Trener Wierietielny zachwycony pracą Justyny Kowalczyk

To było zachwycające - tak nieskory do pochwał trener Aleksander Wierietielny opisuje pracę Justyny Kowalczyk na ostatnim zgrupowaniu na lodowcu Dachstein. 21 listopada dwukrotna mistrzyni świata rozpoczyna sezon, którego zwieńczeniem są lutowe igrzyska w Vancouver.
- Kazałem jej biegać wolno na podbiegach, bo to duża wysokość. Całą energię i siłę miała zachować na zjazdy i zakręty. Widziałem, że ma pod kontrolą dosłownie każdy krok. Pod względem teorii wykonała każde polecenie, nie szalała, myślała o tym, co robi w każdej sekundzie. To daje nadzieję. To było zachwycające - opowiadał wczoraj Wierietelny na konferencji prasowej.

- Trenowałam z pełnym zaangażowaniem. Bo trochę boję się tych igrzysk - odpowiedzialności i stresu, który sama na siebie wywieram - mówiła Kowalczyk.

Ekipa polskich biegaczy wylatuje w czwartek do szwedzkiego Oestersund na ostatni szlif przed sezonem. Pierwsze zawody 21 listopada w norweskim Beitostoelen.

- Na początku nie oczekuję fajerwerków - mówi najlepsza biegaczka świata. - Nawet i 15. miejsce mnie nie załamie. Trenowałam tysiące godzin. Na nartach, rolkach szybkich, rolkach wolnych, rowerze... Pływałam. Nie wiem nawet, ile kilometrów mam w nogach, bo jeden drugiemu nierówny. Jednak wiem, że zrobiłam wszystko. Potrzeba mi teraz luźniejszych treningów i około 30 samych startów, żeby forma była optymalna. Po sukcesach w ubiegłym sezonie nie spoczęłam na laurach, teraz każdy śledzi mój krok. I jak słyszę trenerów rywalek mówiących: "Zrób to jak Justyna", dostaję skrzydeł.

26-letnia biegaczka z Kasiny Wielkiej odebrała w poniedziałek dyplom AWF w Katowicach, którą ukończyła z wyróżnieniem. - Wreszcie nie muszę się wstydzić w rodzinnym domu. Byłam ostatnia bez wyższego wykształcenia - powiedziała pani trener drugiej klasy.

- Była przemądrzała i jest. Od zawsze się kłócimy - skwitował Wierietielny. - Ale wszystkie plany ustalamy razem. Musi wiedzieć, co i dlaczego będziemy robić.

Pewne startu na igrzyskach są także zawodniczki, które na MŚ w Libercu zajęły szóste miejsce w sztafecie, czyli Sylwia Jaśkowiec, Kornelia Marek i Paulina Maciuszek. Wiadomo, że do Vancouver pojedzie pięć biegaczek. Mężczyźni wciąż walczą o kwalifikację.

- Liczymy na wielkie wyniki Justyny i skoczków - podsumował jak zwykle optymistyczny prezes PZN Apoloniusz Tajner.

Wywiad z Justyną Kowalczyk w poniedziałkowej "Gazecie Sport.pl"