Kim jest Sebastian Boenisch?

W Niemczech krąży anegdota: kiedy kilka lat temu rywal kilka razy odbił się od lubiącego twardą walkę na łokcie Boenischa, poprosił o zmianę pozycji na boisku. Nie chciał grać blisko mierzącego ponad 190 cm gracza, bo ten był dla niego za silny, za duży i za szybki.
Co Franciszek Smuda planuje dla kadry? »

Szybki jest Boenisch też w nauce. - Mówi się mu, co ma robić, a on to wykonuje. Nieważne po której stronie, czy wejdzie na początku, czy w połowie spotkania - chwalił go wiosną Horst Hrubesch, kiedyś jeden z najlepszych strzelców Bundesligi, teraz trener niemieckich juniorów.

Problemem Boenischa jest niestabilność formy. Wytykano mu ją, już kiedy był filarem młodzieżówki. Widać ją też w ocenach wystawianych ligowcom przez magazyn "Kicker". Wahały się od 2 do 5, a więc od poziomu wysokiego po koszmarny. W tym sezonie nie zbliżył się do 2, za to zaliczył dwie 4 (słabo). Średnia po 11 spotkaniach: 3,61 - poniżej przeciętnej. Jakub Błaszczykowski ma 3,44.

W Werderze traktują go jak lokatę bankową, na której nie da się stracić. Za kilka lat klub ma na niej sporo zyskać. Gdy dwa lata temu bremeńczycy uparli się, by mieć Boenischa, zapłacili 3 mln euro. Klaus Allofs, dyrektor zarządzający klubu, mówił wtedy dziennikarzom: - Zobaczycie, on jest niesamowicie perspektywiczny. Zmieni nasz zespół.

Boenisch z Werderem zdobył Puchar Niemiec, grał w Lidze Mistrzów i finale Pucharu UEFA. Przy okazji stał się gwiazdą, wielbioną głównie przez nastolatki. To bohater dziesiątek krótkich filmów w internecie i domowo robionych teledysków, gdzie jego zdjęcia ilustrują dyskotekową muzykę. Pod nimi pełno jest komentarzy podkochujących się w "Bastim" - jak go pieszczotliwie nazywają - dziewcząt: "Widziałam go wczoraj, naprawdę!", "Mam jego koszulkę", "Och, Basti, kocham cię!".

- O, widzę, że w Polsce już zaczyna się na jego punkcie szaleństwo - kwituje żartobliwie zamieszanie wokół zawodnika Marita Hanke, rzeczniczka prasowa Werderu. - Zobaczycie, jego nie da się nie lubić. Że jest świetnym piłkarzem, to jedno. Ale my zawsze szukaliśmy graczy potrafiących funkcjonować w grupie. Sebastian potrafił od razu wejść w drużynę, nie miał problemów z kontaktem, ze znalezieniem swojego miejsca. To bardzo cenne. Jestem pewna, że gdy tylko trafi do polskiej reprezentacji, szybko będzie w niej jedną z najważniejszych postaci. To lider.

Debiut Boenischa w reprezentacji wywołał dyskusję o tym, czy piłkarze uczący się futbolu w Niemczech powinni reprezentować inne nacje. Jego przypadek porównuje się z historią Aarona Hunta, jego kolegi z Werderu i kadry juniorskiej. Mógłby grać dla Anglii - matka pochodzi z Wysp. Ale tuż po pierwszych informacjach o zainteresowaniu Polaków Boenischem niejako w odpowiedzi stwierdził: - To w Niemczech uczyłem się grać w piłkę, więc dla mnie nie ma tematu. Nie będę reprezentował Anglii, tylko Niemcy.