Sport.pl

Robert Enke - depresja zaczęła się w Barcelonie

Robert Enke stanął w bramce, czyli tam, gdzie za błędy płaci się najwyższą cenę. Rzucają się w oczy, nikt ich nie naprawi, nie sposób zrehabilitować się na drugim końcu boiska. O pochowanym w niedzielę bramkarzu reprezentacji Niemiec, który popełnił samobójstwo pisze Rafał Stec.
Był zdolny, za młodu wysłuchiwał głównie pochwał. Typowych dla bramkarza przykrości doznał, dopiero kiedy spełnił marzenia i podpisał kontrakt z Barceloną. W 2002 roku miał 25 lat. Zadebiutował w sensacyjnie przegranym (2:3) meczu Pucharu Hiszpanii z prowincjonalną Noveldą. Bez pardonu krytykowali go nawet koledzy z drużyny. - Ponosi winę za co najmniej dwa stracone gole - mówił kapitan Frank de Boer. Potem z detalami objaśniał, na czym kardynalne błędy debiutanta polegały.

W lidze hiszpańskiej rozegrał zaledwie 20 min. To wówczas, jak relacjonuje jego psychiatra, Enke miał wstępne objawy depresji. "Po raz pierwszy doświadczył odrzucenia i publicznej krytyki. Zaczął w siebie wątpić".

Latem rozpoczął kurację. Z doktorem Valentinem Markserem przez wiele miesięcy widywał się codziennie.

Został wypożyczony do Fenerbahce. Kibice się wściekli, bo zastąpił ich ulubieńca, oddanego Barcelonie Recbera Rustu - charyzmatycznego, malującego twarz w wojenne barwy, jednego z bohaterów brązowego dla Turcji mundialu.

Zadebiutował Enke w derbach z Istanbulsporem. W trakcie gry z trybun pofrunęły w jego kierunku butelki i zapalniczki. Po przegranym 0:3 meczu do szatni uciekał biegiem, bo kanonada wciąż trwała. W bramce Fenerbahce nie stanął już nigdy.

Doktora Marksera polecił mu rodak Christoph Daum, ówczesny trener stambulskiego klubu.

Enke zdołał się podnieść. Odzyskał formę na Teneryfie, wrócił do Bundesligi, został gwiazdą Hannoveru.

Przestały go nękać nieszczęścia sportowe, jednak spadła nań niewysłowiona osobista tragedia. Jesienią 2006 roku na rzadką chorobę serca zmarła jego dwuletnia córka Lara. Enke znów zapadł na depresję, znów podjął kurację.

I znów - nie tylko zdaniem swego psychiatry - odzyskał równowagę. W zeszłym roku został pierwszym bramkarzem reprezentacji Niemiec, w tym - adoptował wraz z żoną ośmiomiesięczną Leilę.

Zimą złamał nadgarstek. Przeszedł operację, pauzował dwa miesiące. Latem jelita zainfekowała bakteria, która wykluczyła go z gry na kolejne dwa miesiące. Reprezentacja kończyła bez niego eliminacje do mistrzostw świata.

- Wrócił do mnie sześć tygodni temu, ponowny kryzys wywołała choroba, która uniemożliwiła mu trenowanie z kolegami. Zalecałem mu leczenie w klinice, ale odmówił - mówi dr Markser.

Zobacz galerię z pogrzebu Enke. Kliknij w zdjęcie


Enke nie ćwiczył, miał dużo wolnego czasu, by rozmyślać. Zastanawiał się, czy zdoła wygrać rywalizację o mundial z młodszym Rene Adlerem? Żył tylko lękiem - opowiada żona - że nawrót depresji wyjdzie na jaw i odbiorą mu Leilę? Miewał refleksje ogólniejsze, o losie sławnych futbolistów, którzy zazwyczaj wiodą klawe życie, ale są też pod stałym, gardzącym intymnością nadzorem i surowym, nieskorym do zgłębiania niuansów osądem tłumu?

W pożegnalnym liście, który zostawił w samochodzie, zanim rzucił się we wtorek pod pociąg, Enke przepraszał za to, że oszukiwał rodzinę oraz lekarzy, sugerując, że czuje się lepiej. Jeszcze w dniu samobójstwa przysięgał lekarzowi, że nie potrzebuje leczenia w klinice. Nikt w klubie nie wiedział, co przeżywa.

Pogrzeb odbył się w niedzielę. Jak relacjonuje prasa, na pierwszym po tragedii treningu Werderu Brema trener Thomas Schaaf krzyczał do piłkarzy: Nie wstydźcie się pomagać koledze! Nie wstydźcie się prosić go o pomoc! Martwcie się jeden o drugiego!

Reprezentacja Niemiec pożegnała Roberta Enke »


Więcej o: