Kontuzja Radwańskiej bez tajemnic

- Agnieszka chciała wracać do gry po dziesięciu dniach, ale nie powinna. Blizna musi się dobrze zagoić - opowiada ?Gazecie? i Sport.pl doktor Mariusz Bonczar, który dwa dni temu operował dłoń Agnieszki Radwańskiej.
Jakub Ciastoń: Na czym polegał poniedziałkowy zabieg?

Mariusz Bonczar, chirurg z krakowskiego Intermedu: Agnieszka od sierpnia miała przewlekłe zapalenie ścięgna przy palcu serdecznym. Po jakimś czasie zrobiła się z tego dysproporcja między wielkością ścięgna a kanałem, w którym ono biegnie. To powodowało tarcia i ból. Zabieg polegał na poszerzeniu tego kanału.

Wszystko poszło dobrze? Nie będzie już problemów z tym ścięgnem?

- Nie powinno być, choć w medycynie nie ma rzeczy pewnych, zwłaszcza jeśli mówimy o wyczynowym sporcie. Agnieszka nieustannie obciąża to miejsce rakietą. Kanał udało się poszerzyć tak, że już nie wraca i nie ma tarcia o ścięgno, ale blizna pod skórą zostanie. Dlatego pierwszy raz w życiu zrobiłem tak małe nacięcie, żeby minimalizować uszkodzenia tkanki podskórnej. Chodziło o to, żeby blizna nie uciskała później miejsca, gdzie Agnieszka będzie trzymała rakietę.

Jak to możliwe, że Radwańska mogła grać z tym urazem od sierpnia?

- Adrenalina zawsze działa. Z drugiej strony Agnieszka mniej odciągała ten palec, stosowała różne okłady, by uniknąć bezpośredniego kontaktu z rakietą. Od kilku tygodni miała też stabilizator na nadgarstku, który wymuszał takie ustawienie ręki, że tarcia były mniejsze. Przy takiej klasie tenisistki każdy milimetr czy kąt nachylenia ma znaczenie. Agnieszka umiała to sobie tak poustawiać, że była w stanie grać.

Może pan wytłumaczyć czemu przy urazie ścięgna największy opatrunek miała na nadgarstku?

- Ścięgno to taka cięciwa, która zaczyna się w łokciu i kończy w czubku palca. Zmiana ustawienia nadgarstka wpływała na kierunek działania ścięgna. Opatrunek eliminował ruchy boczne nadgarstka, przez co ścięgno nie było dodatkowo naginane i zmniejszało uciążliwość kontuzji.

Czy gra z kontuzją przez kilka tygodni nie pogłębiła urazu?

- Oczywiście, że tak. Zmiany nie były jednak na szczęście duże. Kiedy kilka tygodni temu robiliśmy USG, ścięgno było tylko pogrubione. I nie doszło potem do blokady. W ekstremalnej sytuacji palec zatrzaskuje się bowiem w zgięciu i nie da się go wyprostować.

Jak będzie wyglądała rehabilitacja, kiedy Agnieszka może wziąć rakietę do ręki?

- Przyjechała na zabieg w poniedziałek prosto z samolotu, bo koniec sezonu to optymalny moment. Liczy się każdy dzień. Chciałaby wrócić do treningu już za dziesięć dni, ale to nie takie proste. Tłumaczyłem, że gojenie blizn, przemiany wewnętrzne pod skórą, potrwają kilka miesięcy. Powinna nie brać rakiety do ręki przez minimum trzy tygodnie, a najlepiej, gdyby nie zrobiła tego do początku grudnia. Agnieszka przed wyjazdem na urlop powiedziała, że potrzebuje minimum pięciu tygodni, żeby przygotować się do styczniowych startów w Australii. Myślę, że czasu wystarczy.

Wiadomo, skąd wziął się ten uraz? Od rakiety, naciągu, specyfiki budowy dłoni?

- Chodzi wyłącznie o przeciążenie od gry w tenisa. Agnieszka ma delikatną dłoń, a czwarty palec wykonuje największą pracę przy uścisku, ma też najsłabsze ścięgna.

Wniosek z tego taki, że Agnieszka powinna mniej grać?

- Tak, ale wtedy nie miałaby takich sukcesów. Jestem jednak dobrej myśli, zabieg powinien pomóc.

Agnieszka Radwańska > zarobiła w tym roku 1,6 mln dol