Liga włoska. 8. kolejka. Dlaczego Mourinho miał dreszcze

Po fenomenalnym wyjazdowym zwycięstwie 5:0 nad Genoą piłkarze Interu Mediolan zostali samotnymi liderami. Wszyscy ich główni konkurenci stracili punkty.
Stolica Ligurii rzuciła tej jesieni wyzwanie metropoliom, które oklaskiwały w ostatnich latach swoje dwie drużyny w czołówce Serie A - Mediolanowi oraz Rzymowi. Sampdoria była do soboty współliderem, Genoa również mierzy w awans do Ligi Mistrzów (wiosną walczyła o nią do ostatniej kolejki). O ile jednak piłkarze tej pierwszej potrafili trzy tygodnie temu pokonać Inter, o tyle ci drudzy poczuli, dlaczego obrońcy tytułu od lat nie mają we Włoszech konkurencji.

Najpierw gracze Genoi sami pomogli strzelić gola Estebanowi Cambiasso, potem już tylko statystowali, podziwiając perfekcyjną zespołową pracę gości, którą ozdobiła niezwykła bramka Dejana Stankovicia - zdobyta uderzeniem z woleja z 54 metrów po niecelnym wybiciu bramkarza Marco Amelii. Inter znów, podobnie jak w sierpniowych derbach Mediolanu wygranych 4:0, rozkwitł w bardzo trudnym momencie, odpowiadając na boisku na zmasowaną krytykę. Wtedy rozpoczął sezon od remisu z beniaminkiem Bari, teraz nie potrafił pokonać w Lidze Mistrzów ani Barcelony, ani Rubina Kazań, a przecież międzynarodowy sukces stał się największym marzeniem kibiców i obsesją właściciela klubu Massimo Morattiego. Triumfami w kraju wszyscy zdążyli się już nasycić.

Pod jaką presją pracuje José Mourinho, widać było w poprzedniej kolejce, kiedy portugalski trener eksplodował szaloną radością - godną finału LM - po golu Wesleya Sneijdera, który dawał zwykłe ligowe zwycięstwo z Udinese. Teraz napięcie rosło z każdym dniem, kiedy lekarze wykluczali kolejnych graczy. W Genui nie zagrali wszyscy najważniejsi transferowi bohaterowie lata - Thiago Motta oraz duet napastników Diego Milito i Samuel Eto'o. A jednak faworyci wypadli rewelacyjnie i odnieśli najwyższe wyjazdowe zwycięstwo od 1970 r., w którym osiągnęli identyczny wynik na tym samym stadionie (choć pokonali Sampdorię). Mourinho tym razem nie szalał, po meczu zwierzał się tylko, że na widok gry jego drużyny przechodziły go dreszcze.

Być może myślał przede wszystkim o kupionym z Realu Madryt Sneijderze, który miał wypełnić lukę w środku pola i zostać rozgrywającym pełną gębą. Holender wypadł znakomicie, co bardziej egzaltowani komentatorzy zaczęli chwalić go, przywołując nazwiska Platiniego i Zidane'a. Wyliczyli też, że tylko jego obecność gwarantuje trzy punkty - mediolańczycy wygrali dotąd wszystkie mecze z jego udziałem. A Stanković rzucił po meczu kokieteryjnie, że po przerwie Inter oszczędzał energię na wtorkowy mecz LM z Dynamem Kijów. Gdyby znów nie wygrał, znalazłby się w sytuacji kryzysowej.

Dla faworyta zagrali w weekend wszyscy rywale, solidarnie tracąc punkty. W niedzielne popołudnie Sampdoria zremisowała w Rzymie z Lazio 1:1 i po ostatnim gwizdku odetchnęła z ulgą, bo w końcówce rywale zmarnowali dwie świetne okazje strzeleckie.

W sobotę trzeci w tabeli Juventus zremisował z czwartą Fiorentiną. Gospodarze, którzy jako jedyni serio planowali podjąć walkę z Interem, nie umieją wygrać - biorąc pod uwagę wszystkie rozgrywki - już od pięciu meczów. Nie umieją, choć ich akurat kontuzje omijają. Jak rośnie forma rozgrywającego Interu Sneijdera, tak spada rozgrywającego turyńczyków Diego. Brazylijczyk wystartował olśniewająco, potem leczył uraz, by po powrocie rozczarowywać kolejka w kolejkę. A przed meczem z Fiorentiną pisał na swojej stronie internetowej (regularnie aktualizowanej, piłkarz poświęca jej sporo czasu), że wreszcie czuje się przygotowany fizycznie na 110 proc.

Diego to jeden z czterech piłkarzy Serie A wśród nominowanych do Złotej Piłki "France Football" - magazyn wyróżnił także Julio Cesara, Maicona i Samuela Eto'o z Interu. Na liście chwały nie ma jednak ani jednego Włocha, co nie zdarzyło się od 1985 r.