USA podbija Europę

Tak jak kiedyś podróżnicy, awanturnicy i banici z Europy kolonizowali kontynent północnoamerykański, tak teraz kolonizacja, przynajmniej ta sportowa, odbywa się w odwrotnym kierunku. Najważniejsze ligi i organizacje sportowe z USA przypuszczają marketingowy szturm na Stary Kontynent. Próbowała, i pewnie jeszcze spróbuje, NFL, w ostatnich dniach kolejne kroki do podboju Europy zrobiły NBA i NHL.
Startuje konkurencja dla NFL »

Jako pierwsi swoją nogę na kontynencie europejskim postawili pionierzy z NBA. Od lat ciesząca się popularnością po drugiej stronie Oceanu liga już od jakiegoś czasu planowała rozszerzyć się na Europę. W latach 1987 - 1999 organizowano turniej McDonald's Championship, koszykarski odpowiednik klubowych mistrzostw świata FIFA, w którym jedna z drużyn NBA rywalizowała z teamami z Europy. Osiem z dziewięciu edycji tego turnieju odbyło się na Starym Kontynencie, dziewięć z dziewięciu z kolei wygrywali koszykarze zza Oceanu.

Komisarz David Stern jeszcze w 2008 roku wspominał też o planowanym utworzeniu w Europie pięciu drużyn, które mogłyby walczyć o mistrzostwo najlepszej koszykarskiej ligi świata. Teraz z kolei mówi się raczej o tym, by zawodnicy NBA na stałe zagościli po drugiej stronie Oceanu najwcześniej w przeciągu 6-8 lat.

Póki to nie nastąpi, kibice koszykówki na Starym Kontynencie muszą zadowolić się oglądaniem najskoczniejszych, najszybszych i najbardziej dynamicznych koszykarzy globu wyłącznie w telewizji i w meczach sparingowych, takich jak tegoroczne spotkanie Chicago Bulls - Utah Jazz, które rozegrano 6. października w Londynie.

Dwa dni po tym wygranym przez "Byki" 102:101 meczu, Jazzmani byli podejmowani przez Real Madryt, których łatwo ograli 109:87. Oba mecze zorganizowano w ramach rozgrywanego od 2006 roku cyklu towarzyskich meczów NBA Europe Live Tour. Zdaniem Sterna, który obserwował Bulls - Jazz, klasyk sprzed lat, w O2 Arena, Londyn jest już gotowy by zorganizować w nim mecze sezonu zasadniczego jeszcze przed Igrzyskami w 2012.

Europa nie kocha jajowatej piłki

Trochę później niż przy pomocy NBA podjęto próby skolonizowania Starego Kontynentu używając do tego sportu dla Europejczyków egzotycznego. Wiosną 1991 roku wystartowała World League of American Football, za pomocy której najtęższe mózgi sportowego managementu zza Atlantyku próbowały zaszczepić futbol amerykański w Europie. Próba ta wydawałaby się bezcelowa, gdyby nie to, że za całym przedsięwzięciem stała National Football League, zawodowa liga z USA i przy okazji największa na świecie organizacja sportowa. Organizacja, która obecnie sprzedaje prawa telewizyjne do organizowanych przez siebie rozgrywek za miliardy dolarów, zrzesza przynajmniej sześć drużyn które są warte dziewięciocyfrową kwotę, a na każdy mecz przyciąga blisko 70 000 widzów.

Teoretycznie każdy sezon Światowej Ligi Futbolu Amerykańskiego miał wyłonić najlepszą drużynę globu, praktycznie do każdego z medali dla zwycięzców powinno się dopisywać do tego stwierdzenia ''spoza NFL''. W rozgrywkach WLAF brało udział sześć zespołów z USA i trzy europejskie (Barcelona Dragons, London Monarchs, Frankfurt Galaxy). Każdy z tych teamów był czymś w rodzaju "farmy" dla National Football League, w której młodsi i mniej doświadczeni zawodnicy ze Stanów mieli się "ogrywać". Po dwóch pierwszych sezonach ligę jednak zamknięto. Powodem były straty finansowe, których właściciele klubów z NFL, znudzeni stratami przynoszonymi przez swoją nową zabawkę, nie chcieli już dłużej pokrywać.

W 1995 WLAF powróciła jednak pod nazwą World League i w składzie czysto europejskim - do znanych wcześniej trzech zespołów dołączyły teamy z Amsterdamu, Edynburga i Dusseldorfu. W 1997, po zakończeniu trzeciego sezonu i zmianie nazwy rozgrywek na NFL Europe zorientowano się jednak, że tak naprawdę żaden z zaatakowanych wirusem jajowatej piłki rynków, poza niemieckim, nie rozwija się tak, jak tego oczekiwano. Posunięto się więc do radykalnych kroków - London Monarchs pierwszy człon swojej nazwy wymienili na ''England'', barwy zmienili na biało-czerwone, a swoje spotkania zaczęli rozgrywać w Londynie, Bristolu i Birmingham. W tym samym czasie Edinburgh Claymores dokonali cudownej przemiany w Scottish Claymores, używających obiektów w Edynburgu i Glasgow.

Próby stworzenia z tych klubów marek ogólnonarodowych zakończyły się jednak klapą, tak samo jak i przejęcie katalońskich Dragons przez słynną Barcelonę i uczynienie z nich jednej z sekcji blaugrany. Wszystkie trzy kluby mimo prób reanimacji musiały zatem przekazać swoje licencje drużynom niemieckim. W sześciozespołowym składzie liga dotrwała do 2007, kiedy to ostatecznie wyzionęła ducha przytłoczona stratami rzędu 30 milionów dolarów rocznie. W jej ostatnim sezonie na mecze uczęszczało niemal dokładnie 20 000 widzów, tyle samo, ile wynosi średnia widownia na meczach piłkarskiej drugi ligi angielskiej. - Od teraz skoncentrujemy się po prostu na użyciu nowych technologii, żeby uczynić NFL popularniejszą na całej świecie - skomentował europejskie fiasko swojego przedsięwzięcia komisarz ligi Roger Goodell.

Kocha za to hokej

Zupełnie inna sytuacja panuje w przypadku hokeja, który w wielu europejskich państwach jest wielbiony nie mniej niż w USA, a nawet Kanadzie. Zawodnicy ze Starego Kontynentu od lat stanowią o sile drużyn z NHL, a tacy gracze jak Fin Jari Kurri, Szwed Nicklas Lidstrom czy Czech Jaromir Jagr na stałe wpisali się w historię hokeja za Oceanem. Wprawdzie tamtejsza liga wciąż zdominowana jest przez Kanadyjczyków (52 procent graczy), ale od lat często to właśnie europejscy hokeiści stanowią o sile swoich zespołów w NHL.

W związku z tym pojawiały się nawet plotki, że do północnoamerykańskiej ligi dołączone zostaną europejskie drużyny. Na razie nie znalazły jednak potwierdzenia, jednak choć Europa do NHL nie przyszła, NHL przyszła do Europy.

W 2007 drużyny z Ameryki pierwszy raz w historii o ligowe punkty walczyły na Starym Kontynencie. Pretekstem do zainaugurowania 90. sezonu NHL w Londynie była rocznica zakupienia u londyńskiego jubilera Pucharu Stanleya - trofeum przyznawanego mistrzowi najlepszej z hokejowych lig. W stolicy Zjednoczonego Królestwa dwukrotnie zmierzyli się broniący tytułu Anaheim Ducks z Los Angeles Kings. Przedsięwzięcie zakończyło się stuprocentowym sukcesem oraz tłumami na trybunach 02 Arena, powtórzono je zatem w latach kolejnych. Rozgrywki 2008/09 zainaugurowano w Sztokholmie, gdzie dwukrotnie zmierzyli się Ottawa Senators i Pittsburgh Penguins, a w Pradze Tampa Bay Lightning rywalizowali z New York Rangers. - To się dzieje już teraz, to się po prostu musi stać - twierdził po tych spotkaniach właścicel "Senatorów" Eugene Melnyk, pytany o możliwość rozszerzenia NHL na Europę.

Także w tym sezonie szwedzcy kibice mogli zobaczyć na swej ziemi dwa mecze NHL (w Sztokholmie Detroit Red Wings grali z St. Louis Blues). Rolę Pragi odegrały zaś Helsinki, które gościły zawodników Florida Panthers i Chicago Blackhawks. Tym razem jednak nie były to mecze otwarcia. Jak twierdzi komisarz NHL Gary Bettman liga wciąż szuka kolejnych dróg kontaktu z kibicami w Europie i chociaż nie ma obecnie planów utworzenia drużyny ze Starego Kontynentu, to "nigdy nie mówi nigdy".

O sportach innych i dziwnych czytaj tutaj »