczów Austriak Thomas Muster dla zabawy potargał Agassiego za włosy. "Myślałem, że go wtedy zabiję" - wspomina.

Oszukał nas wszystkich

Pierwsze reakcje na spowiedź Agassiego dotyczyły narkotyków. Marat Safin powiedział, że Agassi, który wygrał pięć tytułów wielkoszlemowych po przygodzie z amfetaminą, powinien oddać wszystkie puchary. - Oszukał nas wszystkich - podkreślił Rosjanin. Martina Navratilova stwierdziła, że czuje się zawiedziona. - Martino, dzięki Bogu pewnie ty nigdy nie brałaś narkotyków. Z przykrością muszę jednak stwierdzić, że się na nich nie znasz. Metamfetamina nie jest środkiem wspomagającym. Zapewniam, że wygrałabyś ze mną, gdybym był na prochach - powiedział Agassi na jednym ze spotkań z czytelnikami. Sala wybuchnęła śmiechem.

Amerykanin twierdzi, że narkotyki nie miały nic wspólnego z jego karierą. Wydobył się z dołka dopiero wtedy, gdy przestał je brać. - To był najczarniejszy okres mojego życia. Żałuję go, ale nie mogę ukryć, że się zdarzył - powiedział Agassi.

ATP i WADA szybko zamknęły wątek dopingowy, bo choć potępiły Agassiego, to nie kwapiły się, by po latach wszczynać postępowanie, czy zabierać mu nagrody.

Dom bez kortu tenisowego

Dopiero gdy ucichła dopingowa zawierucha, wszyscy wczytali się w książkę dokładniej. "Agassi opisał swoje pełne cierpienia życie. Tenis był jego miłością i nienawiścią jednocześnie. Ta książka to rodzaj samooczyszczenia" - pisze felietonista "Los Angeles Times". To spowiedź, rodzaj pokuty, rozrachunku z kłamstwami - uważają zwolennicy Agassiego.

"Dlaczego nie rzucił tenisa wcześniej, skoro tak go nienawidził?" - zastanawia się bloger tenisowy Charles Brickner. Przeciwnicy podkreślają motywy komercyjne: za same prawa do publikacji fragmentów w prasie Agassi dostał 5 mln dolarów, książka przez ponad miesiąc była numerem jeden na liście bestsellerów w USA, przyniesie kolejne miliony.

Nie ma ani słowa o Perrym Rogersie, wieloletnim przyjacielu i menedżerze. Ich nagłe rozstanie było kilka lat temu punktem krytycznym w życiu Agassiego. Jeden z recenzentów wskazuje brak wzmianki o tym jako dowód na to, że książka jest jedynie zgrabnie napisanym czytadłem, w którym niektóre fakty są podkolorowane, a te, o których Agassi rzeczywiście nie chciał napisać, zostały pominięte. Książkę pomagał mu zresztą stworzyć zawodowy pisarz, zdobywca Pulitzera.

"Oszaleliście?! Czy ktoś, kto ma na koncie setki milionów dolarów, robiłby coś dla pieniędzy! Andre zrobił to, bo nie mógł znieść życia w kłamstwie" - obrusza się na to inna amerykańska blogerka.

Książka ma jednego pozytywnego bohatera. To obecna żona Agassiego Steffi Graf. "Ta książka to w rzeczywistości hołd dla niej. Historia życia Agassiego pokazuje, jak wiele jej zawdzięcza, jak bardzo się zmienił dzięki niej. Gdyby nie ona, byłby dziś innym człowiekiem, prawdopodobnie bardzo nieszczęśliwym człowiekiem" - zakończył swoją recenzję Brickner.

Agassi i Graf są małżeństwem od 2001 r. Mają ośmioletniego syna Jadena i sześcioletnia córkę Jaz Elle.

W ich domu w Las Vegas nie ma kortu tenisowego.


Connector of the Day: Andre Agassi
przez CNN_International


Więcej o tenisie czytaj na blogu Jakuba Ciastonia »