Kibole z Warszawy bez kłopotu wejdą na stadion, w lidze znów podepczą prawo. Jak zwykle

Kibole z Warszawy bez problemu dostaną się na piątkowy mecz w Lubinie, bo Zagłębie łamie prawo polskie, a PZPN - i polskie, i własne
W sobotę 1023 kiboli Legii pojechało do Bełchatowa. Policja bezprawnie wymusiła na klubie i delegacie PZPN wpuszczenie ich na stadion. Ustawa wymaga pełnej identyfikacji uczestników imprezy masowej, a warszawiacy przedstawili listę tylko z danymi osobowymi, bez zdjęć. Dzięki temu nie ryzykowali rozpoznania, gdyby na trybunach doszło do rozrób.

Według ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych klub nie tylko musi zebrać dane osobowe i zdjęcie każdego, komu sprzedaje bilet, ale także przechowywać przez dwa lata po meczu.

A w uchwale PZPN z lipca czytamy: "Organizator zawodów może przyjąć kibiców drużyny gości wyłącznie w grupach zorganizowanych zaakceptowanych przez klub wysyłający, wedle ściśle określonych zasad".

Zapowiada się, że na meczu z Zagłębiem znów zostanie złamane prawo. Z przyzwoleniem PZPN i klubu z Lubina.

Legia dostała od gospodarzy spotkania 500 biletów. Nie sprzedała żadnego, ponieważ kupując wejściówkę w Warszawie, kibol ryzykuje pełną identyfikację. Wyeliminowani zostaliby także kibole, których Legia ukarała zakazem stadionowym.

- Jak co roku dogadają się z Zagłębiem. Nigdy nie mieli z tym problemów - mówi Jarosław Ostrowski z zarządu Legii.

- Spodziewamy się dużej grupy z Warszawy. Podejrzewamy, że bilety dostaną od kibiców Zagłębia - mówi rzecznik KGHM Zagłębia Lubin Wacław Wachnik.

Dostaną, nie zostawiając zdjęcia, przez co w razie zadym klub nie będzie w stanie zidentyfikować sprawców.

- Na meczu w Lubinie delegatem związku będzie Waldemar Podsiadło. Były pracownik BOR, jeden z naszych najbardziej doświadczonych ludzi. On nie da sobie w kaszę dmuchać - mówi Zdzisław Kręcina, sekretarz generalny PZPN.

Dzwonimy do Podsiadły. - Według przepisów jeśli Legia nie sprzedała ani jednego biletu, do Lubina nie przyjedzie zorganizowana grupa kibiców gości. Ale jeśli kibice z Warszawy staną w kolejce i kupią wejściówki, nie można ich nie wpuścić. Gwarantuje im to konstytucja - uważa Podsiadło.

A jeśli kilkuset kiboli Legii usiądzie w jednym sektorze i w klubowych barwach będzie dopingować warszawski klub? - Może dojść do takiej sytuacji. Ale na to nie mamy wpływu - mówi delegat. Czy to nie oznacza, że ustawa i przepisy PZPN nadają się do kosza? - Źle podchodzicie do tych regulacji - odpowiada delegat.

Problemu nie widzą także w Zagłębiu. - Z punktu widzenia kibica lepiej wpuścić go na stadion, niż żeby robił awantury poza stadionem. Nie możemy przecież zatrzymać człowieka, który kupił wejściówkę. Do tej pory nie mieliśmy żadnych problemów z kibicami Legii, zawsze zachowywali się u nas superprofesjonalnie - mówi Wachnik.

W Bełchatowie kibole Legii wywiesili wulgarne transparenty, przez cały mecz obrażali właścicieli klubu. - Lepiej je zostawić, niż miałoby z ich powodu dojść do awantury - uważa Wachnik.

- Wulgarne flagi są zakazane i jeśli się pojawią, od razu zostaną usunięte - obiecuje Podsiadło.

W Lubinie transparenty o agresywnej treści, niemające nic wspólnego z meczem pojawiają się regularnie. Od początku sezonu kibole Zagłębia obrażają dyrektora zarządzającego klubu Dariusza Machińskiego. - Bez problemu mogą wnieść i rozwiesić pięćdziesięciometrowy transparent obrażający działacza klubu? O jakiej kontroli i wypełnianiu ustawy mówimy? - pyta Ostrowski.