Justyna Kowalczyk: Dla mnie już zaczęła się zima

Z wyróżnieniem obroniłam pracę magisterską, ale w tej chwili myślę tylko o igrzyskach olimpijskich i starcie w Vancouver w lutym 2010 - mówi Sport.pl Justyna Kowalczyk, najlepsza biegaczka narciarska świata ubiegłego sezonu
Dwa dni po powrocie ze zgrupowania w Sankt Moritz i na dwa dni przed wyjazdem na lodowiec Dachstein, gdzie po raz pierwszy od czerwca przypnie narty do nóg, Kowalczyk przyjechała do Warszawy. - To mój najważniejszy sezon w ostatnim czteroleciu - mówi nam.

Dwukrotna mistrzyni świata i zdobywczyni PŚ w ubiegłym sezonie jest już po pięciu trzytygodniowych zgrupowaniach zagranicznych. Poza jednym skręceniem stawu skokowego obyło się bez problemów. W jej sztabie doszło do kilku zmian - nowymi serwismenami są Estończycy Are Mets i Peep Koidu. Odszedł szwedzki specjalista od smarowania nart Ulf Olsson.

Robert Błoński: Dla nas, na razie, zima to odległy temat. A dla pani?

Justyna Kowalczyk: Dla mnie zima praktycznie już się zaczyna. Okres przygotowawczy dobrze przepracowałam, zimą będę walczyć. Teraz najważniejsze, bym uniknęła kontuzji i chorób.

Jak ważny jest to sezon? Za cztery miesiące igrzyska.

- Dla mnie każdy kolejny jest najważniejszy. Nie stopniuję, przygotowywałam się starannie i sumiennie. I tyle. Sport to całe moje życie, więc nie muszę nikogo przekonywać do tego, jak jest istotny. Staram się niczego nie zaniedbywać, tym bardziej w sezonie olimpijskim. Na igrzyskach każdy start jest najważniejszy, bo to jest impreza raz na cztery lata. Najistotniejsza, najbardziej prestiżowa dla wszystkich. Każdy przygotowuje się do niej najlepiej jak umie.

Zimą wszyscy będą liczyć przede wszystkim na pani sukcesy...

- Na szczęście polski sport zrobił postępy. Widziałam się w sobotę z Tomkiem Sikorą [naszym biatlonistą] i wiem, że jest i będzie dobrze przygotowany.

Co roku mówi się, że pani przygotowania były jeszcze trudniejsze niż poprzednie.

- To już jakieś mity. Pracować muszę dużo, bywam skrajnie wyczerpana. Praca była inna niż co roku, ale równie męcząca.

Ubiegły sezon, pełen sukcesów, dodał pani jeszcze większej motywacji?

- Nazwałabym to inaczej: dodał stresu. Presja będzie ogromna. Ciężko jest być najlepszą zawodniczką świata, która chciałaby udowodnić to na igrzyskach. To mnie może zmotywować, chcę wyeliminować błędy, ale nie ma ludzi idealnych. Czekajmy, co pokaże zima.

Każdy kolejny sezon był lepszy od poprzedniego.

- Gdzieś jest przecież kres możliwości.

Pani zbliża się do niego?

- Dwa dni po zdobyciu brązowego medalu olimpijskiego w Turynie w 2006 roku podeszłam do trenera Wierietielnego i rozpłakałam się. Zapytałam, czy jeszcze kiedykolwiek w życiu tak pobiegnę. W tym roku wiele razy pod kątem technicznym oglądałam swoje biegi z poprzedniego sezonu - i te dobre i te złe - i też marudziłam "trenerze, czy ja jeszcze kiedyś tak dobrze pobiegnę?". Nie zastanawiam się, gdzie są granice, ale mam nadzieję, że ich jeszcze nie osiągnęłam.

Temat pani pracy magisterskiej?

- Analizowałam obciążenia treningowe jedynej juniorki w biegach narciarskich, która zdobyła dla Polski medal.

Czyli swój własny. I jakie wnioski?

- Kosmiczne sprawy nam wyszły, więcej nie chcę mówić.

Śni się pani już Vancouver?

- Myślę o nim bardzo dużo, bo czeka mnie wiele trudnych spraw, które muszę wykonać, aby się do nich jak najlepiej przygotować. Trasy tam nie są sprzyjające, są płaskie, więc musieliśmy zmienić trochę specyfikę treningu. Szczegółów nie zdradzę.

W Libercu zdobyła pani dwa złote medale i brązowy. Jest szansa na powtórkę w Kanadzie?

- Liberca pewnie już w życiu nie powtórzę. Tak zdeklasować rywalki w biegach nie jest łatwo. Bywały już takie dziewczyny, ale później już im się to ponownie nie udawało. Nie sądzę więc, bym ja napisała nową historię. Obiecuję walczyć, bo słyszałam od wielu ekspertów, że jak kiedyś osiągnę ten wysoki pułap, to szybko z niego nie spadnę. Mam nadzieję, że się nie mylili. Ale rywalki są piekielnie mocne. Kristin Steira biegła niedawno w lekkoatletycznych mistrzostwach Norwegii na 5 km i uzyskała kwalifikacje do mistrzostw Europy z czasem, który w Pekinie dałby jej dziewiąte miejsce! I ja z takimi dziewczynami muszę się ścigać. To nie jest takie proste.

Specjalny serwis o Justynie Kowalczyk na - Sport.pl »