Paweł Brożek, najlepszy napastnik polskiej ligi - Król małego podwórka

Kiedy pierwszy raz go zobaczyłem, sądziłem, że w wieku 26 lat zagra w Barcelonie, Interze, Liverpoolu - mówi Adam Nawałka, który sprowadził Pawła Brożka do Wisły. Ale on wciąż strzela tylko gole Legii, Piastowi i Polonii Bytom
Ekstraklasa.tv: Skrót meczu Lech - Wisła - wideo »

W środę fatalnym występem w meczu ze Słowacją zakończył eliminacje mistrzostw świata. W pięciu meczach strzelił gola, miał dwie asysty. Dobrze zagrał tylko z Czechami w Chorzowie.

A przecież rok temu Leo Beenhakker ogłosił eliminacje do mundialu 2010 czasem Pawła Brożka. Pokazał, że mu ufa i będzie na niego stawiał. Zawiódł się, a Brożek jeszcze raz pokazał, że kompletnie nie radzi sobie z rywalami ciut wystającymi ponad poziom ekstraklasy.

W polskiej lidze dominuje, przez dwa lata strzelił 46 goli w 63 meczach. Dwa razy z rzędu został królem strzelców, co nie udało się nikomu przez 16 lat. Ale już do sukcesów w europejskich pucharach Wisły nie poprowadził. W lipcu słabo spisał się z Levadią Tallin i mistrz Polski odpadł w I rundzie eliminacji Champions League.

- Leo namaścił go, bo nie miał wyjścia. Wiedział, że to koniec Macieja Żurawskiego i Radosława Matusiaka. Robert Lewandowski dopiero zaczynał karierę. Gdyby naprawdę szanował umiejętności Pawła, wziąłby go do Feyenoordu - mówi członek sztabu reprezentacji Beenhakkera.

Ale Brożka nie chce nie tylko czwarty zespół ligi holenderskiej.

Latem piłkarz bardzo naciskał na transfer do zagranicznego klubu. Wisła nie robiła problemów, puściłaby go za 2,5 mln euro. Kwotę w Europie śmieszną jak na napastnika. Ale faks w siedzibie Wisły nie wypluwał masowo ofert, Brożka chciał tylko Fulham. Londyńczycy wysłali na zgrupowanie Wisły szefa skautów Barry'ego Simmonsa, widzieli oba spotkania z Levadią i zrezygnowali. Woleli zapłacić 500 tys. euro za Davida Elma, rówieśnika Brożka ze szwedzkiego Kalmaru. - Uznano, że Brożek nie jest wystarczająco dobry - mówi angielski dziennikarz, specjalista od rynku transferowego. Wystarczająco dobry na ławkę, bo Fulham szukało rezerwowego. Elm do dziś nie zadebiutował w najlepszej lidze świata.

A przecież Brożka uznawano za największy talent polskiej piłki ostatnich lat. - Kiedy pierwszy raz go zobaczyłem, sądziłem, że w wieku 26 lat zagra w Barcelonie, Interze, Liverpoolu. Takie miał możliwości - mówi Adam Nawałka, który sprowadził braci Brożków do Wisły.

- Moim zdaniem w tej chwili obserwujemy ledwie 60 proc. jego możliwości. A i tak jest najlepszym piłkarzem ekstraklasy - mówi Bogusław Kaczmarek, były asystent Beenhakkera.

Co zdecydowało, że Brożek, zamiast strzelać gole na Santiago Bernabeu, trafia na stadionach Piasta Gliwice i Polonii Bytom? - W piłce trzeba do talentu dołożyć ciężką pracę. Na boisku i poza nim. Paweł przez ostatnie lata zrobił niewiele, by zagrać w wielkim klubie - uważa były trener napastnika Wisły.

Gniew

Start w Wiśle miał Brożek fantastyczny. Jako 16-latek zadebiutował w pierwszej drużynie w Pucharze Ligi. Maciej Żurawski, Tomasz Frankowski, Kamil Kosowski czy Radosław Kałużny tworzyli wtedy zespół, który podbił ligę i dał się zauważyć w Europie.

Brożek nie dał sobie w kaszę dmuchać. - Choć był jednym z młodszych, na treningach pyskował starszym piłkarzom. Wielu to się nie podobało. To nie kwestia charakteru czy zadziorności, tylko bezmyślnego gniewu - opowiada piłkarz ówczesnej Wisły.

Opowieści o wybuchowym charakterze powtarza każdy mój rozmówca. Wielu twierdzi, że piłkarz, któremu od małego wszystko na boisku przychodziło łatwo, nie mógł pojąć, że kolega może zagrać niedokładnie. - Z kimkolwiek wychodzi na boisko, jest przekonany, że lepszego od niego nie ma. Gdy sam popełnia błędy, nie zauważa ich. Na opieprzanie innych traci mnóstwo energii. Swego czasu Wisła nie chciała wypożyczać go z bratem, bo Paweł zajmowałby się głównie krzyczeniem na Piotra - opowiada nasz rozmówca z GKS Katowice.

Dlatego Pawła wypożyczono do GKS, a Piotra do Górnika Zabrze. Po kilku treningach w nowym zespole Paweł zorientował się, że bije każdego o głowę, i znów zaczął się skupiać na wypominaniu kolegom niecelnych podań. - Po stracie piłki, złym podaniu lub nieprzychylnej decyzji sędziego tracił mnóstwo energii na opieprzanie wszystkich dookoła. Wiele razy musiał się pilnować, bo od pierwszych minut sędziowie mieli na niego oko. Gwizdali mu każdy faul. Gdyby siedział cicho, mógłby pozwolić sobie na więcej walki i dziś być twardszym piłkarzem - uważa były kolega Brożka.

Gniew rozsadzał napastnika, ale w żaden sposób nie przekładał się na walkę o miejsce w pierwszej jedenastce Wisły. Zdobył je dopiero po odejściu Żurawskiego i Frankowskiego. - Nie rozpychał się, czekał. Dlatego wyrósł z niego piłkarz, który nie potrafi w ciężkich momentach pociągnąć drużyny - mówi Marek Koźmiński.

- W każdej drużynie, w której grał, był najlepszy. Dlatego wszyscy wymagali od niego, by był liderem. A on nie ma do tego najmniejszych predyspozycji, co bardzo go frustruje. Nie da się zbudować drużyny wokół niego. Z takich małych spraw składa się piłkarska kariera - mówi były trener wiślaka.

- Ma umiejętności, by grać w najlepszych ligach świata. Pod warunkiem że trafi na trenera, który będzie na niego stawiał. Jeśli po trzech-czterech meczach bez gola trafi na ławkę, może być mu trudno - twierdzi Dan Petrescu.

Lenistwo

Demonem pracy nazwać go trudno. Gdy miał 22 lata, Werner Liczka chciał wprowadzić w Wiśle czeskie porządki. Zarządził, by piłkarze stawiali się w klubie o godz. 8 na śniadanie. - O tej porze to ja się, trenerze, przewracam na drugi bok - odpowiedział mu Brożek.

- Spotkałem go kiedyś na Rynku Głównym. Było gorąco, siedział przy kawie i chwalił się, że wygrali z Czechami na mistrzostwach Europy 3:1 [w finale do lat 18 w 2001 r.]. Pytam go: "A gdzie ty teraz jesteś?". "No siedzę tu, na Rynku. Plecy mnie bolą". Ja na to: "Czesi, którzy z tobą przegrali, są teraz na zgrupowaniach w klubach Hiszpanii, Włoch, Anglii i zapieprzają trzy razy dziennie" - opowiadał Liczka "Gazecie".

Brożek wolał się bawić. Daleko mu do piłkarzy namiętnie odwiedzających kasyna czy wywołujących burdy po pijanemu. Ale imprez nie unikał. O balangach wielkiej Wisły w Krakowie krążą dziś legendy. Działacze i trenerzy imprezowania nie przerywali, byle wszyscy meldowali się na treningu. - To problem całego pokolenia urodzonych po 1980 r. Oni tłumaczą, że kiedyś piło się jeszcze więcej. I mają rację, ale wtedy inna była też piłka. Dziś nie da się ukryć na boisku, że wyszło się z pubu nad ranem - mówi działacz piłkarski.

Jeszcze parę lat temu, gdy Wisła jechała na zgrupowanie, kupowali z bratem skrzynkę piwa, kilka paczek chipsów i do rana grali na Playstation.

Po ożenku ponoć się uspokoił, ale wciąż daleko mu do wzoru profesjonalisty.

Chciałby grać w zagranicznym klubie, ale działacze Wisły opowiadają, że wielokrotnie wysłuchiwali skarg na piłkarza od jego nauczycieli angielskiego. Twierdzi, że sporo rozumie, niewiele mówi. - Na sukces za granicą najwyżej w 50 proc. składają się umiejętności. Reszta to psychika, mentalność, charakter i praca - tłumaczy Koźmiński, który większość kariery spędził w Serie A.

Ambicja

- W Wiśle Brożek jest bogiem. Może krzywo spojrzeć na trenera i nie przykładać się do treningów, a i tak nic mu nie zrobią. Za granicą po jednym takim występie wylądowałby na ławce. Ma tego świadomość i nigdzie z Krakowa się nie ruszy. Dostaje świetne pieniądze i jest zadowolony. Typowy polski piłkarz, któremu nie w głowie rozwijanie umiejętności - charakteryzuje piłkarza jego były trener.

W 2006 r. Wisła dostała ofertę z Nancy. - Powiedziałem jedno słowo: "Rozmawiajcie". Francuzi chyba nie do końca byli zdecydowani, wahali się. Poza tym w ogóle nie skontaktowali się ani ze mną, ani z moim menedżerem. To podziękowałem. Albo ktoś mnie chce, albo nie - opowiadał kilka miesięcy temu Brożek.

Trzy lata temu lata tłumaczył, że w tak silnej drużynie na obecnym etapie kariery mógłby sobie nie poradzić. - To był moment, w którym trzeba było zaryzykować. On się boi - mówi Koźmiński.

Francuzi dawali za niego ok. 2 mln euro. Brożek został w Krakowie i dostał podwyżkę ze 120 tys. do 180 tys. euro. - Potem dostawał kolejne podwyżki i szybko wpadł w samozadowolenie - mówi były trener piłkarza.

Wkrótce Brożek został najlepszym graczem ekstraklasy, ale w pucharach i reprezentacji zawodził. A każdy agent działający na polskim rynku potwierdzi: żeby sprzedać piłkarza do klubu zagranicznego, muszą za nim stać świetne występy w kadrze i europejskich pucharach.

Brożek nie załapał się na Euro 2008. - Nie wiem, co siedziało w głowie Leo Beenhakkera, ale moim zdaniem Paweł przegrał wyjazd na Euro słabym występem w sparingu z USA. Leo stworzył mu wszystkie warunki: miał swój stadion, kibiców i zagrał w pierwszym składzie. Przed meczem Leo poprosił mnie, bym z nim pogadał. Powiedziałem mu: "Paweł, jeśli nie teraz, to kiedy". Po tym meczu Holender stwierdził, że Paweł nie jest gotowy do gry na poziomie międzynarodowym - mówi Bogusław Kaczmarek, asystent holenderskiego selekcjonera. Polska przegrała w Krakowie 0:3, Brożek należał do najgorszych na boisku. Do dziś w 20 występach w kadrze uzbierał ledwie trzy bramki. Tylko jedną w meczach o punkty.

Motywacja

- Garnitur, który Brożek ma w Wiśle, robi się dla niego za mały. Powinien zaryzykować i wyjechać. W karierze piłkarza bardzo ważne jest podejmowanie dobrych decyzji w odpowiednim czasie. Nie chcę powiedzieć, że ten czas u Pawła już minął, ale robi się bardzo późno. Koniec roku to ostatni moment, by wyjechał i miał jeszcze szansę się rozwijać. Za rok będzie za późno - mówi Kaczmarek.

Jego zdanie potwierdza inny były trener Brożka: - Jaką motywację może mieć piłkarz, który dwa razy z rzędu został królem strzelców polskiej ligi, dwa razy poprowadził Wisłę do mistrzostwa i w dodatku jest najlepszym jej graczem? Żeby się rozwijać, potrzebowałby zmienić otoczenie. On w tej lidze nic już nie wymyśli.

Kłopot polega na tym, że piłkarz i klub znaleźli się w sytuacji bez wyjścia. - Po fiasku transferu do Fulham jego cena spadła. Agenci i kluby zapamiętają Brożka, który był za słaby na średniaka Premier League. Zapamiętają, że nie pomógł Wiśle w meczach z Levadią. Dlatego sprzedać go za porządne pieniądze będzie bardzo trudno. Z drugiej strony lada chwila znudzi mu się strzelanie goli na boiskach ekstraklasy. Zupełnie się wypali i dołączy do długiej listy zmarnowanych talentów - mówi były reprezentant Polski.

Brożek nie błyszczał też w meczu z Lechem. Przeczytaj relację tutaj  »