Zachwycająca Benfica Lizbona tylko remisuje

W derbach Lizbony zachwycająca w tym sezonie Benfica tylko zremisowała z dołującym Sportingiem 0:0.
Po 11 kolejkach Benfica prowadzi w lidze i ma punkt przewagi nad Sportingiem Braga (gra dziś), sześć nad Porto i aż 11 nad lokalnym rywalem. Piłkarze z Estadio da Luz spełniają obietnicę dyrektora sportowego Rui Costy, który przyrzekł kibicom, że obudzi europejskiego giganta.

Roboty miał sporo, bo w ostatnich latach jego ukochany klub zmagał się z ogromnym kryzysem.

Pod koniec XX w. Benfica przynosiła prawie 2 mln euro strat miesięcznie. Nie płaciła pracownikom i błagała banki o kredyty, by uniknąć bankructwa. Deficytowa była nie tylko drużyna piłkarska, ale także sekcja pływacka, kolarska, koszykarska, siatkarska, wędkarska i inne.

Do reorganizacji zabrał się prezes Joao Vale de Azevedo (w maju został skazany na 11 lat więzienia za fałszowanie dokumentów i malwersacje przy transferze rosyjskiego bramkarza Siergieja Owczinnikowa). Portugalczyk podzielił klub na spółki-córki. Każda ma swój budżet, zarząd i sponsorów. Robotę Azevedo kontynuował Manuel Vilarinho, który wybudował nowy Estadio da Luz i centrum treningowe. W 2003 r. zrezygnował i poparł dyrektora sportowego Lu~sa Filipe Vieirę.

Vieira wiedział, że nie zbuduje potężnego klubu według wzorów angielskich. W Premier League prawa telewizyjne stanowią nawet 42 proc. wpływów. Benfica mogła liczyć na 10 proc. Dlatego wymyślił akcję "Kit Sócio" zachęcającą do zapisywania się do klubu kibica. Gdy zaczynał, składki płaciło 95 tys. fanów. We wrześniu było już ich 200 tys. Tylu zarejestrowanych kibiców nie dorobił się żaden klub na świecie (w Realu jest ich 92 tys.).

Prezes uruchomił klubową telewizję, w całej Portugalii zaczął otwierać sklepiki Loja do Benfica. Według działaczy z Lizbony tylko trzy-cztery kluby w Europie zarabiają więcej na sprzedaży pamiątek.

Dyrektorem sportowym Vieira mianował uwielbianego przez kibiców Rui Costę. Legenda klubu zajęła się transferami i skautingiem oraz szkółką. W Benfice kopania piłki uczy się dziś Gruzin, Rosjanin i Gwinejczyk.

Ambitnym działaczom nie udało się tylko stworzyć wielkiej drużyny.

Przez pięć lat siedem razy Vieira zmieniał trenerów. Wypróbował myśl holenderską (Ronald Koeman), hiszpańską (José Antonio Camacho i Quique Sánchez Flores) i włoską (Giovanni Trapattoni). Nie zawiodła tylko ostatnia, w 2005 r. Benfica po 11 latach odzyskała mistrzostwo. Ale po rezygnacji Trapattoniego na kolejne czeka do dziś.

W poprzednim sezonie zespół prowadził Flores. Zwolniono go, bo zajął dopiero trzecie miejsce w lidze. Jego następcą został faworyt Costy Jorge Jesus. Trener z 20-letnim stażem, ale z sukcesami ograniczającymi się do wygrania Pucharu Intertoto ze Sportingiem Braga i awansem do finału Pucharu Portugalii z Belenenses.

Jesus dostał drużynę składającą się z piłkarzy niechcianych (od pogonionych z Realu Javiera Savioli i Javiego Garcii po Pablo Aimara wyciągniętego z drugoligowej Saragossy) i żółtodziobów (Ramires, Angel di Maria, Keirrison). Dziś w Lizbonie go uwielbiają. Benfica prowadzi w grupie Ligi Europejskiej. Evertonowi w dwóch meczach strzeliła siedem goli, nie straciła żadnego, w lidze zdobywa średnio prawie trzy bramki na mecz. Vieira szaleje ze szczęścia, zyski klubowych sklepików wzrosły o kolejne 30 proc.

A to nie koniec zysków, bo na gwiazdy Benfiki rzuciły się najbogatsze kluby Europy. Manchester City chce zapłacić za di Marię ponad 30 mln euro, Garcię, wybranego niedawno na najlepszy transfer ligi portugalskiej, obserwuje Chelsea.

Do pełni szczęścia brakuje Benfice już tylko Ligi Mistrzów. W fazie pucharowej tych rozgrywek nie grała cztery lata. Tylko sukces w tych rozgrywkach sprawi, że Costa wypełni zadanie, które sobie postawił.