Szczęście w nieszczęściu Piotra Gruszki

- Nabawiłem się urazu łydki. Muszę powiedzieć, że miałem szczęście w nieszczęściu. Zaledwie naderwałem mięsień, a mogłem go zupełnie zerwać, albo też poważnie uszkodzić ścięgno Achillesa. Cieszę się, że moja kontuzja nie skończyła się czymś poważniejszym - mówi lider Delecty Bydgoszcz, Piotr Gruszka.
Reprezentacja.net: Pod koniec meczu z ZAKSĄ doznałeś kontuzji. Wiadomo już, co Ci dolega?

Piotr Gruszka: Nabawiłem się urazu łydki. Muszę powiedzieć, że miałem szczęście w nieszczęściu. Zaledwie naderwałem mięsień, a mogłem go zupełnie zerwać, albo też poważnie uszkodzić ścięgno Achillesa. Wolę nie myśleć, na co by było, gdyby, ale cieszę się, że moja kontuzja nie skończyła się czymś poważniejszym.

Jakie leczenie zostało dla Ciebie przewidziane?

- Już wczoraj zacząłem rehabilitację i fizjoterapię, będę miał również podawane zastrzyki. Przed najbliższe dwa dni zgodnie z zaleceniami lekarza mam jak najmniej obciążać chorą nogę. Zostałem nawet w tym celu wyposażony w kule (śmiech). Nie potrzebuję ich specjalnie, ale trochę profilaktyki mi nie zaszkodzi. Za kilka dni zacznę zapewne delikatnie pracować nad łydką, żeby mięśnie za bardzo się nie poprzykurczały.

Wiadomo już kiedy wrócisz na boisko?

- Chciałbym jak najszybciej! Wiadomo jednak, że fizjologia każdego człowieka jest inna. Lekarze nie powiedzieli oczywiście, kiedy będę mógł znów grać. Mam jednak nadzieję, że na mecz z Olsztynem [Delecta spotka się z AZS-em Olsztyn w 3. kolejce PlusLigi - przyp. red.] będę już gotowy.

Twoja fizjologia ma się jednak mimo wszystko chyba całkiem nieźle.

- Nie chcę narzekać, ale jednak od czasu do czasu coś małego mi wyskakuje (śmiech). Wiadomo, że organizm jest jednak trochę wycieńczony. Zresztą nie tylko mój, większość zawodników, którzy brali udział w ME, odczuwa teraz zmęczenie. Dlatego trzeba na siebie bardzo uważać, bo mięśni nie da się oszukać. Moje akurat odezwały się jako pierwsze.

Więcej o kontuzji Gruszki - w serwisie Reprezentacja.net »