Sport.pl

Przed polską walką stulecia: Sparingpartnerzy Gołoty do bani, ale mają dobrze udawać

Trener Sam Colonna przed walką Gołota - Adamek: Andrzejowi nie są potrzebni najlepsi, tylko tacy, którzy najlepiej udają Tomasza Adamka. Polska walka roku odbędzie się 24 października w Łodzi.
Radosław Leniarski: Do walki w Łodzi zostało dziesięć dni. Jest pan zadowolony ze sparingpartnerów, z którymi przygotowuje się do "polskiej walki stulecia" Andrzej Gołota?

Sam Colonna, trener Andrzeja Gołoty: Mamy aż trzech dobrych sparingpartnerów.

Doprawdy? Chris Thomas ma 39 lat i kiedyś Krzysztof Włodarczyk narzekał, że jest zbyt słaby, aby z nim pracować. Jego menedżer wspominał, że facet ledwo się trzymał na nogach podczas sparingów.

- My go wykorzystujemy tylko na dwie rundy. Głównie dlatego, że boksuje w kategorii juniorciężkiej i ma styl podobny do Adamka. Pozostali też zostają w ringu tylko przez dwie, góra trzy rundy.

Thomas, który stoczył 17 walk, dziewięć przegrał i podobno bierze 200 dolarów za tydzień sparingów, jest w typie Adamka? A ten drugi - Theron Johnson - stoczył zaledwie pięć walk, z których tylko trzy wygrał, a i tu nie ma się czym pochwalić, bo jednym z pokonanych był facet ze 166 porażkami na koncie...

- Johnson ma właściwy styl walki. Nie ma znaczenia, czy stoczył pięć walk, czy sto. Jeśli się kogoś trenuje, pierwszą rzeczą, której się szuka w przypadku dziesięciorundowej walki (pojedynek będzie prawdopodobnie 12-rundowy), jest styl. I to znaleźliśmy w przypadku Thomasa i Johnsona. Nie patrzę, czy jest tylko silny albo tylko szybki, ale czy będzie dobrze naśladował styl przeciwnika. Andrzej jest starym lisem i w jego przypadku sparingpartnerzy nie są tak bardzo ważni. Powiedzmy sobie szczerze, że wiele mu nie pomogą.

Co według pana pomoże Gołocie wygrać?

- Jest większy. Ma większe doświadczenie. Oczywiście nie jest powiedziane, że większy mężczyzna musi od razu być lepszym pięściarzem, ale w tym przypadku umiejętności obydwu są bardzo wysokie. Widziałem niejedną porażkę większego boksera, ale w tym przypadku Andrzej traktuje walkę bardzo osobiście, trenuje bardzo ciężko siedem dni w tygodniu, biega i jeździ na rowerze, po kilkadziesiąt mil na treningu. Nie opuścił nawet jednego treningu. Dla niego ta walka jest wszystkim.

Wiadomo, szybkość nie będzie po jego stronie ani młodość. Musi być więc sprytniejszy i musi cenić swoje ciosy, nie marnować ich. Być lepszym taktycznie, więcej myśleć w ringu. Dlatego wiele wysiłku wkładamy w ćwiczenie pracy nóg, przemieszczania się po ringu, zadawania większej liczby ciosów oraz unikania ciosów. Pracujemy też nad szybkością, no bo w ogóle musimy poprawić nasze słabe strony, ale główny pomysł to być mądrzejszym w ringu, wykorzystać doświadczenie.

Kibice w Polsce uważają, że Gołota może łatwo przegrać walkę, głównie dlatego, że jego lewa ręka jest słabsza niż kiedyś.

- Lewy prosty rzeczywiście nie wygląda tak jak za dawnych czasów. Gołota miał wypadek samochodowy, miał naderwany mięsień w czasie walki z Chrisem Byrdem, po której musiał mieć operację. Więc ten lewy nie jest na 100 proc., ale po długiej rehabilitacji jest nieźle.

Dlaczego nie zdecydowaliście się na obóz? To byłoby chyba poważne podejście do walki stulecia?

- Andrzej czuje się świetnie w domu. Jest rodzinnym człowiekiem. Wozi dzieciaki do szkoły i odbiera codziennie. Źle by się czuł poza miastem. Salę ma tylko dla siebie, nikt tu nie może wejść przez trzy godziny dziennie, tylko on, ja i sparingpartnerzy. Zawsze się myśli, że gdzie indziej jest bardziej zielono, dopóki człowiek się tam nie znajdzie. My już wszędzie byliśmy, najlepiej jest tutaj, w Chicago.

Trener "Diablo" przestrzega Gołotę: - Po co ci ta walka? »


Więcej o: