Ireneusz Jeleń: Nie jedziemy na mundial. Dla mnie katastrofa

Nie tak sobie wyobrażałem i ten mecz i te eliminacje - mówił po spotkaniu w Pradze napastnik reprezentacji i Auxerre.
Robert Błoński: Wszystko miało być inaczej...

Ireneusz Jeleń: Pierwsza połowa była w miarę, choć też niewiele mogliśmy zdziałać z przodu. Po odbiorze piłki, mieliśmy grać szybko i dużo prostopadłych piłek, a ani ja ani Kamil nie dostawaliśmy ich wcale. To, co trenowaliśmy Wronkach, nie zrealizowaliśmy w meczu.

Jakich?

- Wielu założeń. W ofensywie na przykład mieliśmy grać dużo bokami. Na boisku tego nie było. Skrzydłowi, zamiast ustawić się szeroko, zrobić miejsc - schodzili do środka. I później efekty były takie, jak widzieliśmy. Druga połowa była bardzo słaba w naszym wykonaniu. Szybko dostaliśmy gola i się skończyło.

Nie masz wrażenia, że Czesi byli co najwyżej przeciętni?

- To prawda. Szkoda, że Kuba nie wykorzystał okazji w 20. minucie. Nie trafił czysto w piłką, ta poleciała do mnie, ale co z tego? Byłem na spalonym.

Sądzisz, że przyszłość tej drużyny wiąże się z trenerem Majewskim?

- Ciężko powiedzieć po przegranym meczu. W pierwszej połowie biegaliśmy, staraliśmy się i jeszcze jakoś walczyliśmy. Można przegrać, ale nie można się poddać, oddać spotkania bez walki czy przejść obok niego. A co było po przerwie? W szatni mówimy sobie: "panowie, zaczynamy odpowiedzialnie, ostrożnie i uważnie z tyłu, skoncentrowani na maksa". Bo wiedzieliśmy, że Czesi bardzo dużo bramek zdobywają między 46. a 60. minutą. I co? Nam, niestety, też strzelili. W szatni mówimy jedno, po wyjściu na boisko mija sześć minut i jest 0:1.

Gol jak w polskiej lidze...

- Przypadkowy, ale padł.

Gra była trochę lepsza niż Mariborze?

- Ale nic wielkiego i nie ma się czemu dziwić. Ze składu na Słowenię w jedenastce było tylko trzech graczy po pięciu dniach treningów z nowym selekcjonerem. To za mało. Chcieliśmy przynajmniej walczyć. Brak zagrania próbowaliśmy nadrobić determinacją. Udało się tylko przed przerwą.

Zły jesteś na brak podań?

- Mieliśmy grać bokami, a nie graliśmy. Już na początku meczu powiedziałem chłopakom z obrony i pomocy, żeby nie grali długich piłek. Bo Czesi są wysocy, dobrze grają głową i ciężko z nimi wygrać. Jestem rozczarowany, inaczej sobie to wszystko wyobrażałem. Myślałem, że będzie inny mecz, inne podejście. Było ciut lepiej niż w Mariborze, bo walka była. Ale brakowało sytuacji. Dwie-trzy to za mało. Z tej walki niewiele wynikało, za mało się utrzymywaliśmy przy piłce, za dużo było strat. Czesi też mnie zdziwili - Słowaków stłamsili w pierwszym kwadransie tak, że ci nie wiedzieli, co się dzieje. Z nami tak łatwo nie zaczęli, ale nie miało to przełożenia na wynik.

Polska przegrywa mundial. W grupie z Czechami, Słowacją, Słowenią, Irlandią Płn. i San Marino wyprzedzi prawdopodobnie tylko tych ostatnich.

- Jak dla mnie - dramat i katastrofa. Jestem sfrustrowany i załamany tym. Przed eliminacjami faworytami byliśmy my i Czesi, a na mundial pojadą pewnie Słoweńcy i Słowacy. Wykorzystali naszą słabość. I właśnie ta nasza słabość boli. Ze Słowakami, mimo tej frustracji, chcę wygrać. Dla kadry zawsze chcę zwyciężać.

Czechy - Polska 2:0 - RPA, papa  »


Błoński: Piłki prosto kopnąć nie potrafią...