Normy UE w polskiej lidze nic nie znaczą. Bo hałas na żużlu to fundament

?Wyciszenie żużlowych motocykli źle wpłynie na odbiór rozgrywek?. Dlatego Ekstraliga Żużlowa - wbrew naciskom światowej federacji - nie nakaże zawodnikom w kolejnym sezonie stosować nowych tłumików, które redukowałyby ogromny hałas. I to mimo unijnej dyrektywy 2002/49/WE
Po finale Ekstraligi wdeptali szalik Falubazu w błoto »

Toruń nowy stadion żużlowy postawił na obrzeżach miasta m.in. dlatego, że poprzedni był oddalony od osiedla mieszkaniowego o 200 metrów - codzienne treningi i zawody rozgrywane co drugi tydzień oglądano często z balkonów. Podobny kłopot jest w przypadku innych obiektów w Polsce.

I żeby żużlowa gonitwa na motorach w ogromnym hałasie nie była uciążliwa Światowa Federacja Motocyklowa zadecydowała: trzeba zawody wyciszyć. Dziś tłumiki "robią" 98 decybeli. To ciągle za dużo. Unijna dyrektywa 2002/49/WE określa parametry dokładnie: za dnia mieszkańcy Wspólnoty nie mogą być narażeni na więcej niż 85 decybeli, nocą maksymalnie 65.

Dlatego żużlowcy ścigający się w Grand Prix już zaczęli testować nowe tłumiki - mają być obowiązkowe, by wypełnić normy unijne. Ale zwalniają tempo silników, nie pozwalają na walkę na torze...

W Polsce takich problemów nie będzie. Spółka Ekstraliga Żużlowa, która organizuje rozgrywki, sprzeciwia się wprowadzeniu tłumików w krajowych rozgrywkach. Najważniejszy argument? Hałas na żużlu to "nieodłączna część widowiska i stanowi jego integralną część składową" - jak napisano w oświadczeniu.

Przed zarzutami o hałas Ekstraliga broni się statystyką: do spółki nie wpłynęły żadne skargi i uwagi właścicieli obiektów, które są obok polskich stadionów. Za to nowe tłumiki powiększą koszty żużlowców - i tak narzekających na problemy finansowe w czasie kryzysu.

Veto polskiej Ekstraligi będzie skuteczne. Światowa federacja nie może nakazać używania tłumików w prywatnych krajowych rozgrywkach.