Biegi narciarskie. Kowalczyk dwunasta, czyli tak miało być

Norweżka Marit Bjoergen wygrała pierwsze zawody Pucharu Świata - bieg na 10 km w Beitostoelen. Justyna Kowalczyk była 12., a Sylwia Jaśkowiec - 23. W sztafecie, mimo kapitalnego biegu Kowalczyk, Polki zajęły 12. lokatę.
Początek sezonu olimpijskiego będzie słaby. Parę razy na pewno dostanę kopniaka w tyłek. Jestem na to przygotowana - mówiła przed sezonem Kowalczyk. Jej przewidywania sprawdziły się - pierwszego kopniaka, niezbyt na szczęście bolesnego, dostała w Norwegii. Najlepsza biegaczka świata ubiegłego sezonu zajęła miejsce poza dziesiątką - może byłoby odrobinę lepiej, ale podczas biegu przewróciła się i straciła kilkanaście sekund. Po ciężkich treningach jest zmęczona, nogi bolą i brakuje świeżości.

Sobotni bieg miał jedną bohaterkę - Marit Bjoergen. Dwukrotna zdobywczyni Pucharu Świata (2005, 06) prowadziła od startu do mety. To jej 31. wygrana w karierze. 29-letnia biegaczka wygrała zawody inaugurujące PŚ w Beitostoelen również dwa lata temu - Kowalczyk była wówczas siódma. W sobotę Polka cały czas biegła z wynikiem dającym jej lokatę na początku drugiej dziesiątki. Rok temu, w zawodach rozpoczynających PŚ w szwedzkim Gaellivare, Kowalczyk była siódma.

- Takiego mniej więcej występu się spodziewaliśmy. Miejsce w dziesiątce byłoby sukcesem. Forma przyjdzie później - skomentował zawody trener Aleksander Wieretielny. Większość bohaterek poprzedniego sezonu zajmowała odległe lokaty. Słowenka Petra Majdić, z którą w marcu Kowalczyk do ostatniego biegu walczyła o Kryształową Kulę, była dopiero 19. Finka Virpi Kuitunen, która dwukrotnie wygrywała PŚ - ledwie 16.

Świetną, jak na swoje możliwości, 23. lokatę zajęła Sylwia Jaśkowiec. Dwukrotna mistrzyni świata juniorów do lat 23 zdobyła osiem punktów w Pucharze Świata - dla porównania, w całym poprzednim sezonie, uciułała ich 22.

Podium było wewnętrzną sprawą Skandynawek, które zajęły sześć pierwszych miejsc. Bjorgen odebrała Polce żółtą koszulkę liderki PŚ. Kowalczyk założyła ją po raz pierwszy po ostatnim biegu poprzedniego sezonu - wtedy, w Falun, odebrała ją Majdić. Rok temu Bjoergen, czterokrotna mistrzyni świata i dwukrotna wicemistrzyni olimpijska, zajęła w pierwszych zawodach sezonu drugie miejsce, ale później kompletnie straciła formę. Rzadziej startowała, była jedną z największych przegranych sezonu.

Niedzielne sztafety również były wewnętrzną sprawą Skandynawii. Długo prowadziły Finki, by na ostatniej zmianie świetnie pobiegła Charlotte Kalla i przyprowadziła drużynę Szwecji na pierwszym miejscu. Polki były 12. Biegnąca na drugiej zmianie Kowalczyk uzyskała najlepszy czas ze wszystkich zawodniczek biegnących techniką klasyczną (dwie pierwsze pięciokilometrowe pętle były do pokonania "klasykiem", dwie następne - "łyżwą").

Po pierwszej zmianie Polki były ostatnie - Kornelia Marek przybiegła na metę 16. Kowalczyk pomknęła jak wicher i wyprzedziła osiem rywalek, odrabiając prawie 20 sekund, co jak na 5 km jest świetnym osiągnięciem. Polka uzyskała czas 15.05,0 - nikt nie był szybszy.

Startujące po niej Paulina Maciuszek i Sylwia Jaśkowiec nie utrzymały jednak miejsca w czołowej dziesiątce. Na MŚ w Libercu polska sztafeta była szósta.

Bieg mężczyzn na 15 km wygrał Norweg Ronny Hafsas, dla którego bieg był przetarciem przed rozpoczynającym się 9 grudnia PŚ biatlonistów. To jego pierwsza wygrana w karierze, Francuza Vittoza wyprzedził o... 0,2 sek. Do tej pory jego największym sukcesem było szóste miejsce w biatlonowym sprincie w Ostersund rok temu. Sztafetę 4x10 km wygrali Norwegowie.

Za tydzień zawody w fińskim Kuusamo. Pierwszy, i jedyny, raz przed igrzyskami w Vancouver w jednym miejscu i tym samym czasie spotkają się przedstawiciele biegów narciarskich, kombinacji norweskiej i skoków narciarskich.

Specjalny olimpijski serwis o Igrzyskach w Vancouver »