Po polskiej walce stulecia: Żegnaj Andrew

Gołota zakończył karierę (nie wierzę, że jeszcze będzie walczył...) w straszny sposób. Pewny siebie Adamek udzielił mu brutalnej lekcji. W skrócie: obił go bezlitośnie, sprał, oklepał. Nie dał szans - pisze na blogu Maciej Baranowski.
Gołota przypominał zombie, mumię. Kogoś, kto może i straszy, ale tylko wyglądem. Bo tak jak w filmach, tak wczoraj Andrew nie mógł zrobić nic głównemu bohaterowi.Co gorsze - znów po walce z rozbrajającą szczerością przyznał, że źle wszedł w walkę, że znów bolał go łokieć... To było już żenujące. Tak samo jak to, że po pojedynku Andrew nie podał ręki Adamkowi - pisze na blogu Baranowski.

Nic dziwnego, że Adamek specjalnie nie cieszył się z wygranej. Bo, jak trafnie ujął to Jerzy Kulej, Gołota był jak "żywy worek". Debiut w wadze ciężkiej może uznać jednak za udany. Adamek był szybki i nie umniejsza tego nawet postawa rywala. Nie wdał się w bójkę, spokojnie punktował, a kiedy w piątej rundzie poczuł krew - dosłownie zatłukł rywala - uważa Baranowski.

Przed Adamkiem parę lat kariery. W czołówce kategorii ciężkiej próżno szukać rywala nie do pokonania. A pojedynek Adamk - Haye (wkrótce walczy z Wałujewem) ma szansę stać się najciekawszą walką w ciężkiej od lat - napisał na blogu Baranowski.

Gołota powinien odpuści boks dla własnego dobra
Więcej na blogu Macieja Baranowskiego - czytaj tutaj >