Sport.pl

Prokom utknął między niebem a ziemią

Po dziesięciu kolejkach PLK Asseco Prokom Gdynia ma bilans 10-0 i wygląda na to, że nawet najmocniejsi rywale nie znajdą odpowiedzi na gwiazdy mistrza Polski. Równoczesne zatrzymanie Qyntela Woodsa i Davida Logana jest w polskiej lidze szalenie trudne, a to przecież nie koniec graczy Prokomu, którzy na tym poziomie robią różnicę.


W środę Woodsa, Logana i cały Prokom zatrzymały w Eurolidze BC Chimki, ale Anwil Włocławek, PGE Turów Zgorzelec czy Trefl Sopot nie są w stanie dorównać wicemistrzom Rosji jakością zawodników czy organizacją i intensywnością gry. Nie dorównuje im sam Prokom.

Wygląda na to, że autorski projekt trenera Tomasa Pacesasa jest na Euroligę za słaby. I to niezależnie od tego, czy gdynianie wygrają czwartkowy wyjazdowy mecz z EWE Baskets Oldenburg, czyli spotkanie o być albo nie być w walce o Top 16.

Siódemka obcokrajowców to - jak przyznaje między wierszami Pacesas - zawodnicy niechciani w innych klubach Euroligi i na tym poziomie gracze przeciętni. Nieprzewidywalny Woods ma problemy z plecami, Logana w kluczowych momentach nie widać, pozostali pełnią role drugoplanowe.

Pięciu Polaków to już koszykarze wybitnie od zadań specjalnych - tak jak Marcin Gortat w Orlando Magic mają stawiać zasłony i walczyć o zbiórki, czasem mogą sobie rzucić z przypadkowej pozycji. W euroligowym Prokomie czują się jednak tak, jakby złapali pana Boga za nogi.

Pacesas stworzył zespół, w którym każdy akceptuje swoją rolę, ale na razie nie zdołał wnieść do drużyny wartości dodanej. Prokom nie potrafi zaskakiwać lepszych od siebie - brakuje nie tylko błyskotliwych rozwiązań taktycznych, ale nawet gryzienia parkietu.

Brakuje także - a raczej przede wszystkim - pieniędzy, bo Prokom ma znacznie mniejszy budżet niż większość euroligowych rywali. Jedną trzecią tego, czym dysponował momentami poprzednik Pacesasa Eugeniusz Kijewski Litwin stara się inwestować rozsądniej, ale nie jest to inwestycja w przyszłość. Prokom prawdopodobnie zdobędzie kolejnym tytułem przepustkę do Euroligi, ale jeśli nie zwiększy budżetu, to wyniki w elicie znów będzie miał kiepskie. Znów będzie za mocny na PLK, a za słaby na Euroligę.

A może lepiej pójść śladem Żalgirisu Kowno lub Olimpiji Lublana, czyli drużyn z krajów Pacesasa i jego słoweńskiego asystenta Davida Dedka? Te lokalne potęgi w Eurolidze sukcesów nie odnoszą, ale regularnie ogrywają w niej rodzimych zawodników, co potem przynosi efekty sportowe lub finansowe.

Pacesas i Dedek chwalą 20-letniego Mateusza Kostrzewskiego i o dwa lata starszego Adama Łapetę, ale w pięciu meczach Euroligi dali im zagrać w sumie przez zaledwie 22 minuty. W PLK obaj koszykarze są skuteczni ze słabeuszami, w Eurolidze grzeją ławę, nawet gdy wynik jest rozstrzygnięty.

Postęp w sporcie można osiągnąć na dwa sposoby - poprzez kupowanie gwiazd albo promowanie własnych. Prokom powinien skoncentrować się na tym drugim i grę w Eurolidze wykorzystać jako środek do osiągnięcia celu.

Obrazu gry mistrzów Polski nie powinno to pogorszyć.

Więcej o: