Gołota: Uwaga, z drogi, na walkę jadę!

Jeśli forma Andrzeja Gołoty dorównuje dowcipowi i autoironii, w polskiej walce stulecia za tydzień w Łodzi Tomasz Adamek zostanie pokonany w pierwszej rundzie.
Andrzej Gołota: to dyshonor, że Adamek chce ze mną boksować w wadze ciężkiej
Na Gołotę czekało w piątek na lotnisku Okęcie kilka ekip telewizyjnych i internetowych i kilkunastu dziennikarzy. Pasażerowie zatrzymywali się, by wziąć autograf i zrobić sobie zdjęcie z najsłynniejszym polskim pięściarzem. Dzięki temu po emocjonalnej wypowiedzi siwowłosego kibica z mocnym "warszawskim" akcentem wiadomo, że za Gołotę trzyma kciuki ulica Krucza i Targówek, choć ta dzielnica jako żywo nie miała nigdy z Gołotą nic wspólnego. Co innego Krucza - sto metrów stąd pięściarz uczęszczał ze zmiennym szczęściem do podstawówki.

Gołota wybrał do Polski lot innym samolotem niż Adamek i innego dnia, bo "nadciągają z innych światów" i raczej nie miał na myśli miast Chicago i Nowy Jork, gdzie mieszkają, ale wszystkie pozostałe różnice.

Gdy dziennikarz przytoczył wypowiedź niedawnego rywala Gołoty, że Polak jest trudną do przesunięcia w ringu górą mięsa, bokser zasugerował łagodnym głosem: "Taaak? Chyba ciebie miał na myśli".

Faktycznie, Gołota waży o kilkanaście kilogramów więcej niż Adamek - mistrz świata kategorii juniorciężkiej wersji IBF, ale jest raczej górą mięśni niż mięsa. Jeszcze w lipcu, czyli niedługo po operacji lewego łokcia, efektu walki z Rayem Austinem w Chinach, pięściarz ważył aż 125 kg. W sobotę będzie to około 112 kg, czyli sporo więcej, niż w najlepszych ostatnich walkach z Chrisem Byrdem i Johnem Ruizem.

Kiedy ktoś stwierdził, że trener Adamka Andrzej Gmitruk do 3 nad ranem oglądał walki Gołoty, pięściarz zadumał się i zapytał: "A po co tak długo? Przecież były krótkie". Uznał, że za takie samo honorarium chętniej spotkałby się z Rayem Austinem, a nie z Adamkiem - wolałby po prostu wyrównać rachunki po upokarzającej porażce w pierwszej rundzie. W sumie zasłużył na lotnisku na opinię wyrażoną przez pewną starszą panią, że "to grzeczny chłopak, bardzo grzeczny". Usłyszawszy to, Gołota, pchając przed sobą wózek z górą walizek i toreb, uznał, że show skończony: - Dobra, przepraszam. Z drogi, na walkę jadę!

Gołota (41 lat, 41 zwycięstw, 7 porażek, 33 nokauty) już w sobotę razem z trenerem Samem Colonną pojedzie do Wisły, gdzie będzie zajmował się nicnierobieniem oraz spaniem, aby jak najlepiej wypocząć przed pojedynkiem.

Jego rywal (32 lata, 38 zwycięstw, 1 porażka, 26 nokautów) przygotowuje się zaledwie 45 km dalej na wschód, w rodzinnych Gilowicach, gdzie dopiero od piątku ma prąd. Adamek też w ostatnich dniach nie będzie się przemęczał - przez najbliższe dni na treningach będzie się rozciągał i walczył z cieniem, a między treningami będzie starał się przystosować do zmiany czasu. I tak do następnej soboty.

Polska walka stulecia - Gołota vs. Adamek »