Sport.pl

El. MŚ 2010: Polacy mają zagrać najlepszy mecz w życiu

Dudek, Rzeźniczak, Polczak, Głowacki, Gancarczyk, Błaszczykowski, M. Lewandowski, Roger (lub Iwański), Obraniak, Jeleń i Grosicki (R. Lewandowski) - ci piłkarze zagrają prawdopodobnie w sobotę w eliminacjach mistrzostw świata z Czechami
Zwycięstwo może sprawić - przy sprzyjającym wyniku Słowaków ze Słowenią - że Polacy wciąż będą mieli szansę na awans. W czwartek do Wronek przyjechał prezes Grzegorz Lato. - Żeby zmotywować drużynę. Jest nowy trener, mamy chyba sobie coś do powiedzenia - mówił prezes, który w piątek razem z zespołem poleci do Pragi.

Mecz może też zadecydować o przyszłości Stefana Majewskiego jako selekcjonera kadry. On sam mówi, że ma jeszcze dwie wątpliwości co do składu.

Lato ze wsparciem

Pierwsza dotyczy środka pomocy. Roger czy Iwański? - Umiejętności w ofensywie mają zbliżone - mówił Majewski. Za Iwańskim zdaniem trenera przemawia lepsza gra w defensywie i większa umiejętność odbioru piłki. Za to Roger znakomicie rozumie się z Mariuszem Lewandowskim, z którym wiele razy grał u Beenhakkera. Ale nowy trener chce jak najmniej analogii z drużyną poprzednika.

Druga wątpliwość dotyczy ataku. - Potrzebuję zawodników szybkich, do kontry. Bo wiemy, jak odebrać piłkę - powiedział Majewski. - Chciałem też napastników strzelających gole.

Miejsce Ireneusza Jelenia jest niepodważalne (Beenhakker długo go nie powoływał). Kto drugi? Na USG z naciągniętą pachwiną pojechał Paweł Brożek i jego występ w Pradze jest wątpliwy. Wzrosły szanse nieobliczalnego Kamila Grosickiego, który - jak wynika z testów - jest szybszy od Jelenia.

- Na zgrupowaniu chciałem każdego przekonać, że się uda - mówił Majewski. W porównaniu z Beenhakkerem wprowadził kilka nowych rzeczy. Od pierwszego dnia wszyscy trenowali z jednakową intensywnością. Zdecydowanie więcej było taktyki, mniej - choćby gier na utrzymanie piłki.

Czy Polczak trafi z formą?

Najwięcej czasu Majewski poświęcał defensorom, którzy w złożonym przez niego zestawieniu rozegrają być może jedyne spotkanie w życiu. Pokazywał, jak mają się przesuwać, jak odbierać piłkę, jak zachowywać się po przechwycie. Kadrowicze ćwiczyli wiele dalekich przerzutów z jednej strony na drugą. - Musiałem to poukładać, przecież w klubach jedni grają strefą, inni pilnują rywali indywidualnie - mówił trener.

Największą sensacją w obronie jest Piotr Polczak. - Zobaczymy, czy ja trafiłem i czy on trafił z formą - mówi Majewski. - W sierpniu 2008 roku Piotrek zagrał bardzo dobry mecz z Ukrainą we Lwowie. Że towarzyski? Każdy mecz z orzełkiem na piersi, o punkty czy o nic, jest tak samo ważny i prestiżowy. Od tamtej pory Polczak stał się lepszym piłkarzem. W klubie pracował ze mną, potem z Arturem Płatkiem, teraz z Orestem Lenczykiem. Ostatnio bardzo dobrze spisał się w spotkaniu mojej kadry do lat 23 przeciwko Walii. Wszystko przed nim.

Stałe fragmenty wreszcie ważne

W odróżnieniu od Beenhakkera Majewski ordynował grę nie tylko na trzech czwartych boiska, ale i na całym. Mecze często przerywał i tłumaczył, co jest nie tak. Nowością była praca nad stałymi fragmentami - Beenhakker na nie czasu nie tracił, bo mówił, że i tak miał go mało. Majewski czas wygospodarował. Przed treningami tłumaczył zawodnikom, jak mają zachować się przy rzutach rożnych. Gdy któraś z drużyn miała rzut rożny, wykonywała go trzy razy (żeby choć jeden wypadł jak należy). Bramki padały rzadko, ale widać było pomysł i próbę wyćwiczenia pewnych zachowań i ustawień.

Gorzej wyglądały strzały z dystansu. Środowy trening kończyły uderzenia z 18-20 m. Jerzy Dudek nie puścił żadnego z 19, Wojciech Kowalewski - dwa. Gorsze jest to, że celnych było nie więcej niż połowa. W meczu o punkty Polska nie strzeliła bramki z wolnego od pięciu lat.

Każde zajęcia były - to też nowość - nagrywane. - Później oglądaliśmy je i mówiliśmy o tym, co dobre, a co złe. Na boisku zawodnik nie widzi pewnych rzeczy, nie wie, co się dzieje za plecami. Jak zobaczy, zapamięta i następnym razem ustawi się inaczej - mówił selekcjoner, który chce pokazać, że w porównaniu z poprzednikiem zmienił drużynę. Wystawił swoich zawodników, zagrał swoim ustawieniem (4-4-2, Beenhakker prawie nigdy nie odchodził od 4-5-1).

Napięcie rośnie

Podczas pierwszych treningów na boisku była cisza jak makiem zasiał. Atmosfera wręcz przygnębiająca. Żadnych podpowiedzi, krzyków, wskazówek, rozmów, śmiechu. - Aż głupio było się odezwać, choć nawet chciałem. Ale wszyscy byli cicho, to i ja też - mówił jeden z kadrowiczów. Z dziennikarzami rozmawiali chętnie i dużo. Jedynym, który ogłosił ciszę medialną, był Kuba Błaszczykowski. - Ostatnio słabo i mało gram, niewiele mam do powiedzenia - tłumaczył się skrzydłowy Borussii Dortmund.

Z każdym dniem robiło się jednak głośniej i weselej. Szczególnie podczas gry w "dziada", kiedy Roger liczył po polsku kolejne podania. Akurat liczebniki zna świetnie. Nauczył się od razu po przyjeździe prawie cztery lata temu. - Żeby umieć liczyć pieniądze - śmiał się rozgrywający AEK Ateny w wywiadach.

- Napięcie rośnie z każdym dniem - wytłumaczył początkową ciszę Majewski.

Eksplozja w sobotę o 20.30?

- Zawodnicy mają wyjść na boisko i od pierwszej minuty robić to, co do nich należy. Mamy nowy zespół, wszyscy zawodnicy coś potrafią. Niech to pokażą. Mają zagrać najlepszy mecz w życiu - kończy trener Majewski.

Puste trybuny na meczu kadry? Kibice bojkotują PZPN  »