Sport.pl

Mecz w Chorzowie: Smuda uciekł przed końcem

O ile w pierwszej połowie chorzowianie byli chwilami bezradni, o tyle po przerwie ich nadzieje na trzy punkty rozbiły się o ochraniacz na piszczele. Selekcjoner reprezentacji Feranciszek Smuda chyba nie mógł na to patrzeć...
Stwórz drużynę, zagraj i Wygraj Ligę! »
Sobotni mecz Ruch - Korona oglądał Franciszek Smuda. Selekcjoner reprezentacji miał też wziąć udział w pomeczowej konferencji prasowej - na stole stała nawet tabliczka z jego nazwiskiem. Nie dotrwał jednak do końca spotkania. Pracownicy Ruchu mówili, że opuścił stadion kwadrans przed końcem meczu.

Chorzowianie nie królują już niepodzielnie na stadionie przy ulicy Cichej. Imponującą serię sześciu kolejnych zwycięstw przerwała Korona.

- Słabszy mecz musiał nam się w końcu przytrafić. Nie ma jednak co zwieszać głów. Walczymy dalej - zapewnił Gabor Straka, pomocnik niebieskich.

W tygodniu poprzedzającym mecz w Kielcach wiele się działo. Działacze podziękowali za pracę trenerowi Markowi Motyce, a jego następcą uczynili Marcina Sasala (ostatnio Dolcan Ząbki). Sasal nie ustalał jednak taktyki na mecz w Chorzowie (był na stażu w słowackiej Żilinie), wziął to na swoje barki Marcin Gawron, dotychczas asystent Motyki. - Mimo zawirowań przyjechaliśmy do Chorzowa pełni optymizmu. Najważniejsze, że nie straciliśmy gola. Nasza gra w obronie w ostatnich meczach to była katastrofa - krzywił się na samo wspomnienie Gawron.

Ruch już dawno nie był tak bezradny jak w pierwszej połowie. Kielczanie byli szybsi, lepiej zorganizowani i przede wszystkim mieli pomysł na grę. Tymczasem niebiescy byli jak siatkarz, który ciągle musiał atakować na potrójnym bloku - nie byli w stanie przebić się przez linię pomocy, nie mówiąc o obronie.

- Zaskoczyli nas. To był zdecydowanie inny, lepszy zespół, niż ten, którego grę analizowaliśmy przed meczem na wideo - przyznał Marcin Zając, pomocnik Ruchu.

Maciej Sadlok, który obserwował poczynania kolegów z pozycji stopera, stwierdził, że już dawno nie widział przed sobą takiego muru jak ten, który zbudowali piłkarze z Kielc. - Nasza wielka broń, czyli prostopadłe piłki w ogóle nie przechodziły do napastników - smucił się młody piłkarz.

Smutek zamieniłby się w rozpacz, gdyby nie poprzeczka (strzał Ediego), znakomity Krzysztof Pilarz (znowu Edi) i sędzia Dawid Piasecki, który uznał, że Gabor Straka faulował przed, a nie w polu karnym. - No, trochę tych okazji było - żałował Edi.

Po przerwie Ruch w końcu otrząsnął się z przewagi. - Nie dało się przebić środkiem, to zaczęliśmy więcej grać skrzydłami - wyjaśnił Straka, który miał najlepszą okazję do zdobycia zwycięskiej bramki. Trener Waldemar Fornalik określił ją "piłką meczową". Słowak wykorzystał niepewną interwencję Zbigniewa Małkowskiego, który pogubił się przy strzale Nykiela, ale z kilku metrów trafił w bramkarza. - Piłka podskoczyła mi za wysoko i zamiast butem, trafiłem ją tylko ochraniaczem - tłumaczył Straka.
Do piłki wraca Igor Sypniewski »


Więcej o: