Brook Billings: Tęsknię za Wami!

Po Turcji przyszedł czas na daleką Koreę. Były atakujący częstochowskiego AZS-u zmienił otoczenie i od tego sezonu reprezentuje barwy koreańskiej drużyny Suwon KEPCO45. W wywiadzie dla serwisu Reprezentacja.net opowiedział o przeprowadzce do Korei, o życiu w tym egzotycznym kraju, ale również o sytuacji w reprezentacji USA i planach na przyszłość.
Reprezentacja.net: Dlaczego zdecydowałeś się zmienić klub i przeniosłeś się do dalekiej i trochę przecież egzotycznej Korei?

Brook Billings: Tak naprawdę to zawsze chciałem grać w Korei. Kluby oferują tam naprawdę duże kontrakty, a do tego są bardzo profesjonalne. Zawsze słyszałem same dobre rzeczy o koreańskich klubach i o tym, jak traktują zawodników. Zespół KEPCO 45 był pierwszą drużyną, która wykazała zainteresowanie w tym sezonie, a oferta przez nich złożona była na tyle dobra, że zdecydowałem się ją przyjąć.

Zaczynałeś siatkarską karierę w drużynie uniwersyteckiej USC, potem grałeś w pięciu różnych krajach i pięciu różnych drużynach. Gdybyś miał porównać wszystkie te kluby, czym się one różnią od siebie?

- Austria była dobrym punktem startowym. Nie była to bardzo wymagająca liga, ale dobra na tyle, by grać w Lidze Mistrzów, a poza tym kraj jest piękny. Japonia była niesamowita. Pobyt tam był jak ż ycie w innym świecie kultura, jedzenie, ludzie itp. Również siatkówka była inna, trudna, ale bardzo profesjonalna. Turecka kultura była najtrudniejszą rzeczą, do której musiałem się przystosować. Odmienne wakacje i dużo plotek w świecie siatkówki. Chociaż życie w Istambule podczas mojego drugiego roku w Turcji było niesamowitym doświadczeniem. Jest to wspaniałe miasto, gdzie można spędzać czas wolny w różny sposób. Do tego mogłem grać z Vladimirem Grbicem. Moje trzy lata w Polsce były i s ą najlepiej zapamiętane na dobre i na złe. Czuję jakbym miał w Polsce rodzinę. A ostatni sezon i fani to było coś wspaniałego! Teraz Korea będzie nowym rozdziałem w mojej księdze życia.

Jak wygląda zwykłe życie w Korei? Czy jest coś co Cię zadziwiło po przeprowadzce?

- Wiedziałem już trochę wcześniej o tym, jak się tu żyje. Moi dobrzy przyjaciele Sean Rooney i Matt Anderson grali wcześniej w tym kraju i opowiedzieli mi o swoich wrażeniach z pobytu w Korei. Wiele też słyszałem o tym kraju, kiedy grałem w Japonii. Mogę powiedzieć, że jest nieco trudniej niż w innych krajach nauczyć się języka, bo nie potrafię przeczytać żadnego z symboli w koreańskim alfabecie. Co więcej żaden z zawodników nie mówi po angielsku trener również. Mam więc ze sobą cały czas tłumacza i kierowcę.

Jak wygląda koreańska siatkówka?

- W lidze koreańskiej jest tylko siedem zespołów i z każdym trzeba rozegrać po sześć meczów przed rundą play off. Oznacza to, że z tymi samymi zespołami trzeba zagrać wiele spotkań. Siatkówka w Azji to zupełnie inna gra ze względu na szybkość. Jest to gra nieco inna ni ż typowa europejska czy amerykańska, bo stosuje się wiele kombinacji, do tego w bardzo szybkim tempie. Co wię cej nie jest to też siłowa siatkówka i gra polega tu bardziej na wykorzystaniu umiejętności poszczególnych zawodników. Liczy się obrona i zręczność, więc atakujący zawsze próbuje oszukać blok.

W lidze jest siedem drużyn: Seoul Woori, Suwon KEPCO45, Incheon Korean Air, Cheonan Hyundai, Daejeon Samsung Fire, Gumi LIG i Sangmu Bulsajo. Która z nich jest najlepsza?

- W ostatnim sezonie były to Korean Air, Hyundai i Samsung. Ten trzeci zespół wygrał dziesięć z dwunastu sezonów i nadal wygląda na bardzo silną drużynę. Myślę, że LIG również będzie walczył w tym sezonie o mistrzostwo.

Więcej w serwisie Reprezentacja.net »