Sport.pl

Legendarny trener Ricardo Sanchez: Radwańska może być nr 1 na świecie

- Jeśli Agnieszka Radwańska wzmocni się fizycznie i poprawi serwis, może być nawet numerem jeden na świecie - mówi ?Gazecie Sport.pl? Ricardo Sanchez, trener Jeleny Janković. Gościł on właśnie w Polsce, o powodach wizyty mówił tajemniczo...
Sancheza można było w piątek spotkać na warszawskim Ursynowie, gdzie na zaproszenie szkoły tenisa Tie-break prowadził przez dwie godziny zajęcia z dziećmi. - Chciałem się rozejrzeć i dać kilka lekcji - odpowiadał tajemniczo, pytany o powody wizyty w Polsce.

Sanchez to w środowisku trenerów postać legendarna. Od 20 lat Hiszpan pracuje z zawodnikami z czołówki. Było o nim głośno m.in. w 1996 r., gdy jego mało znany podopieczny Roberto Carretero wygrał turniej z serii Masters w Hamburgu, przebijając się do głównej drabinki z kwalifikacji jako numer 143. na świecie. Sanchez współpracował też z mistrzem olimpijskim z 2004 r. Nicolasem Massu, Nikołajem Dawidienką, Jennifer Capriati, Nadią Pietrową, Fabiolą Zuluagą. Do końca przyszłego sezonu ma kontrakt z Jeleną Janković, którą w poprzednim sezonie doprowadził do pozycji numer jeden na liście WTA. Z jego rad korzystał czasem Rafael Nadal, a także piłkarska drużyna Realu Madryt.

Jakub Ciastoń: Założy pan w Polsce akademię tenisową?

Ricardo Sanchez: W przyszłym roku mam jeszcze kontrakt z Jeleną. Potem chcę trochę zwolnić tempo. Od 20 lat bez przerwy jeżdżę po świecie, oglądam korty i lotniska. Mam dużo ofert, by prowadzić różnych zawodników, ale jestem już zmęczony. Chciałbym dalej być przy tenisie, ale mniej się angażować, jeździć na największe turnieje. Założenie gdzieś na świecie akademii to jedno z rozwiązań, ale nie podjąłem jeszcze decyzji.

Co to znaczy być dobrym trenerem tenisowym?

- Trzeba wiedzieć o zawodniku wszystko. Podstawa to oczywiście trening, czyli nad czym trzeba pracować, jak poprawiać słabe strony. Nie ma dwóch takich samych tenisistek, trzeba więc umieć odróżnić, co komu jest potrzebne w danym momencie, czy np. trzeba się wzmocnić fizycznie, czy pracować nad taktyką i konkretnymi zagraniami. Ale trener musi być też dobrym dietetykiem, znać się na wszystkich nowinkach, i być psychologiem. Nie wierzę w zatrudnianie specjalistów od motywacji. Dobrym przykładam jest Rafael Nadal, bo jego trener wujek Toni łączy w sobie to wszystko i jest m.in. świetnym motywatorem. Rafa dzięki temu nigdy się nie poddaje, wierzy w zwycięstwo, nawet gdy przegrywa seta 2:5. Psychika jest w tenisie kluczowa. Wszyscy w Top 50 grają dobrze, różnicę robi właśnie głowa, to, jak grasz przy 5-5 w tie-breaku.

Jelena Janković miała bardzo udany poprzedni sezon, ale teraz spadła w rankingu. Co się stało?

- Inaczej gra się z pozycji numer jeden. Nie chcę jednak wchodzić w szczegóły naszych przygotowań. To są rzeczy między mną a Jeleną, ściśle tajne (śmiech). Za rok spróbujemy wrócić na szczyt.

Jak pan ocenia potencjał Agnieszki Radwańskiej?

- Moim zdaniem to jest dziś najbardziej kompletna tenisistka. Nie bazuje wyłącznie na sile czy jakimś konkretnym uderzeniu. Umie wszystko po trochu. Gra inteligentnie, jest sprytna, miesza grę, wybija z rytmu, kombinuje, zagrywa woleje, dropszoty, loby. Do tego dobrze się rusza. Jedyną oczywistą słabością jest serwis, który jest zdecydowanie za słaby. Jeśli Agnieszka poprawi podanie, za dwa-trzy lata może być nawet numerem jeden na świecie.

Co zrobić, żeby poprawić serwis? Czy pana zdaniem to jest kwestia techniczna, czy wyłącznie siłowa?

- Siłowa. Agnieszka jest delikatna, drobna. Nie ma zmiłuj, kobiecy tenis coraz częściej zagląda na siłownię i Agnieszka też musi. Jeśli się wzmocni, na pewno siła jej serwisu się poprawi i będą efekty.

Trener Robert Radwański w jednym z wywiadów powiedział, że zna tylko dwóch porządnych trenerów tenisowych, takich którym można ufać. Wymienił pana i szkoleniowca Flavii Pennetty.

- Znamy się z Robertem, jesteśmy kolegami. To dobry trener, ale z doświadczenia wiem, że to nie jest na dłuższą metę dobrze, gdy ojciec jest jednocześnie trenerem, szefem sztabu, menedżerem. Trudno jest pogodzić te role, choć na razie Robert nie popełnił rażących błędów. W przyszłości powinien rozważyć jakąś pomoc z zewnątrz. Świeże spojrzenie pomaga. W kobiecym tenisie nie ma wielu profesjonalnych trenerów.

Czy dlatego jest tak bardzo jednowymiarowy, oparty na przebijaniu piłki za siatkę w myśl zasady "byle mocniej"?

- Dokładnie tak. Jest dużo mniej profesjonalizmu niż u mężczyzn. Więcej do powiedzenia mają rodzice, znajomi, ludzie zupełnie niezwiązani z tenisem. Nauczenie dziewczyny uderzania z całej siły jest dużo łatwiejsze niż nauczenie jej gry jakimś przemyślanym systemem. Pamiętam, jak w zeszłym roku trener Azarenki przychodził na moje treningi z notesem, żeby podpatrywać, co ja robię na zajęciach. Ale powoli siłowy tenis jest w odwrocie, bo młode pokolenie, zwłaszcza Wozniacki i właśnie Radwańska, pokazało, że z powodzeniem można grać inaczej.

A jak ogólnie ocenia pan poziom kobiecego tenisa? Mówi się o jego kryzysie. Poza siostrami Williams nie ma naprawdę wielkich postaci.

- Zgadzam się. Dowodzi tego choćby to, że Clijsters potrafiła wygrać US Open po dwóch latach przerwy grze. W męskim tenisie jest znacznie wyższy poziom i stabilizacja.

Kogo pan lubi oglądać w męskim tenisie i w kobiecym?

- U mężczyzn Nadala, u kobiet poza Jeleną lubię Szarapową i Wozniacki za wielką wolę walki, a Radwańską za różnorodność, o której mówiłem.

Na czym polega fenomen Nadala, dlaczego zaczął ogrywać Federera?

- Bo to jest typ zawodnika, który zawsze odbije jedną piłkę więcej. I jest leworęczny. Jego topspinowe forhendy posyłane na bekhend Szwajcara są zabójcze. Federer nie lubi graczy, którzy biegają, lubi krótkie wymiany. Dlatego przegrywa z Djokoviciem i Murrayem, bo oni też grają defensywnie. Nadal również jest silniejszy psychicznie. Federer już jako junior nie radził sobie z nerwami, przez jakiś czas umiał to ukryć, ale teraz to wróciło. Rafa miał ostatnio problemy z kolanami, ale myślę, że w przyszłym sezonie wróci do wielkiej formy. Tak naprawdę bardziej niż kontuzje przeszkadzało mu to, że rozwodzili się jego rodzice. Mało kto o tym wie.

Co pan myśli o deblu? Czy tenisistki takie jak Jelena czy Agnieszka powinny w ogóle zawracać sobie nim głowę?

- Zawsze doradzam debla, bo pozwala ćwiczyć woleje i returny, ale problem polega na tym, że dziś tenis zrobił się bardzo wymagający fizycznie, jest więcej kontuzji. Wielu zawodników z czołówki boi się zaryzykować i rozumiem to.

Jaka jest tajemnica szkoły hiszpańskiej? Czemu w Polsce tenisiści światowej klasy rodzą się raz na 30 lat?

- Sukces to efekt wysokiej kultury tenisowej. Nie ma nic wspólnego z federacją czy szerokością geograficzną. W Hiszpanii jest po prostu bardzo dużo akademii tenisowych i dobrych trenerów. Kiedyś szkoliliśmy zawodników tylko w Barcelonie, ale Nadal pojawił się na Majorce, Ferrero w Alicante, Verdasco w Madrycie. Wszędzie są dziś potężne ośrodki. Do osiągnięcia sukcesu w tenisie są potrzebne trzy rzeczy: pieniądze, dobrzy trenerzy i sportowcy, którzy chcą ciężko pracować. Reszta jest kwestią czasu.

"Gram perfekcyjny tenis" - Djokovic znów wygrywa »


Więcej o: