Boks. Przed walką Adamek - Gołota. Ręka noga mózg na ścianie

Od pierwszego pojedynku z Riddickiem Bowe'em minęło 13 lat, z których sporą część Andrzej Gołota poświęcił walkom w ringu. A jeszcze więcej czasu spędził na dochodzeniu do siebie. Walka z Tomaszem Adamkiem 24 października w Łodzi.
Adamek może walczyć z Kliczkami »

Los ani promotorzy go nie oszczędzali. Stoczył ciężkie pojedynki ze wszystkimi najlepszymi pięściarzami - mistrzami świata, a także z bokserami lepszymi od mistrzów świata, którzy z różnych przyczyn na czele rankingów w chwili starcia z Gołotą nie byli.

Już pierwszy pojedynek z Bowe'em zostawił ślady na twarzy Polak. Tuż po nim białka oczu Gołoty były czerwieńsze niż keczup Heinza. Naczynka krwionośne otaczające gałki popękały doszczętnie. Pięściarz wyglądał jak wyrwany z planu "Piły V". Nie wspominając o kilkunastu szwach na głowie po ciosie telefonem komórkowym (co nie brzmi śmiesznie dla kogoś, kto pamięta, że ówczesne aparaty wagą i rozmiarami tylko trochę ustępowały akumulatorom). Gołota zresztą po 13 latach wygląda zdecydowanie lepiej niż Bowe. Bez wątpienia zakończył karierę Amerykanina, wówczas najlepszego pięściarza wagi ciężkiej, ale prawdopodobnie przyczynił się również do tego, że dawny rywal ma potężne kłopoty z mówieniem. Wszystko spowodowały zdaniem amerykańskich dziennikarzy urazy mózgu po uderzeniach, głównie podczas rewanżowej walki z Gołotą, do której Bowe przystąpił nadmiernie odchudzony, a co za tym idzie - osłabiony.

Potem groźnie było też dla zdrowia Gołoty. On sam w nielicznych wywiadach po walce z Lennoksem Lewisem wspominał, że gdyby przed nią lekarz potraktował serio swoje obowiązki, do pojedynku z potężnym Brytyjczykiem nigdy by nie doszło. Gołotę bolało kolano i pęknięte podczas jednego ze wcześniejszych treningów żebro, ale naciskany przez promotorów i widząc stos dolarów z honorarium, nie potrafił odmówić ani im, ani sobie.

Zastrzyk lidokainy, jaki wówczas otrzymał na 90 minut przed pojedynkiem, był źródłem sądowego pozwu. Polski pięściarz uznał, że decyzja lekarza spowodowała jego porażkę oraz - w konsekwencji - naraziła go na straty 21 mln dol. proponowanych przez telewizję HBO za serię walk w razie zdobycia tytułu. W szatni Gołota musiał być cucony, bo po ciężkim nokaucie stracił przytomność.

Urazy prześladowały Gołotę przed pojedynkami, ale były też efektem walk. Największego spustoszenia w jego organizmie dokonał Mike Tyson. W kilka minut Polak zainkasował tak potężne ciosy, że wszystko mogło zakończyć się tragicznie. Według lekarzy trochę poważniejszy zbieg okoliczności mógłby zagrozić życiu pięściarza. Odprysk pękniętej kości policzkowej lub jarzmowej (są różne wersje) mógł spowodować groźny uraz mózgu.

Późniejsze badania rezonansu magnetycznego wykazały krwotok w mózgu. Lekarze wątpili, by Polak mógł jeszcze kiedykolwiek walczyć. Można powiedzieć, że ucieczka z ringu przed szarżującym Tysonem najlepiej świadczy o emocjonalnej inteligencji Gołoty. W tym tonie wypowiadała się również żona pięściarza.

Lekarze bardzo się mylili w prognozach. Gołota poza ringiem wytrzymał tylko trzy lata.

Jednak nawet rozbrat z boksem nie był przerwą od urazów. Wkrótce po walce z Tysonem mercedes Gołoty zderzył się czołowo z półciężarówką. W wypadku zginął jego przyjaciel Tadeusz Godlewski, a sam pięściarz, który kierował samochodem, złamał lewy obojczyk.

Kolejna poważna kontuzja również dotyczyła lewego ramienia i spowodowała rekordowo szybką porażkę z Rayem Austinem w 2008 roku. Dla Gołoty pięściarza lewa ręka jest szalenie ważna, ale teraz musi walczyć właściwie bez niej. Kto obejrzy powtórki jego batalii z Riddickiem Bowe'em i na przykład jedną z ostatnich dłuższych walk, dostrzeże różnicę. Gołota praktycznie nie używa teraz lewego prostego.

Ale nie jest powiedziane, że skoro dopadał wielki pech, to nie niszczyły go również serie mniejszych nieszczęść.

Kiedy bowiem Gołocie urywał się biceps albo przemieszczały dyski w kręgosłupie, to jednocześnie pękały mu też łuki brwiowe (w znakomitym pojedynku z Johnem Ruizem), pękała szczęka (w fantastycznej walce z Chrisem Byrdem), oko puchło do rozmiarów dojrzałej brzoskwini (Mike Mollo).

Mimo to Gołota wchodzi do ringu po raz kolejny.

Wygląda na to, że nie tylko ma dziewięć bokserskich żyć - sam tak twierdzi - ale również wierzy, że ma odpowiedni zapas zdrowia.

Wszystko o Tomaszu Adamku czytaj tutaj »