Sport.pl

Radwańska: Przepis na sukces? 15 minut treningu dziennie

- Chyba chodzi o to, że grałam na zupełnym luzie, bez presji. Ręka bolała tak bardzo, że musiałam brać zastrzyki, żeby móc trzymać rakietę. Ale zagrałam jeden mecz, potem drugi i... poleciało. Trenowałam 15 minut dziennie, niczym się nie przejmowałam - tak Agnieszka Radwańska tłumaczy swoje sukcesy w drugiej części sezonu.
Gdy wydawało się, że to będzie znacznie słabszy rok w wykonaniu najlepszej polskiej tenisistki, Radwańska nagle odżyła. Zaliczyła półfinał w Tokio, następnie finał w Pekinie i półfinał w Linzu. I to mimo kontuzji nadgarstka. Dzięki temu na koniec roku wróciła do czołowej dziesiątki na świecie i jako rezerwowa poleciała na podsumowujący sezon turniej w Dausze.

- Chyba chodzi o to, że grałam na zupełnym luzie, bez presji. Do Tokio leciałam pogodzona, że nie wrócę do dziesiątki, myślałam nawet, że nie zagram już w tym sezonie. Ręka bolała tak bardzo, że musiałam brać zastrzyki, żeby móc trzymać rakietę. Ale zagrałam jeden mecz, potem drugi i... poleciało. Trenowałam 15 minut dziennie, niczym się nie przejmowałam. Sama jestem zaskoczona, że udało się w dziesiątce zostać - podsumowuje Radwańska.

Radwańska: jak paparazzi wyśledzili mnie na Mauritiusie


O wakacjach i sezonie - czytaj cały wywiad z Agnieszką Radwańską »


Więcej o: