Boks. Hit pod gołym niebem. Filipiński bóg rusza na Mayweathera

Szykuje się bokserski szlagier - niepokonany Floyd Mayweather jr kontra supergwiazda Manny Pacquiao, czyli walka dwóch najlepszych na świecie pięściarzy. Latem 2010 roku spotkają się prawdopodobnie na otwartym stadionie - na przykład nowym Yankee Stadium
Pojedynek pobiłby wszelkie rekordy bokserskie: dochodów z transmisji, z biletów, liczby krajów, w których telewizje go pokażą. Kibice mówią, że na samą myśl o nim dostają gęsiej skórki. Na pewno tak powiedział szef telewizji HBO Ross Grinsburg, która ma chrapkę pokazać walkę.

Pacquiao właśnie pokonał Miguela Cotto przez nokaut w ostatniej rundzie, zdobył siódmy tytuł mistrza świata w siódmej kategorii wagowej, wcześniej przejechał jak walec po najlepszych pięściarzach świata, bijąc w dwa lata Oscara de la Hoyę, Ricky'ego Hattona, Juana Manuela Marqueza, Marca Antonia Barrerę, Davida Diaza.

Niepokonany Mayweather bardziej się ceni, rzadziej walczy, ale na rozkładzie ostatnich walk ma de la Hoyę, Marqueza, Hattona. Rozbicie tej trójki zajęło mu 34 rundy, Pacmanowi 22.

Ostatni pojedynek Filipińczyka wykupiło 1,25 mln gospodarstw w systemie pay-per-view, ostatni pojedynek Mayweathera - z Marquezem we wrześniu - osiągnął 1 mln transmisji. Można sobie wyobrazić, że walka Pacquiao i Mayweathera jr. spowoduje, że sporo ponad 2 mln Amerykanów sięgnie do portfela i kupi transmisję za 50 dol. sztuka.

Doradcy pięściarzy przerzucają się argumentami o wielkości sprzedaży ich pupilów w systemie pay-per-view, aby zdobyć lepszą pozycję przetargową, gdy dojdzie do ustalania, kto zarobi jaki procent z zysku.

Na razie rekordzistą jest Mayweather jr z pojedynku z de la Hoyą - kupiło go 2,4 mln Amerykanów. Ale największą atrakcją był w nim rywal Mayweathera.

- Floyd przyciąga przed telewizory więcej kibiców niż Pacman. Cyfry nie kłamią, robią to ludzie - argumentuje Leonard Ellerbe, doradca Amerykanina. Faktycznie, pojedynek Pacquiao z de la Hoyą kupiło "zaledwie" 1,25 mln Amerykanów.

Pierwsze rozmowy ruszyły ostrożnie. Jesteśmy w świecie twardych mężczyzn o wyjątkowo wrażliwym ego. Jedno niewłaściwe zdanie i klops. Dlatego z promotorem Filipińczyka Bobem Arumem nie rozmawiają bezpośrednio ludzie Mayweathera, tylko Richard Shaeffer, szef Golden Boy Promotion. Stosunki nie są najlepsze przynajmniej od czasu, gdy Mayweather jr uciekł od Aruma, narzekając, że oczkiem w głowie firmy jest Oscar de la Hoya.

Na tym nie koniec.

Po walce Pacquiao - Cotto w MGM Grand pojawił się ojciec Mayweathera, też Floyd, tylko Senior, który stwierdził, że o ile jest przekonany, iż jego syn "złoi skórę" Filipińczykowi, to odradzałby mu walkę. Bo według niego Filipińczyk jest nafaszerowany dopingiem po uszy. - Stąd jego forma w końcowych rundach - sugerował Floyd Mayweather senior w biurze prasowym. A jeśli chodzi o wstrzykiwanie do organizmu świństw, zna się na rzeczy, siedział za kratkami za narkotyki, za ich szmugiel i handel. - Przecież on boi się wziąć aspirynę - śmiał się z oskarżeń Alex Ariza, trener Pacquiao od ogólnego rozwoju fizycznego. - Tak został wychowany. Jak był dzieckiem i zdarzyło się, że zachorował, nie miał na lekarstwa.

W boksie zawodowym kontrole są obowiązkowe po każdej walce o tytuł mistrza świata, ale głównie sprawdza się obecność w organizmie narkotyków. Pacquiao przeszedł każdą. Jest czysty.

Megawalki zorganizować więc nie będzie łatwo, ale obie strony wiedzą, że warto spróbować - jest co najmniej 100 mln powodów, licząc w dolarach. Ale oprócz finansowych również honorowe. Chodzi o to, aby sprawdzić, kto jest najlepszym pięściarzem świata bez względu na wagę, oraz usadowić się wyżej na liście wszech czasów.

Jak dotąd Floyd Jr jest w Ameryce po prostu zwykłym człowiekiem, choć przedstawicielem osławionego bokserskiego klanu Mayweatherów.

Pacquiao na Filipinach ma status boga. Powrót po jego ostatniej walce do ojczyzny był niezwykły - Michael Jackson nie powstydziłby się takiego powitania, Madonna byłaby szczęśliwa i Benedykt XVI też. Ludzie zwalniali się z pracy, setki tysięcy tworzyło szpalery, wśród których przeciskały się autobusy z ekipą Pacmana, zaś on sam wśród morza ludzi dryfował na platformie ciężarówki. I tak z lotniska do hacjendy pod miastem General Santos.

Trudno uwierzyć, aby po takim powitaniu Pacquiao jako filipińskie bóstwo zgodził się na honorarium mniejsze niż Mayweather jr.

Możliwa jest walka Adamek - Rahman »