Rugby. Smutek Anglików na Twickenham. Czarna armia pobiła Wilkinsona

Osiem porażek w 14 spotkaniach, bezbarwna gra i ogólnonarodowa debata, czy Martin Johnson powinien opuścić stanowisko trenera. Rugbiści Anglii w pojedynku roku przegrali z Nową Zelandią 6:19.
Johnsonowi nie pomógł nawet Jonny Wilkinson. Wracający po przerwie - tym razem 18-miesięcznej - spowodowanej kolejną groźną kontuzją rugbista wszech czasów tym razem nie uciszył krytykantów. O ile dwa tygodnie temu z Australią zagrał znakomicie, a tydzień temu z Argentyną poprawnie, o tyle w sobotnie popołudnie znalazł się w cieniu frontmana nowozelandzkiej kapeli Dana Cartera. W All Blacks zagrało wszystko - od silnego młyna po pomysłowych graczy ataku, którzy dwa razy dziurawili angielską obronę, zaliczając przyłożenie.

Mecz na Twickenham był kolejnym etapem podróży Nowozelandczyków po półkuli północnej. Liderzy światowego rankingu wygrali także z Walią i Włochami. Po powrocie Cartera, który długo leczył zerwane ścięgno Achillesa, gracze z antypodów stają się faworytem do zwycięstwa w Pucharze Świata 2011, który zostanie rozegrany na ich terenie.

A Anglicy? Ponad połowa głosujących w internetowych sondach domaga się odejścia Johnsona. Uważają, że już nic nie jest w stanie zmienić w grze drużyny, a bilans ośmiu porażek w 14 meczach to hańba dla zespołu, który ledwie sześć lat temu nie miał na świecie żadnej konkurencji.

To nie koniec kłopotów Anglików, którzy szykują się do zimowej kampanii w Pucharze Sześciu Narodów (rywalizacja z Francją, Irlandią, Walią, ze Szkocją i z Włochami). W sobotnim meczu już w drugiej minucie więzadła krzyżowe zerwał czołowy gracz Joe Worsley. Inni także narzekają na urazy. Na szczęście dla nich, a przede wszystkim dla trenera, kolejny mecz czeka Anglików dopiero 10 lutego.

Retransmisja meczu Anglia - Nowa Zelandia we wtorek o godz. 9.50 i w środę o 7 w Polsacie Sport Extra

Specjalny serwis. Wszystko o rugby »